Czytanie globalne

Zostałam zmotywowana do przypomnienia sobie o nauce globalnego czytania metodą Domana. Postanowiłam więc zrobić tu oddzielny kącik, póki co z paroma zdjęciami i tekstami, które na ten temat napisałam kiedyś.
Czy ta zakładka się rozwinie? Nie wiem. Pewnie będzie to zależało od zewnętrznych potrzeb - jeśli znajdą się zainteresowani (wiem, że ktoś taki już jest), którzy będą chcieli rozpocząć naukę swojego dziecka i będą zadawali pytania... Odpowiadanie na pytania zawsze jest ciut łatwiejsze niż radosna TFUrczość ;)
 


Aga od zawsze lubiła książki. We wszystkich swoich wózkach miała stoliki a na na nich rozłożone książki z kartkami poprzypinanymi wielkimi klipsami, żeby nie latały na wietrze. W pionizatorze też od zawsze stała z książką. Ten był pierwszy - zrobiony przez znajomego stolarza według projektu z toruńskiej Fundacji "Daj Szansę". Ozdobiony własnoręcznie przez matkę, metodą malowania za pomocą spreyów podpatrzoną kiedyś na wakacjach na Majorce :D

Zaznaczenie kolejnego wykonanego ćwiczenia i nauka przeliczania elementów.

Cała afera z nauką czytania zaczęła się w Toruniu, właśnie w tamtejszej Fundacji, która prowadziła nas przez sześć lat. To oni wprowadzili nas w świat Glenna Domana i jego wiary w dzieci niepełnosprawne. Zakupiłam książkę jego autorstwa "Jak nauczyć małe dziecko czytać" i tak zaczęła się nasza przygoda z czytaniem globalnym. Co trzy miesiące wracaliśmy do Torunia, gdzie sprawdzano postępy Agnieszki, również w czytaniu. My w domu tego nie robiliśmy nigdy, dlatego tam na wdechu obserwowaliśmy jak nasza malutka, niespełna 3-letnia niemówiąca córka wywołana do tablicy, odpowiedzi wskazuje oczami. I właściwie z każdej takiej wizyty przywoziła dyplomy :)

Cdn.

Wklejam trzy linki do tekstów jakie napisałam o czytaniu globalnym dla portalu Pozytywy:

Jak nauczyć małe dziecko czytać - część I 

Jak nauczyć małe dziecko czytać - część II 

Jak nauczyć małe dziecko czytać - część III



26.01.2015

Pytania się pojawiły i będę jakoś powoli na nie odpowiadać tutaj (bo mailowo trza było działac szybko) żeby wszystko było w jednym miejscu.
Tymczasem znalazłam jakiś mój kolejny tekst o czytaniu ale nie tylko - jest też coś o nauce matematyki, o którym kompletnie zapomniałam. 

Liczenia też warto uczyć. Na zdjęciu powyżej i poniżej, gdzie śledzimy wspólnie z Agnieszką program jej ręką, jest właśnie zawarta nauka zwykłego przeliczania. Po każdym wykonanym ćwiczeniu przyklejałyśmy na tablicy znaczek i liczyłyśmy (wskazując jej ręką) ile ćwiczeń zostało wykonanych i ile jeszcze przed nami. W ten sposób dziecko uczy się nie tylko przeliczać elementy ale i bezpiecznego porządku - wie co teraz będzie, ile jeszcze ćwiczeń, kiedy koniec.
Efekt był taki, że Aga potrafiła samodzielnie policzyć elementy w zakresie 20 i wystukać sumę. Potrafiła też wystukać swój wiek i oszacować zbiory - gdzie jest więcej a gdzie mniej.


Czytanie


Każdy wiek jest dobry na rozpoczęcie nauki czytania, ale im wcześniej tym lepiej. Pomysłodawca tej metody uczy dzieci już od 6 miesięcy!
Agnieszka zaczęła się uczyć mając 2 lata. W tej chwili jesteśmy na etapie czytania książeczek. Przerabiamy również podział na sylaby. Agnieszka wyrobiła w sobie naturalną ciekawość i czyta wszystko co posiada odpowiednio duży dla jej etapu druk. Posiadła w ten sposób ogrom wiadomości, zna zwierzęta, ptaki, kształty, kolory, litery, cyfry, symbole przedmiotów z otoczenia, dźwięki instrumentów, pojazdów, odgłosy zwierząt i wiele innych.

