Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1%. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1%. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2021

dziękuję

Dziewczyny kochane, których nigdy na oczy nie widziałam (z małymi wyjątkami), jak to dobrze, że Was mam! I to miejsce, które tak sobie trwa pewnie ponad 15 już lat. 

Nigdy nie byłam introwertykiem, nigdy nie ukrywałam swoich kłopotów, emocji. A zawsze chciałam być choć trochę tajemnicza... Kiedy założyłam sobie tego bloga, miałam przygotowane kilka pierwszych notek, na papierze, ołówkiem, i plan, żeby potrzymać trochę w niepewności moich ewentualnych czytelników - co to też za dziwna choroba trawi mojego Anioła? Tak wiecie, najpierw półsłówka, trochę szokujących informacji, napięcie miało sobie rosnąć...

A tu bach! Już bodaj pod trzecim wpisem Agnieszek zasunęła mi pytaniem, czy to aby nie zespół Retta?? 
I po tajemnicy, karrramba.
Pomyślałam sobie - kim jest ta kobieta, że zna zespół Retta? :))

No i przez te wszystkie lata smarowałam tu spod serca, żeby wywalić emocje, wypuścić parę spod pokrywki, starałam się zawsze szczerze wobec siebie i czytelników. Na początku bardzo dbałam o to, by nasza historia nie była łzawa, żeby pisać z humorem. Poza tym ja po prostu jestem wesoła z natury. Śmieję się dużo i często. Nawet teraz, w tym syfie, szczególnie w pracy kiedy moja głowa jest zajęta normalnymi sprawami, kiedy jestem z moimi dzieciakami, kiedy gadam z koleżankami (już w poniedziałek wracam do pracy - dzięki ci dobry Boże!)



Jakoś nauczyłam się chować dumę w kieszeń i pisać te setki apeli z prośbą o jałmużnę do różnych firm. Potem nadeszła era 1% podatku i proszenie już nie jakichś tam podmiotów, ale realnych ludzi - rodziny, przyjaciół, znajomych. Tłumaczenie, że to nie obciąży ich kieszeni, że zamiast państwu to potrzebującym chorym dzieciaczkom... Dziś już każdy wie, jak działa 1%, wtedy trzeba było tłumaczyć. Wtedy Agnieszka była jeszcze słodką małą dziewczynką, dziś ma wągrowisko na dorosłej buzi i sporą konkurencję małych, słodkich dziewczynek i chłopców.

20 lat już to robię i myślałby kto, że okrzepłam. Otóż nie, nie okrzepłam. Prosić o pieniądze jest najtrudniej na świecie i kto tego nie doświadczył, nie zrozumie.

Znowu przydługi wstęp.
Do brzegu.

Nawet nie wiecie, jak jestem Wam ogromnie wdzięczna za wsparcie i gotowość do ściepy. Chcę, żeby to naprawdę wyraźnie wybrzmiało - to dla mnie bardzo wiele znaczy, bo wiem, że nie jestem sama i nie utonę. Ale dopóki płynę, nie będę Was prosić o pomoc. Nie w tym temacie.
Chcę pozostać szczera i pisać co mi w duszy gra, więc z pewnością będę tu narzekać również na kasę, ale proszę, nie traktujcie tego jak prośby czy mrugnięcia okiem. Umówmy się, że jeśli faktycznie będzie źle, to ja to jasno napiszę, dobrze? 
Mam na piśmie Wasze deklaracje - nie kasować proszę! :) 

Dziękuję.




środa, 11 listopada 2020

Aniele z Bydgoszczy

Kimkolwiek jesteś, jesteś Aniołem. 

Spojrzałam dziś na konto Fundacji, bo zaczynają księgować wpłaty z 1% podatku. Spojrzałam z duszą na ramieniu, bo co roku coraz trudniej jest zbierać fundusze. Jest tylu potrzebujących...

Spojrzałam i się popłakałam. Cała długa seria wpłat z Bydgoszczy... Ktoś tam myśli o nas, ktoś tam zadziałał na szeroką skalę i poczynił CUDA. 

Dziękuję! W imieniu Agi i swoim - DZIĘKUJĘ.

Nawet nie wiesz Aniele jakie to dla nas ważne. Będziemy mogły pojechać w przyszłym roku na turnus! Wyrwać się z miasta, odpocząć, pojeździć rowerem, połazić po lesie, pobiegać, popływać. Boże, jak ja o tym marzę i śnię... Serio, śni mi się już teraz nasz Gościm, śnią mi się moje poranne trasy biegowe krok po kroku, śnią mi się nasze wieczorne jazdy rikszą. I leżaczek pod domkiem, i na tym leżaczku kawka i dziergadła. Cały rok na to czekam.

Dziękuję.



sobota, 18 lutego 2017

trochę się kajam

Wszystkich wciąż tu zaglądających chciałabym bardzo przeprosić za to, że się nie odzywamy. Moja teściowa mawiała, że brak wiadomości to dobre wiadomości, bo gdy dzieje się naprawdę coś złego to wieści roznoszą się błyskawicznie. U nas wszystko w porządku choć dzieje się naprawdę tak dużo, że nie mam kiedy taczek załadować a co dopiero notkę napisać.

