sobota, 15 stycznia 2022

obiecanki

Przeczytałam sobie poprzednią notkę, żeby wiedzieć, w którym momencie przerwałam tę fascynującą historię. I pomyślałam - o matko... kiedy to było...

A minęło dopiero półtora miesiąca.

Jestem w permanentnym niedoczasie. Dużo się zadziało a ja nawet nie miałam kiedy (i nie miałam siły, tak po prawdzie), usiąść i coś napisać. I dzieje się nadal.

Po mecenasie zdążył opaść kurz. Szybko się okazało, że jest bardzo miły, ma dobre pomysły i dużo chęci, jednak czasu dla mnie nie ma za grosz i jest tragicznie niesłowny. Plan działania jaki mi przedstawił był świetny, ale co z tego jak prawie nietknięty. Kilka razy miał jechać do najemców dziś, jutro a najdalej pojutrze i nigdy tam nie dotarł. Kłamaał, że był ale nie został wpuszczony choć światło się paliło - i z tym światłem przedobrzył bo nie ma opcji, żeby zlokalizował okna na czwartym piętrze piątej klatki ośmioklatkowego bloku znajdujące się po drugiej stronie budynku.

Oczywiście zdążyłam złapać doła jak stodoła, przepłakałam sprawę, po czym powstałam jak feniks z popiołów, otrzepałam się i postanowiłam, że czas ruszyć do Killerki. Wierzę, że wszystko co nas spotyka ma jakiś swój sens. Być może musiałam przegryźć się z mecenasem, żeby nabrać siły do podjęcia moich własnych, samodzielnych decyzji. I wybrałam girls power. Mam nadzieję, że dobiłam do właściwego portu.

Czyli domyślacie się, że wciąż utrzymuję czteroosobową już rodzinę. Tak, bąbelek się narodził.

A poza tym to co. Święta spędziłyśmy we dwie, w domu. Wigilia była bardzo klimatyczna i wzruszająca. Dla mnie, bo Młoda jakby potrafiła, to pewnie popukałaby się w czoło patrząc na smarkającą co chwilę matkę. Mimo wszystko byłam bardzo zadowolona, że zdecydowałam się zostać w domu. Tego mi było trzeba - samotności we dwie, intymności, świątecznego wieczoru na moich zasadach, z czytaniem Biblii, śpiewaniem kolend, w blasku świec. Miałyśmy siebie na wyłączność i wiem, że Młodej bardzo się to podobało.

W przerwie świątecznej poleniłyśmy się do całkowitego znudzenia, więc po Nowym Roku obie z wielką chęcią wróciłyśmy do swoich obowiązków. 

A teraz żyję tematem - ja i moje pierwsze auto. Nie wiem już, czy pisałam kiedyś o tym czy nie, bo wszystko mi się miesza, ale całe swoje dorosłe życie sądziłam, że nie nadaję się na kierowcę. Mam prawo jazdy od 30 lat, ale poza kilkoma epizodami kiedy po nocy odwoziłam maluchem do domów  imprezowiczów, nigdy nie jeździłam. Długi i trudny temat, taka zaciapa w głowie. No i teraz nadszedł czas, kiedy trzeba się przeprogramować, bo nie mogę już sobie wymyślać wymówek i liczyć, że zawsze znajdzie się dobry człowiek, który będzie nas woził na Banderozę czy na turnus. Samochód daje nam niezależność i - niestety - jest w naszym życiu niezbędny.

Latem w Gościmiu obiecałam sobie, że za rok na turnus przyjedziemy własnym autem. Same. I kurde, nie chcę ale muszę. Więc chyba nabyłam auto... I chyba jestem już po pierwszej jeździe doszkalającej... I nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Jestem autentycznie przerażona, bo moje życie od kilkunastu miesięcy wywala się do góry nogami. Nic już nie jest tak jak było. I mimo, że wiem, że idę w dobrym kierunku, to jednak aby dotrzeć do celu muszę wyjść daleko, daleko poza strefę komfortu. A życie w ciągłym stresie to wiecie jakie jest.

Taki ze mnie wydziwus, że zamiast cieszyć się, że jednak zmierzam do tego co sobie obiecałam, realizuję plan krok po kroku, za chwilę zyskam niezależność, będę mogła jechać gdziekolwiek chcę i kiedy chcę - rozpaczliwie staram się zdusić w sobie lęk i chęć ucieczki. 

Obiecuję sobie, że za rok wrócę do tej notki i będę się z siebie śmiać do rozpuku. Że tak bardzo bałam się tego, co dla większości ludzi jest normalnością,  banalną czynnością jak codzienne mycie zębów.

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! W nowym życiu, w nowych postanowieniach i nowych strefach komfortu...