Zaczynając naukę czytania, można pokazywać słowa wraz z obrazkiem. Należy przygotować sobie duże ilustracje, najlepiej proste i wyraźne (do trzech, czterech kolorów) na białym tle. Trzeba pamiętać o tym, że światło powinno padać na obrazek/ słowo.
Należy też pamiętać, żeby wszystko trwało krótko. Dzieci bardzo szybko się nudzą, trzeba pozostawić w nich uczucie niedosytu, tak żeby czekały z zaciekawieniem na kolejną sesje czytania. Najlepiej zacząć od słów prostych, znanych dziecku. Najpierw pokazujemy rzeczowniki, potem wprowadzamy przymiotniki i czasowniki (do których rzecz jasna ciężko dobrać obrazki, więc z nich rezygnujemy).



A.
  1. Wypisujemy słowa na kartach 15x60 cm. Wysokość liter 10 cm – czerwone, grubosci ok. 1 cm oraz na oddzielnych kartach obrazki adekwatne do słowa. Na odwrocie kart z napisami i obrazkami należy napisać sobie dane słowo, żeby szybko i bez podglądania je odczytywać. Warto też napisać sobie kategorię i datę rozpoczęcia prezentowania. Ułatwia to prezentację, nazwa kategorii będzie ta sama podczas każdej prezentacji a data ułatwi odrzucenie najstarszej kategorii.

  1. Każdego dnia dziecko powinno zobaczyć i usłyszeć jednocześnie 15 słów. Słowa te powinny być podzielone na 3 kategorie – po 5 słów w każdej

      Przykład jednej kategorii:
Kategoria „zwierzęta afrykańskie” – słoń, żyrafa, nosorożec, gazela, zebra
„To jest słoń” – pokazujemy obrazek słonia
„słoń” – pokazujemy słowo
I tak pokazujemy kolejno 5 obrazków i słów.

Kolejne dwie kategorie powinny różnić się od siebie, czyli jeśli pierwsza prezentuje zwierzęta, druga może prezentować  np. naczynia, a trzecia owoce.

  1. każda kategoria powinna być prezentowana 3 razy dziennie w ciągu 9 sesji czytania rozłożonych na cały dzień. Między każdą kolejną sesją powinno być pół godziny przerwy.

  1. Słowa pokazujemy przez  kilka sekund – tyle ile trwa ich wymawianie. Zaczynamy od nazwania kategorii, np. „warzywa” a kończymy tasowaniem słów, tak by zawsze czytać je w innej kolejności. Czyli zaczynając sesję mówimy np. – „teraz pokażę ci warzywa”

  1. Po trzech dniach prezentacji odkładamy najstarszą kategorię a wprowadzamy nową. W ten sposób każde słowo będzie prezentowane dziecku 9 razy (trzy razy dziennie przez trzy dni). Codziennie odkładamy najstarszą kategorię i wprowadzamy nową.
B.

Kiedy zakodujemy/pokażemy dziecku odpowiednią ilość słów (czyli umownie przyjmijmy po kilkadziesiąt rzeczowników, przymiotników i czasowników), możemy zacząć pokazywać wyrażenia dwuwyrazowe i frazy ze słów które dziecko już zna, np.: „wielki słoń” , „mama gotuje”, „koń rży” itd. Powinny one być również podzielone na kategorie po pięć wyrażeń lub fraz. Litery wciąż czerwone ale zmniejszamy ich wielkość do 6 cm., mogą być już trochę cieńsze (0,5 cm).

Przykład kategorii:
Nazwa – „Warzywa”
zielony ogórek
czerwony pomidor
pomarańczowa marchewka

Teraz zwiększa się nam ilość sesji czytania dziennie. Wciąż kodujemy nowe pojedyncze słowa a do tego wprowadzamy jedną kategorie wyrażeń/fraz dziennie – 3 + 1 = 4 sesje czytania dziennie.

 To zdjęcie było robione na potrzeby artykułu w gazecie, dlatego taki bałagan na dywanie :)
Ale - TAK SIĘ NIE UCZY CZYTAĆ! Pokazuje się tylko jeden pas z wyrazem czy zdaniem, nigdy tyle na raz :)

C

Kolejnym krokiem jest wprowadzenie krótkich zdań. Będą to zdania trzy wyrazowe, ze słów, które dziecko już zna, ma zakodowane., np. „mama gotuje zupę”.
Można znów zmniejszyć literki. W jednej kategorii powinny znajdować się trzy zdania, które tez pokazujemy 3 x dziennie przez trzy dni.
Teraz mamy już 5 kategorii dziennie – 3 kategorie wciąż nowych słów, 1 kategoria wyrażeń/fraz i 1 kategoria zdań.

W zależności od tego jak dziecko jest zainteresowane czytaniem – mama powinna to wyczuć – można za jakiś czas zmienić kolor liter na czarny i zmniejszyć ich wielkość.

