Miałyśmy naprawdę fajne, długie wakacje. Chyba najdłuższe w życiu bo aż siedem tygodni. Trochę na legalu, trochę na innym legalu. Byłyśmy na Banderozie, a potem trzy tygodnie na turnusie rehabilitacyjnym. Odpowiadając na moje ulubione pytanie - odpoczęłaś? - powiem tak: fizycznie jak zwykle nie odpoczęłam, bo nie ma takiej możliwości po prostu. Dodatkowo, jestem teraz rozdziadana przez Wioletkę, i jej brak podczas wakacji moje plecy odczuły dość boleśnie. Taki lajf.
Za to psychicznie - matko... Jak mi było cudownie i dobrze! Szczególnie na turnusie, gdzie nie muszę martwić się co do gara, gotować, zmywać. No nic nie muszę. Mamy czas dla siebie, na spacerki, na rowerki, na głupoty. Na poobiednie drzemki, na leżenie na słoneczku. Na dziergolenie. No i na moje bieganie świtem po lasach, czego nie da się opisać słowami. Ten kto podgląda moje insta, widział ułamek tej magii na obrazkach. Bo dla mnie to czysta magia.
Pięknie było. Już tęsknię. Oczywiście zarezerwowałam już nasz domek na następny rok.
A potem wpadłyśmy w szarą rzeczywistość. Którą bardzo doceniam, jeśli jest spokojna i poukładana. No a znowu nie jest i mam nowe kłopoty. Czy to się kiedyś skończy?
Długo nie pisałam, bo znów jestem w czarnej dupie. I znów poszukuję pomocy.
Otóż w kwietniu wynajęłam mieszkanie mamy. Dwoje ludzi w okolicy trzydziestki, Polacy, z sześcioletnią córką. Tacy zwykli, normalni ludzie, chciałoby się powiedzieć. Do września było ok. Bezproblemowo, czasem kilka dni opoźnienia z opłatami ale w granicach przyzwoitości. Grzecznie, kulturalnie.
A we wrześniu już nie zapłacili. Zbywali próby kontaktu. Ona nie odbierała telefonu, nie odpowiadała na sms-y. Wreszcie, kiedy zaczęłam dzwonić co godzinę - napisała długi sms. Że mają kłopoty finansowe, że jej ktoś nie zapłacił za pracę, a on dostanie zapłatę później. Obiecali zapłacić za kilka dni, co się nie wydarzyło. Po kolejnych kilku dniach postanowiłam ich odwiedzić i porozmawiać.
To jak mnie potraktowali nie da się opisać. Krótko mówiąc - z buta. Tak jakbym to ja była im coś winna a nie odwrotnie. On od razu wypalił - moja żona jest w szóstym miesiącu ciąży i ja nie muszę w ogóle z panią rozmawiać. Zatkało mnie. Pieniędzy narazie nie ma, komornik mu usiadł na konto. Obiecali zapłacić jakąś część 11 października, oczywiście nie zapłacili do dziś. Facet gadał dużo, bezczelnie i bez sensu, chcąc zarzucić mnie swoimi problemami. Na koniec usłyszałam: każdy ma takie życie na jakie zasługuje.
!!!
Wypowiedziałam im umowę w trybie natychmiastowym mailem, prosząc o opuszczenie mieszkania do końca miesiąca. Umowę podpisaliśmy czasową, do końca roku.
Dostałam taką odpowiedź:

Współczuję bardzo! Sytuacja jest faktycznie fatalna. Może spróbuj na początek napisać im, że jeżeli wyprowadzą się do końca miesiąca, to nie będziesz windykować od nich zaległości czynszowych oraz nie będziesz żądać należności za zniszczenia. Najlepiej byłoby, żeby wyprowadzili się dobrowolnie. W przeciwnym razie trudno ich będzie wywalić, a eksmisja w ogóle nie wchodzi w rachubę. :(
OdpowiedzUsuńZacznij od policji. Jak to najem okazjonalny, to komornik może sie ich pozbyć.
OdpowiedzUsuńPopytam po znajomych w poszukiwaniu piranii od lokatorów. Ależ świnie Ci sie trafiły :(
Niestety, nie ma znaczenia, czy umowa zgłoszona, czy najem okazjonalny czy zwykły, ponieważ nasz wspaniały rząd przepchnął, że w związku z pandemią, nie da się nikogo pozbyć z mieszkania... Także nawet ustawa okazjonalna (czy ta, która do tej pory zawsze jako jedyna działała, bo było podpisane, że w razie potrzeby ktoś z rodziny takich lokatorów przygarnie) w tym momencie nie działa. A ciąża to oczywiście dodatkowo utrudnia. Także wiem, że nie chce Pani tego słyszeć, ale niestety, w takiej sytuacji, to jeśli polubownie się nie uda (tak jak powyżej pisze kasiask), to bez wymiany zamków i najazdu na mieszkanie, też się nie uda.... Przykro mi bardzo :(
OdpowiedzUsuńA jeszcze jedno, tak na szybko - proszę wypowiedzieć w trybie natychmiastowym wszystkie umowy, jeśli są na Panią (gaz, prąd, woda, internet, co tam jeszcze jest), tak aby Pani ich nie utrzymywała dodatkowo. Oczywiście, ponieważ mają umowę, mogą sami otworzyć nowe umowy, ale wtedy już tylko na swoje nazwisko, więc wszelkie długi idą na nich.
OdpowiedzUsuńAle umowa jest czasowa - do końca roku - więc też mogą otworzyć własny rachunek?
UsuńTak, też mogą, i w ich interesie będzie zamknięcie tych rachunków przy przeprowadzce, żeby im długi nie rosły czy nie płacili za kogoś innego, kto bym tam mieszkał. Jedyne czego potrzebują to wziąć umowę (na dowolny okres) i pójść do Tauronu czy PGNiG, i mogą swoje konto otworzyć. Ale to dla Pani nie problem, niech otwierają, byle by nie szło to na Panią (gaz i prąd koszmarnie w październiku poszły w górę, prawie 300% więcej za prąd niż rok temu...)
UsuńBardzo dziękuję! Od tego zacznę.
UsuńNie ma problemu. Gdybym mogła w czymś poradzić, proszę tu napisać, i odezwę się na priva do Pani. Nie jestem prawnikiem, tylko psychologiem, ale sama od 1.10 wynajęłam swoje mieszkanie więc jestem świeżo po konsultacjach z notariuszem i prawnikiem, i na bieżąco odnośnie aktualnych możliwości. I sama wypowiedziałam swoje umowy na wszystko, i nowi lokatorzy musieli sami swoje otworzyć (umowę też mam na czas określony z nimi).
UsuńI co teraz u Was???
OdpowiedzUsuńOch, dziewczyny! Co za skurczysynstwo! Daj znac, jak sytuacja i czy potrzeba kogos kto te zamki wam wymieni?
OdpowiedzUsuńBrak słów. Mam nadzieję, że rozwiążesz problem łatwiej, niż można się spodziewać. Trzymam kciuki.
OdpowiedzUsuń