Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 września 2022

w wiadomej sprawie

Musiałam sobie przeczytać poprzednią notkę, żeby się zorientować na którym odcinku tego brazylijskiego serialu skończyłam. I powiem tak: trochę się zadziało, a wciąż jestem w dupie.

Aby uporządkować - dostałam odpowiedź od Prezesa UODO, który stwierdził... że nic nie może. Nie jego kompetencja, on nie rozumie czego ja od niego wymagam i jeśli ja mu konkretnie napiszę czego od niego chcę, to on się ewentualnie ustosunkuje. Bo teraz, to on by mógł hipotetycznie podjąć działanie takie oto: gdybym ja zarządała od firmy E.on wykasowania moich danych osobowych i firma E.on by powiedziała NIE, to prezes by mógł im kazać. A tak to o. Nic nie może.

Po drugie dostałam odpowiedź od prokuratora w sprawie moich zeznań. I tu też się nie popisałam. Albowiem: "Sandra podjęła działania zmierzające do przywrócenia niezakłóconego stanu posiadania energii elektrycznej oraz niezakłóconego korzystania z wynajmowanego lokalu. Jej działanie było zdeterminowane w efekcie bezprawnym działaniem właścicielki lokalu, która zleciła odłączenie prądu, tym samym utrudniając korzystanie z zajmowanego lokalu przez Sandrę."

Albo ja nie jestem w pełni sił umysłowych, albo ten świat zwariował. Prokurator jakby całkiem nie wiedział, że ta pani ukradła mi mieszkanie a nie je wynajmuje. Jak ja śmiałam zakłócić...

Nie będę nic więcej o tym pisać, bo nie wiem czy Sandra tego nie czyta. Już mnie raz nazwała dorobkiewiczem, bo zorganizowałam "te wszystkie zbiórki" na swoją córkę, więc szpera po sieci. Niech szpera, ja szperam w lepszych miejscach.

O wakacjach Wam opowiem, mniej adrenaliny ale też ciekawie :)

Byłyśmy więc na wsi, na Banderozie przez trzy tygodnie. Matko... jak nam tam było dobrze... Pogoda obłędna. W tym roku dobry Bóg litościwie poskąpił wisienek, nie musiałam więc przerabiać hurtowych ilości. Łaskawie obdarzył jeżynami w rozsądnych ilościach ale niestety pokarał pomysłem zrobienia kiszonych ogórków w formie "od razu na zupę", czyli takich startych. A że obecnie dysponuję autem najlepszym na świecie, do którego można załadować wszystko (i Grodzisk i Skarżysko), to sobie jeździłyśmy na targ i nawoziłyśmy różnego dobra do przeróbki. 

No właśnie - auto. Jestem zachwycona tym, jakie jest pakowne. Przewoziłam nim i kosiarkę do serwisu, i kosiarkę + wózek, i rikszę + wózek + milion toreb a jeszcze gdyby była taka potrzeba, dopakowałabym pół chałupy. Niepozorny Kangurek. Opcja z rampą robi ogromną robotę. Nie wyobrażam sobie teraz konieczności każdorazowego przesadzania Agi z wózka do auta i z powrotem, oraz składania wózka. Nie wyobrażam sobie. 



W tym roku miałam też bieżącą dostawę świeżych jaj. Codziennie odwiedzała mnie kura, jak się niebawem okazało - wraz z koleżankami, bo im się bardziej podobało u mnie niż u sąsiadów ;) Nadałam jej imię - Lucy. Bo głupio tak wołać do kury Kuro! Nigdy za bardzo nie lubiłam kur, bo bałaganią (rozgrzebują), bo ...khem... srają gdzie popadnie, ale też nigdy dotąd żadna mnie osobiście nie obdarowywała jajkami. A to całkowicie zmienia postać rzeczy. Zaczęłam na nie patrzeć przychylniejszym okiem, a nawet witać poczęstunkiem. Sporo też je obserwowałam i stwierdzam, że nie są wcale takie głupie jak mi się wydawało. Bardzo fajne doświadczenie.


Na zdjęciu powyżej moment odkrycia pierwszego gniazda, gdzie zastałam 11 jajek. 