D

Ostatnim etapem nauki czytania są książeczki. Używamy w nich słów wcześniej zakodowanych. Litery są czarne i dużo mniejsze. Książeczka powinna zawierać sześć stron z tekstem, a raczej kartek, ponieważ tekst znajduje się tylko na prawej stronie po otworzeniu książeczki, oraz tytuł. Na każdej stronie powinny znajdować się max trzy wersy tekstu. Można dodać tez ilustracje, ale na oddzielnych kartkach, max trzy, poprzeplatane z kartkami z tekstem. Książeczki prezentuje się tak samo szybko. Przekładając strony czytamy tekst i prezentujemy go dziecku tylko tyle czasu ile trwa czytanie. Przy obrazkach można się na chwilę zatrzymać i powiedzieć o nich parę słów.
Powinno się zacząć od krótkich historyjek, do których dziecko ma stosunek emocjonalny, czyli mogą to być opowieści o wydarzeniach z życia dziecka, wspomnienia z wakacji, opis codziennych czynności itd.

Polecam książkę „Jak nauczyć małe dziecko czytać” Glenna Domana
  


 Aga czyta list od Pań z projektu Kołderki za jeden uśmiech


Matematyka


Cyfry kodujemy tak samo jak słowa. Powinny być czerwone i duże, narysowane na kartach A4 lub wydrukowane z komputera. W jednej sesji czytania cyfr prezentujemy 3 cyfry zaczynając od 0. Pokazujemy je również przez trzy dni, po czym odrzucamy 0 a dodajemy 4 (analogicznie kolejne cyfry). Codziennie więc odrzucamy najmniejszą liczbę a dodajemy kolejną. Nie tasujemy cyfr! Zawsze powinny być pokazywane w kolejności, tak żeby dziecko przy okazji uczyło się ich kolejności (odliczania).

Kiedy zakodujemy cyfry do 30, możemy zacząć uczyć dziecko liczenia. Potrzebne będą do tego różne przedmioty – liczmany, które będziemy liczyć. Mogą to być kredki, identyczne klocki, identyczne piłeczki itp. Układamy przed dzieckiem np. 3 takie same przedmioty i liczymy jednocześnie dotykając palcem lub ręką dziecka tych przedmiotów. Ważne by po przeliczeniu skwitować to komentarzem „mamy trzy piłeczki”, „są  trzy kredki”. Bardzo często zdarza się, że dzieci potrafią odliczać a nie potrafią powiedzieć ile właściwie jest przedmiotów. Do końcowego komentarza warto dodać kartę z cyfrą 3 itd.

Można też porównywać zbiory. W tym celu potrzebne będą dwie pętle ze sznurka, w które będziemy układać nasze liczmany głośno je licząc. Pętla tworzy obraz całości. Kiedy ułożymy dwie pętle z różną liczbą przedmiotów wewnątrz, możemy je porównywać. „Popatrz po prawej stronie mamy 5 żabek, a po lewej 3 biedronki” – mówimy jednocześnie prezentując karty z cyframi. „Może zapoznamy je ze sobą?” każda biedronka układana jest przy żabce „O zobacz, zostały nam dwie żabki bez pary! Ponieważ żabek jest 5 a biedronki 3, mamy o dwie żabki więcej” I w tej konwencji można pracować z różnymi przedmiotami i różnymi cyframi.

Można też rzucać dużą kością do gry i zliczać oczka, zawsze prezentując przy tym kartę z cyfrą. Potem można też wprowadzić drugą kość i zliczać oczka z obydwu, wprowadzając język matematyki – „trzy dodać pięć równa się osiem”

Po jakimś czasie takich zabaw warto pokusić się o zagadki. Kiedy liczymy przedmioty, na koniec pokazujemy dwie karty z cyframi (jedna z nich prawidłowa) i pytamy się o wynik. Dziecko może wskazać ręką lub wzrokiem. Jeśli poda nieprawidłową odpowiedź należy jeszcze raz przeliczyć przedmioty razem z nim i skomentować „ mamy 5 żabek, a to jest cyfra 5”. To samo dotyczy kości. Na początek można pytać ile jest oczek i prezentować karty z cyframi, a potem o wynik dodawania. Przy każdej nieprawidłowej odpowiedzi należy liczyć jeszcze raz wspólnie z dzieckiem.