W skrócie:

Przed świętami Młoda złapała masywne, obustronne zapalenie płuc. Było bardzo słabo i ledwie uniknęłyśmy szpitala. Bite trzy tygodnie w domu i święta znowu spędzone w naszym kurniku.

Sprawy pełnomocnictwa wciąż nie udało mi się załatwić, niestety. Dwa tygodnie temu w szkole Agi zorganizowano coś na kształt szkolenia na temat ubezwłasnowolnienia. Czym to się je, jak przeprowadza, jakie są tego skutki i czemu jest niezgodne z Konwencją Praw Człowieka przez bite siedem godzin rozkminiała bardzo miła pani prawnik. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś czego nie wiem a w szczególności co w zamian tego dziadostwa. Niestety. Jedynym wyjściem jest ustanowienie pełnomocnictwa, które jednakowoż jest bardzo trudne do ustanowienia. Czyli wciąż jesteśmy w dupie.

Nasza pani doktor (rodzinna) przenosi się do innej przychodni. To cudownie, będziemy miały bliżej bo natychmiast również się przeniesiemy ale... trzeba wypełnić deklarację. Pierwsze schody. Gorąco mi się zrobiło jak pani w rejestracji rzekła, że córka też musi przyjść osobiście i wypełnić deklarację. Nie może? A ma pani pełnomocnictwo czy inny papier? Nie? Hmm... Na szczęście pani się jorgnęła, wydrukowała deklarację i poleciła wypełnić i podpisać w domu. Mryg mryg.

Boję się. Boję się, że kiedyś stanę przed murem.

I na koniec - przeprowadzamy się. Nareszcie. Opuszczamy nasz mały kurnik. Odtąd nie będziemy już wciągać wózka po schodach, obijać kulasów w wąskich korytarzykach a na balkon spoglądać tęsknym okiem. No i uwolnimy się, mam nadzieję!, od egzotycznego sąsiedztwa. Nie będziemy się co prawda pławić w luksusach ale będziemy mieli czym oddychać.
W związku z tym od miesięcy planuję i projektuję po nocach, doktoryzuję się w internetach na temat glazur, podłóg, drzwi i ościeżnic przylgowych i bezprzylgowych i pierdyliarda innych fascynujących przedmiotów. Nie straszne mi zakupy w dziale budowlanym, hydraulicznym i elektrycznym. Oraz transport różnych rur i innych budowlanych gadżetów w rowerowej sakwie. Poprzez lody, śniegi, wichry i mrozy...

Mamy tydzień ferii za sobą. Młoda jeździła na "Zimę w mieście" a matka na szmacie. Od poniedziałku będziemy sprzątać razem. Jak Bóg da, może za dwa tygodnie się przeniesiemy.
Trochę mam świeczki w oczach. 
A Gwiazda bryluje, o prosz...



Wielkie dzięki tym, którzy dopytują o możliwość przekazania dla Agi 1% podatku. Tak, wciąż go zbieramy. Wszystkie potrzebne dane są pod banerkiem z misiem w prawym górnym rogu lub na obrazku poniżej. Jeśli potrzebny jest kod SWIFT to najlepiej zajrzeć tutaj, na dół strony.
Ogromnie dziękuję w imieniu Agnieszki za pamięć i Wasze dobre serce.


Także ten... Nie gniewajcie się na matkę. Uściski.

sobota, 6 lutego 2016

ferie nastały

Chciałam tylko powiedzieć, że jutro rano jedziemy.
Pendolino!
Jesteśmy umówieni z obsługą przy kasach na pół godziny przed odjazdem pociągu. Mają nas wozić windami i zapakować do wagonu.
Nie będę ukrywać - mam reisefiber! Jak zwykle z resztą - czy jadę sama czy z progeniturą, bez różnicy.

Mamy kanapki i picie, mamy książkę i mamy Kolorowych Popaprańców na tablecie. Przeżyjemy!

A tymczasem zostawię tu ładny obrazek Młodej jeszcze z dłuuugiiiimi włosami. I prośbę. Wiem, że pewnie jesteście atakowani z każdej strony takimi obrazkami. Każdemu chciałoby się pomóc, każdy zasługuje na wsparcie a ma się tylko jedną szansę niestety. Ale ja jestem ambasadorem tej jednej jedynej, najważniejszej dla mnie Panienki i muszę zawalczyć, spróbować, zaproponować. Może ktoś jeszcze nie zdecydował komu przeznaczy 1% swojego podatku? My zbieramy na szkołę, na leki i na turnus rehabilitacyjny. A po cichu marzę by uzbierać na cholernie drogi sprzęt do eye trackingu, czyli na takie oprogramowanie, które umożliwia sterowanie komputerem wzrokiem. Wiele naszych małych Rettek obsługuje już taki sprzęt z sukcesami, może i nam się uda. Ja wiem, że Młoda z łatwością by to ogarnęła bo jej najmocniejszą umiejętnością jest właśnie wskazywanie oczami.
Z góry dziękujemy:)