14 komentarzy :

  1. Ale jesteś super! Ściskam, i trzymam wciąż kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem co czujesz bo ja w takiej sytuacji znalazłam się 12 lat temu kiedy R. wylądował z udarem na neurolgii i nie było wiadomo, w jakim stanie stamtąd wyjdzie i czy kiedykolwiek jeszcze siądzie za kierownicą. Prawko miałam od 17 roku życia, z tym że nie uzywane wcale, nie licząc epizodów zaraz po zdaniu czylu w ubiegłym stuleciu :))) A że to był czas kiedy wsiadanie z Młodą do komunikacji było totalnie niewykonalne (lęki i tiki) nie miałam wyjścia jak wziąć na klatę -najpierw jazdy przypominające a potem bycie regularnym kierowcą :o Pierwsze podróże z dzieciorami na stanie odbywały w się w kompletnej ciszy -nie wiem kto by bardziej przerażony oni czy ja ;))) A dziś? Nie wyobrażam sobie siebie bez auta, to daje OGROMNĄ niezależność!
    Dasz radę, jestem pewna :)
    Uściski i kciuki, również w sprawie mieszkaniowej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluje decyzji.Samochod to niezaleznosc i frajda tez!

    OdpowiedzUsuń
  4. Szerokich drog, a Kilerka niech ich tam rozjedzie i o! tako rzecze kaczka! Smutne jedynie, ze przez takich typow i takie prawo, coraz mniej osob chce wynajmowac cokolwiek rodzinom z dziecmi. Zaciskam pletwy, zeby to sie wszystko szybko i w miare bez strat skonczylo.

    OdpowiedzUsuń
  5. samodzielne jeżdżenia samochodem to dla mnie po prostu wolność, a w Twojej sytuacji to absolutna konieczność. Trzymam kciuki, nie stresuj się, za rok będziesz się śmiała ze swoich lęków, pod warunkiem, że będziesz regularnie jeździć. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, uśmiejesz się za rok, bankowo :)

    OdpowiedzUsuń
  7. W pełni legalny sposób na pozbycie się tej rodzinki: znajdujesz ze 2 rosłych panów, najlepiej bez karku, panowie z umową spisaną przez Ciebie i przez nich wprowadzają się legalnie, bo mogą. Grzecznie pytają który pokój mają zająć i zamieszkują... rodzinka raczej dość szybko się wynosi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, nasłuchałam się już wszystkich takich dobrych pomysłów. Które są dobre tylko w teorii i wtedy, kiedy samemu nie musisz ich wdrażać w życie. Wiśta wio. A wiesz ile to kosztuje? A wiesz jakie potencjalne zagrożenia za sobą niesie? A wiesz z kim masz do czynienia zarówno z jednej jak i z drugiej strony?

      Usuń
    2. Domyślam się, w sumie poszłabym na to gdyby to byli moi bracia czy inni rodzeni ;) W sumie można się nieźle wkurzyć, że legalnie możesz się w nos pocałować!!!! Jakby mnie to szczęście spotkało, to chyba zaczaiłabym się i poczekała aż wyjdą i zmieniłabym zamki. Ich wszystkie rzeczy oddałabym bez dyskusji i tyle. Kosztowałoby mnie to kilka lat życia, ale chyba bym nie odpuściła :((((

      Usuń
    3. Toć ja też nie odpuszczam... Łatwo się gdyba i mówi co by się zrobiło, kiedy nas to nie dotyczy, wierz mi. A teraz usiądź i pomyśl tak realnie - jesteś sama z dzieckiem całkowicie od Ciebie zależnym, i postanawiasz pójść, poczekać aż wyjdą i zmienić zamki. Po czym zostajesz tam i urządzasz wydawkę? A jeśli oskarżą Cię o kradzież, to masz realny czas na to, by się bujać z policją i sądem i udowadniać, że nie jesteś wielbłądem? I pamiętasz też, że oni wiedzą gdzie mieszkasz, prawda? I że mieszkasz sama?

      Teorie są proste.
      Ja nie odpuszczę bo nie stać mnie na podarowanie komuś mieszkania. Ale zrobię to w dostępny dla mnie sposób.

      Usuń
    4. Jasne, że dopóki sama nie doświadczę, to łatwo coś napisać, a w realu trudniej... po prostu do szału doprowadza mnie, że prawo jest (?!?)po stronie oszustów. Rozumiałabym jeszcze gdyby chroniło takie rodziny przed wywaleniem na bruk, ale tylko w przypadku gdy zgodnie z umową płacą za wszystko!!! Przecież to jest kradzież!! Znajomi tak zrobili, weszli pod nieobecność i zmienili zamki, smsem poinformowali kiedy mogą sobie po rzeczy przyjść i że dostaną je jak będzie przelew na zaległą kwotę. Nigdy się nie stawili, tona rzeczy wylądowała na śmietniku, kasy nie odzyskali... były małe dzieci.

      Usuń
  8. Co u Was, jak się sprawy mają, jak się czujecie?
    Pozdrawiam, Plum

    OdpowiedzUsuń
  9. Co u Was??? Niepokojąca jest taka długa cisza!

    OdpowiedzUsuń
  10. Żyjemy! Przepraszam, postaram się szybko coś skrobnąć :)
    Nie ma kiedy taczek załadować!

    OdpowiedzUsuń