Polecam książkę „Dziecięca matematyka – książka dla rodziców i nauczycieli” Edyty Gruszczyk – Kolczyńskiej i Ewy Zielińskiej

Kolory


Kolory również kodujemy po trzy w jednej prezentacji. Mogą to być kolorowe kartki do ksero format A4, warto je zalaminować ponieważ przydadzą się do innych zajęć. Zaczynamy kodowanie od kolorów podstawowych a potem pochodnych – typu jasnoróżowy, ciemnozielony, szary itp.
Kiedy zakodujemy wszystkie dostępne nam kolory, możemy zacząć zabawę w układanie na tych kartach przedmiotów w tym samym kolorze. Kładziemy przed dzieckiem najpierw jedną kartę i przygotowujemy różne przedmioty – 3, 4 w tym samym kolorze, i ze dwa w innym. Każdy przedmiot bierzemy z dzieckiem do ręki, możemy o nim coś opowiedzieć i komentujemy „zobacz ta piłka jest czerwona, pasuje nam do naszej planszy, która też jest czerwona” i kładziemy przedmiot na karcie. Bierzemy kolejny przedmiot i znów komentujemy „ ojej zobacz, ten klocek jest żółty! A nasza plansza jest czerwona! Klocek ma inny kolor, nie pasuje!” Możemy przyłożyć na chwile klocek do planszy a potem teatralnie go wyrzucić. I tak postępujemy z każdym przedmiotem.
Z czasem możemy wprowadzić planszę z drugim kolorem i rozkładać przedmioty na dwie plansze. Warto też zadawać zagadki typu „jaki to jest kolor? Gdzie on pasuje? Gdzie go położymy?”


Aby zbytnio nie przemęczyć dziecka, staramy się wprowadzać kolejne nowe prezentacje typu cyfry, kolory nie jednocześnie. Na spokojnie budujmy program, rozłóżmy to w czasie.
Proponuję przed rozpoczęciem programu czytania przygotować sobie ok. 100 słów i tyle samo obrazków. Pochłonie to troszkę czasu i pracy, ale na tak przygotowanej bazie pracuje się spokojnie, bez potrzeby codziennego wymyślania coraz to nowych słów, bez paniki że przerwiemy naukę „bo nie mamy co jutro pokazać”. Możemy sukcesywnie produkować kolejne kategorie, które przydadzą się potem.


Cdn :)

5 komentarzy :

  1. Dorota, wielkie dzięki za przedstawienie metody w tzw. pigułce i zmotywowanie nas do pracy z Blanką :-) startujemy z nauką czytania! Pozdrawiam serdecznie Paula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia! Jakby były wątpliwości - śmiało pisz :)

      Usuń
  2. Trochę bawiłyśmy się w czytanie globalne, ale, nie widząc efektów, zniechęciłam się do wykonywania kolejnych napisów i olałam, doszłam też do wniosku, że to fajna metoda w jęz ang (czyli w tym, w którym ją opracowano), bo tam nie ma odmiany... Np. dog i dogs, a po polsku: pies, psa, psem, psu, psie, psy, psów, psach... może się mylę, ale ilość wyrazów do opanowania jest niezliczenie większa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, opanowanie języka polskiego jest o wiele trudniejsze ze względu na te niezliczone końcówki ale... nie niemożliwe :)
      Myślę jednak, że dojście do pewnego podstawowego poziomu dla dzieci jednak w jakimś (różnym) stopniu niepełnosprawnych intelektualnie nie jest aż tak trudne a dalej wszystko zależy od indywidualnych potrzeb i możliwości.

      Jeśli udało mi się nauką czytania wzbudzić w Małej ciekawość i zamiłowanie do książek to jestem jak najbardziej zadowolona i usatysfakcjonowana. Na ile Ona rozumie to co czyta? Nie wiem. Ale widzę, że woli patrzeć na tekst a na obrazki ledwie rzuca okiem. I skoro to lubi... to niczego więcej mi nie trzeba. Kiedyś w Toruniu była egzaminowana co trzy miesiące i wychodziło, że w 90% wie co czyta. Dziś tego już nie sprawdzam. Ufam jej :)

      Druga sprawa to ta niezliczona ilość różnych obrazków jakie zobaczyła i mam nadzieję przyswoiła. Jest to pewien niezbędny etap w komunikacji alternatywnej u dzieci nie porozumiewających się werbalnie no i niesamowicie szeroka baza wiedzy o otaczającym świecie.

      Wreszcie ostatni argument za - sama nauka, ten czas spędzony z wyrazami i obrazkami był dla Agnieszki bardzo ciekawy. Zawsze powtarzam, że dla dziecka, które samodzielnie się nie porusza, nie używa rąk i nie umie samodzielnie zdobywać wiadomości, doświadczeń i umiejętności, takie pokazywanie świata na obrazkach jest dosłownie bezcenne.
      Nie żałuję ani minuty naszej wspólnej nauki, ba! nie żałuję ani jednej zarwanej nocy spędzonej na wymyślaniu i pisaniu tych wszystkich wyrazów :)

      Usuń