A potem pojechałyśmy na turnus. Rok temu, żegnając turnusowych znajomych mówiłam im, że za rok przyjadę tu sama swoim samochodem. To było takie trochę gadanie życzeniowe, bo choć bardzo chciałam żeby tak się stało, to nie dawałam wtedy za siebie w roli kierowcy pięciu groszy... Ba! Jeszcze pół roku temu nie dawałam. A jednak dokonało się. Sama zapakowałam dobytek, Młodą i przejechałam 450 km w jedną stronę. Do tej pory nie wierzę :))) 

W puszczy Noteckiej było cudnie, jak zwykle. Nękały nas w tym roku jakieś choróbska, od samego początku. Przyjechałyśmy w sobotę, a w niedzielę od rana Aga dostała torsji, które szarpały ją do nocy. Tego jeszcze nie grali. Cały dzień siedziałam przy niej na stołeczku i próbowałam dawać cokolwiek pić, po łyżeczce. Nie było jak dać leków, a o jedzeniu nawet nie było mowy. Ale jakoś przetrwałyśmy. W niedzielę już było lepiej, zjadła kaszę manną na wodzie i udało się jakoś przemycić leki. 

Potem, za kilka dni dopadło mnie przeziębienie. Upał po trzydzieści parę stopni a ja zdychałam. Potem dopadło też Młodą - gorączka, flegma w gardle. Już miałam strach w oczach, bo Młoda bardzo szybko zapada na zapalenie płuc a gorączkę bardzo trudno u niej zbić, ale po dwóch dniach jak ręką odjął. W życiu czegoś takiego nie widziałam. 

Jak zwykle dużo jeździłyśmy na rikszy, a zrobili nam obłędną wręcz, ciągnącą się do samego Drezdenka (13km) ścieżkę rowerową, więc było gdzie poszaleć. Przez las, po starym nasypie kolejowym, no po prostu bajka. Ja trochę biegałam, choć przez te choroby, niestety nie tyle ile bym chciała. Popływałam też w jeziorze a temperatura wody była tak wysoka, że miałam ochotę zamoczyć też Młodą ale nie było jak. Byłam nieprzygotowana - ani stroju, choć z tym byśmy sobie łatwo poradziły, ale nie miałam też żadnego koła dmuchanego ani materaca... Do nadrobienia w przyszłym roku.

I tak o. 

Młoda rozpoczęła ostatni rok edukacji. Mam zaledwie kilka miesięcy żeby wymyślić co będzie dalej. I nie wiem. Jestem totalnie przygnębiona tym tematem, ale to już następnym razem.





piątek, 13 maja 2022

ludzie listy piszą

Muszę tu, ku pamięci, pozapisywać różne takie fajne historie, bo potem zapomnę i nikt mi nie uwierzy w ten jeden wielki absurd. Sama go zaraz nie będę w stanie odtworzyć.

To po kolei.

Byłam na spotkaniu z żywym człowiekiem, w salonie E.on. Tam takim salonie... - cztery okienka na krzyż, jedno obok drugiego jak na poczcie. Wjechałam tam z Młodą i żeby dotrzeć do swojego okienka, musiałam narobić rabanu i porozsuwać kilka krzeseł sprzed innych okienek. Także wiecie, dyskretnie załatwić spraw się tam nie da. Myślę, że moja fascynująca historia zakwitła wieloma rumieńcami na licach innych petentów.

Młody pracownik był bardzo grzeczny i miły, ale powieka mu nie drgnęła. Oni wciąż nie zauważają problemu ani posługiwania się nieswoimi danymi, ani podejmowania decyzji za plecami właściciela. Mówią, że to niezgodne z prawem zabrać komuś prąd ale podstawy prawnej nie są w stanie podać.

No cóż, rozwiązałam umowę, zleciłam zdjęcie licznika oraz za radą pana z okienka - napisałam zastrzeżenie, że nie życzę sobie zakładania nowego przez kogokolwiek oprócz mnie. Mam kopię tegoż dokumentu.

Licznik został zdjęty 10 maja. No i znowu się zaczęło.

Lokatorka, pewnie obdzwoniła znowu infolinię i jak się dowiedziała, że tym razem to już tak łatwo nie będzie to wydumała tak:


Nawet jakbym chciała odpowiedzieć, to... nic mądrego nie wymyśliłam. 

Na terenie Warszawy sprzedawców prądu jest kilku. Nie jestem więc w stanie ich wszystkich obdzwonić, opowiadać o swoim problemie i zastrzegać, że nie życzę sobie zawierania umowy na dostawę prądu na tym konkretnym adresie. Ale jest tylko jeden operator - Stoen. Czyli ten taki od roboty - zakładania i zdejmowania liczników itd. Postanowiłam więc zrobić zastrzeżenie w Stoenie, uprzednio informując się w tym temacie na ich infolinii. Powiedzieli, że mogę tak zrobić, więc zrobiłam.

Następnego dnia rozerwał się worek z sms-ami ale już w zgoła innym tonie:





A następnego dnia znowu zmiana tonu:


A dziś cisza... 
I teraz się zastanawiam, czy jednak znalazła jakiś sposób na podłączenie prądu czy wynosi kartony?

A jeszcze lada moment zdejmą licznik gazu. Do końca maja mają czas.

