... się zrobił z tego bloga.
W sprawie mieszkaniowej zmian niewiele. Rodzina sobie mieszka na krzywy ryj, pani podobno w szpitalu ale nie wiem czy to już czas rodzić czy inne przyczyny. Nie wnikam, żeby oszczędzać swoją głowę.
Ale chyba mam już prawnika, który pomoże mi jakoś tę sprawę załatwiać. Spadł mi z nieba właściwie, bo za sprawą koleżanki z pracy. Zawsze mówiłam, że do ludzi to ja jednak mam szczęście, a na pewno do znajomych i przyjaciół. Nigdy bym się nie spodziewała, że pomoc nadciągnie akurat z tej strony.
Pan mecenas ma plan i to mnie ogromnie cieszy. Przede wszystkim już nie muszę rozmawiać z tymi ludźmi bo on zrobi to za mnie. Bardzo jestem ciekawa, czy wobec mężczyzny ten gnojek będzie też taki hardy jaki był wobec mnie. Temat wciąż jest bardzo trudny - zdaję sobie z tego sprawę - ale trzeba się z nim zmierzyć, ile by to nie trwało, ile by nie kosztowało.
Wiem, że okres ochronny trwa do 15 marca. Jeśli nie będą chcieli wyprowadzić się po dobroci, to do wiosny żaden sąd ich nie wyrzuci. Ale pan mecenas ma w planach jakieś ruchy na ten czas, więc postanowiłam mu zaufać. Do marca też nie jest w sumie tak daleko.
Przegryzłam się z tym tematem w te i nazad i za radą nieocenionej mojej Grażynki, postanowiłam nie katować się czymś na co nie mam wpływu. Zrobiłam wszystko co mogłam, teraz cieszę się, że nie jestem z tym sama. Jakoś to załatwię. Nie wiem, jak przeżyłabym te ostatnie 20 miesięcy bez Grażynki. I bez Kini i Eli i jeszcze kilku osób, których wsparcie czuję codziennie.
W sobotę pierwsza rocznica śmierci Mamy. Wierzyć się nie chce, że to już rok. Wciąż mam przed oczami żywy jej obraz na mojej kanapie. Słabiutkiej, milczącej. W ogóle nie wiedziałam wtedy jak będę żyć bez niej, a jednak żyję, świat się nie zatrzymał. Ale nie było ani jednego dnia żebym o niej nie myślała, nie uroniła łzy. Okropnie dużo płaczę. Chyba nadrabiam zaległości z całego życia, bo kiedyś nie płakałam nigdy. A teraz nie ma dnia... Jak nie myślę o Mamie, to o Ojcu. Którego też nie ma już 7 miesięcy.
Ojciec miał na imię Andrzej, ciekawe czy kiedyś jeszcze ucieszą mnie Andrzejki. W tak bliskiej okolicy rocznicy śmierci błogosławionej Danuty.
A Młoda trzyma się całkiem nieźle. No poza ostatnim weekendem, kiedy potężny wiatr wywołał serię bardzo silnych ataków. Nic na nią tak nie działa jak wichura. Postawiła swoją służbę (czytaj: matkę i ciotkę Kinię) na równe nogi, bo okazało się, że nie mam w domu ani sztuki leku, który byłby w stanie przerwać tę serię. Już ze dwa lata z nich nie korzystałyśmy, wszystko co miałam się przeterminowało... No i akcja w sobotnie przedpołudnie - sms do naszej lekarki z prośbą o receptę (z duszą na ramieniu czy w ogóle odpowie...). Na szczęście odpowiedziała, nawet natychmiast, przysłała kod recepty. Już podskoczyłam z radości, że jesteśmy uratowane, a tu drugi człon służby - Kinia - nadaje z apteki, że recepta źle wypisana, leku nie wydadzą. No cóż, nerwówka trwała jeszcze z półtorej godziny, bo lekarka już nie zauważyła kolejnego sms-sa, a jak już udało mi się ściągnąć jej uwagę, to miała kłopot z poprawnym wystawieniem recepty... Wszystkie te procedury są tak mocno skomplikowane, jakby już bardziej zamotać się nie dało. A ja albo krążę między apteką a przychodnią (to już nie pierwszy raz, nawet nie dziesiąty), albo błagam telefonicznie i to tylko dlatego, że to sobota i przychodnia nie działa. Jakby działała, latałabym na wysokości lamperii. Całe życie w ukłonach. Ostatecznie się udało, na szczęście, ale uwierzcie - słabo mi jak muszę wciąż o coś prosić. Tak nie powinno być.
Jak dobrze, że napisałaś!
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że masz kogoś kompetentnego do tej koszmarnej rodzinki!!
Przytulam wirtualnie!
Wszystkiego dobrego w nowym roku, oby 2022 rok był dużo lepszy, niż poprzedni.
OdpowiedzUsuńNajlepsze życzenia na Nowy Rok! Co u Was??
OdpowiedzUsuń