Jak widzicie, nie podejmowałam dyskusji bo to kompletnie nie ma sensu. Sandra najwyraźniej wciąż ma przekonanie, że jak ma trudną sytuację to jest usprawiedliwiona i ja jej ten prąd powinnam zapewnić do posprzątania podłogi. 

***

Jednocześnie tak jak planowałam, wysmarowałam skargę do Inspektora Ochrony Danych Osobowych firmy E.on oraz wysłałam kopię  do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. I doczekałam się już pierwszej reakcji IODO - zadzwonił do mnie! I bardzo uprzejmie powiedział, że on potraktował tę sprawę jako reklamację ponownego podłączenia prądu ("wie pani, prywatnie sądzę, że oni nie mieli prawa tego prądu przywracać") i skierował sprawę do działu prawnego. I żebym się nie martwiła, bo odpowiedź dostanę gdzieś koło dwudziestegoktóregoś maja. 
Pytam - jak to reklamacja? Przecież moje pismo dotyczyło użycia moich danych osobowych, reklamację to ja złożyłam swoją drogą. 
- No wie pani, rzeczywiście panie mają wzajemnie dostęp do swoich danych poprzez umowę najmu.
- No i?? To, że ja mam dane najemczyni nie oznacza, że mogę ich sobie dowolnie używać!
- No wie pani, no tak, no proszę spokojnie czekać na odpowiedź na reklamację, wszystkiego dobrego, bla bla...

Czyli IODO również nie czuje problemu. Albo czuje jak mu się dupa pali i próbuje przekierować sprawy na inny tor. Mam nadzieję, że doczytał, że napisałam też do PUODO. I mam jeszcze większą nadzieję, że prezes jednak problem poczuje bo jak nie, to to całe RODO jest o kant dupy potłuc. Jak to mówią - rodo-srodo.

I jeszcze - skoro tak dobrze idzie mi pisanie - napisałam do sędzi w sprawie mojego pozwu złożonego 17 lutego z uprzejmą prośbą o pilne podjęcie czynności prawnych. Bo jak Boga kocham, nie jestem w stanie dłużej ponosić kosztów tego bajzlu. Niechby chociaż wyznaczyła jakiś termin albo rozesłała te pozwy stronom, bo jak tak dalej pójdzie to nie wyrobimy się przed kolejnym okresem ochronnym. A rachunki rosną...

poniedziałek, 25 kwietnia 2022

 Dostałam odpowiedź na reklamację:


"Dzień dobry,

 

dziękujemy za przesłaną informację i czas poświęcony na opisanie sprawy.

 

Przeanalizowałem poruszoną przez Panią kwestię.

 

Sprawa dotyczyła wznowienia dostaw energii elektrycznej.

 

Na 25.04.2022 nie widzimy podstaw do wyłączenia prądu - jeżeli nie chce Pani, aby do Pani 

lokalu była dostarczana energia, prosimy o rozwiązanie umowy z demontażem licznika lub 

przepisanie licznika na innego Klienta.

 

Wzory wymaganych dokumentów dostępne są na naszej stronie internetowej.

 

Dodatkowo odsłuchaliśmy rozmowy przeprowadzone 19.04.2022 - w obu przypadkach nastąpił 

kontakt z osobą trzecią, w związku z czym nie był przeprowadzany proces weryfikacji.

 

W przypadku kontaktu osoby trzeciej, konsultant może udzielić informacji o kwocie zadłużenia 

oraz rachunku bankowym do wpłaty jeżeli doszło do wstrzymania dostaw energii. Jest to zgodne

 z naszymi wewnętrznymi procedurami.

 

Jeśli miałaby Pani pytania w tej sprawie, zapraszamy do kontaktu. 

 

Pani opinia jest dla nas ważna 

Z losowo wybranymi osobami skontaktujemy się w sprawie oceny satysfakcji. 

Będziemy wdzięczni, jeśli  podzieli się Pani z nami opinią w krótkiej ankiecie. 

 

Z pozdrowieniami

 

 

Adam Molski

E.on"

 



Nie widzą podstaw. Czyli moje zlecenie czasowego odłączenia prądu, złożone zgodnie z ich procedurami oraz OPŁACONE - nie jest wystarczającą podstawą. 

Oczywiście miałam pytania i skorzystałam z zaproszenia do kontaktu. Przede wszystkim poprosiłam o stenogramy rozmów, po drugie poprosiłam o jasną odpowiedź na pytanie: czy jeśli rozwiążę umowę i zdejmę licznik, jakaś osoba trzecia - bez tytułu prawnego do zajmowania lokalu - może sobie zażyczyć zawiązanie nowej umowy i założenie nowego licznika? 

 

piątek, 22 października 2021

co u nas?

Miałyśmy naprawdę fajne, długie wakacje. Chyba najdłuższe w życiu bo aż siedem tygodni. Trochę na legalu, trochę na innym legalu. Byłyśmy na Banderozie, a potem trzy tygodnie na turnusie rehabilitacyjnym. Odpowiadając na moje ulubione pytanie - odpoczęłaś? - powiem tak: fizycznie jak zwykle nie odpoczęłam, bo nie ma takiej możliwości po prostu. Dodatkowo, jestem teraz rozdziadana przez Wioletkę, i jej brak podczas wakacji moje plecy odczuły dość boleśnie. Taki lajf.

Za to psychicznie - matko... Jak mi było cudownie i dobrze! Szczególnie na turnusie, gdzie nie muszę martwić się co do gara, gotować, zmywać. No nic nie muszę. Mamy czas dla siebie, na spacerki, na rowerki, na głupoty. Na poobiednie drzemki, na leżenie na słoneczku. Na dziergolenie. No i na moje bieganie świtem po lasach, czego nie da się opisać słowami. Ten kto podgląda moje insta, widział ułamek tej magii na obrazkach. Bo dla mnie to czysta magia.

Pięknie było. Już tęsknię. Oczywiście zarezerwowałam już nasz domek na następny rok.

A potem wpadłyśmy w szarą rzeczywistość. Którą bardzo doceniam, jeśli jest spokojna i poukładana. No a znowu nie jest i mam nowe kłopoty. Czy to się kiedyś skończy?

Długo nie pisałam, bo znów jestem w czarnej dupie. I znów poszukuję pomocy.

Otóż w kwietniu wynajęłam mieszkanie mamy. Dwoje ludzi w okolicy trzydziestki, Polacy, z sześcioletnią córką. Tacy zwykli, normalni ludzie, chciałoby się powiedzieć. Do września było ok. Bezproblemowo, czasem kilka dni opoźnienia z opłatami ale w granicach przyzwoitości. Grzecznie, kulturalnie.

A we wrześniu już nie zapłacili. Zbywali próby kontaktu. Ona nie odbierała telefonu, nie odpowiadała na sms-y. Wreszcie, kiedy zaczęłam dzwonić co godzinę - napisała długi sms. Że mają kłopoty finansowe, że jej ktoś nie zapłacił za pracę, a on dostanie zapłatę później. Obiecali zapłacić za kilka dni, co się nie wydarzyło. Po kolejnych kilku dniach postanowiłam ich odwiedzić i porozmawiać.

To jak mnie potraktowali nie da się opisać. Krótko mówiąc - z buta. Tak jakbym to ja była im coś winna a nie odwrotnie. On od razu wypalił - moja żona jest w szóstym miesiącu ciąży i ja nie muszę w ogóle z panią rozmawiać. Zatkało mnie. Pieniędzy narazie nie ma, komornik mu usiadł na konto. Obiecali zapłacić jakąś część 11 października, oczywiście nie zapłacili do dziś. Facet gadał dużo, bezczelnie i bez sensu, chcąc zarzucić mnie swoimi problemami. Na koniec usłyszałam: każdy ma takie życie na jakie zasługuje.

!!!

Wypowiedziałam im umowę w trybie natychmiastowym mailem, prosząc o opuszczenie mieszkania do końca miesiąca. Umowę podpisaliśmy czasową, do końca roku.

Dostałam taką odpowiedź:


Na którą nie odpowiedziałam. Bo nie muszę.

No i nie wiem. Czy to serio, czy to groźba, czy co to jest? 
Mieszkanie jest w strasznym stanie. Bajzel, szczeniak na którego się nie godziłam, a który wygryzł już sporą część wykładziny podłogowej. 

Jestem przerażona tą sytuacją. Jestem w takim samym stanie psychicznym jak rok temu. Doniesienia prasowe (naczytałam się już w internetach) dobrze nie wróżą, bo okazuje się, że w tej chwili najemca ma większe prawa od wynajmującego, mimo, że nie płaci i nie wywiązuje się z umowy. Jestem właścicielem mieszkania, płacę podatek (mogą mnie straszyć US do woli) a i tak - jeśli nie będą chcieli się wynieść - trudno mi będzie ich wyrzucić.
W tej chwili mam na utrzymaniu trzyosobową rodzinę. Wkrótce czteroosobową.

Czy ktoś na sali zna prawnika, specjalistę od prawa lokalowego? Potrzebuję porady prawnej. 
Tylko proszę, nie piszcie mi, że mam tam pójść i zmienić zamki, bo wiśta wio... Nie jestem w stanie podjąć takich działań. Jestem sama i jestem przerażona. Wobec takiego chamstwa czuję się kompletnie bezsilna.

Także tyle u nas. Znowu dno i trzy metry mułu.