sobota, 18 listopada 2023

Świnoujście


 Ok, żeby nie było, że "jutro" jest za kolejne cztery miesiące ;)

Morze marzyło mi się od dłuższego czasu, ale nie było kiedy, jak i w ogóle. I nagle, tak z głupia frant, znajome małżeństwo pochwaliło się swoimi planami na krótki jesienny urlop, a ja westchnęłam, a oni powiedzieli - jedźcie z nami, toć macie czas. No mamy. I pojechaliśmy. I było cudnie...

Plaża w Świnoujściu jest najpiękniejsza jaką widziałam w Polsce. Niesamowicie szeroka, czysta, i w tym okresie niemal pusta. Wybrzeże w październiku jest wolne od tłumu i parawanów, w pułapkę których złapałyśmy się kiedyś latem, bodaj w Jastrzębiej Górze. Doszłyśmy do linii wody, postałyśmy tam z pół godziny i kiedy się odwróciłyśmy, nie miałyśmy już jak wrócić. Dramat. 


Morze w październiku zaskoczyło mnie jeszcze kilka razy. Na ten przykład wschodem i zachodem. Myślałam, że znowu zobaczę wieczorem słonko wpadające do wody a tu nic z tego, bo ono o tej porze roku zachodzi zupełnie gdzie indziej :) A na wschód wybrałam się w stroju biegowym o 6 rano, z premedytacją pół godziny wcześniej, bo dla mnie jest to jedyna bezpieczna pora na poranne bieganie - Aga śpi wciąż w miarę mocno. Ale o 6 rano było jeszcze tak ciemno, że autentycznie pierwszy raz miałam nie lada pietra. Szczególnie, że najbliższe wejście na plażę było dość dzikie. Szłam w czarną otchłań i myślałam o tych wszystkich morderstwach, o których słuchałam w audiobookach. O mamo. Na plaży było równie przerażająco :) Niesamowite uczucie. Całkowicie zaburzone poczucie przestrzeni. Niby trochę widać, że pusto wokół, ale każdy cień, każdy wodorost wydłuża się do postaci. Morze szumi a jest niesamowicie cicho. No dobra, myślę, pobiegnę tylko do tego następnego drzewa na wydmie, ale ono wcale się nie przybliża. Ojacie. Spotkałam, a właściwie widziałam tylko dwie osoby. Całkowita pustka. No i rozwidniało się dość słabo. Zorientowałam się wreszcie, że jest pełne zachmurzenie, więc ze spektakularnego wschodu raczej nici. Ale było po prostu strasznie pięknie!




Kurczę, kocham to morze, a tak rzadko je ostatnio widuję. Świnoujście to raczej jednorazowe turnee, bo od nas mocno daleko - 650 km. Ciężka podróż, szczególnie, że po drodze nie ma szans na jakąś toaletę w ludzkich warunkach dla dorosłej niepełnosprawnej osoby, która potrzebuje czegoś więcej niż uchwytów w toalecie przystosowanej dla ludzi na wózkach. Takich toalet też zresztą nie widać zbyt często. Nie ma u nas miejsc dla osób potrzebujących leżanek do zmiany pampersa. Tacy ludzie u nas nie podróżują. Nie istnieją. Żeby przetrwać 7-8 godzin jazdy, trzeba nie pić, proste.

Chcę jednak zakończyć pozytywnym przesłaniem - było cudownie! Nostalgicznie, magicznie, spokojnie, spacerowo, śmieszkowo. Znajomi dbali o nas bardzo. Dzielnie ciągnęli wózek po piachu i w ogóle dostosowywali cały plan dnia pod nasze potrzeby. Jestem bardzo wdzięczna za moich przyjaciół.


5 komentarzy :

  1. Ale pięknie! Uwielbiam polskie morze, tak od października do lutego ;). Spokój, cisza, i morze tylko dla mnie. Cieszę się, że wypad się udał.
    Uściski, novembre

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham morze o każdej porze roku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świnoujście to było moje miasto przez 42 lata, ale wyprowadziliśmy się na wieś daleko od Ś-cia :) Teraz mieszkamy na wsi, cisza, spokój, ogród, zawsze zagwarantowany parking pod domem :D
    Ale morze kocham nadal, bardzo, mimo, że z własnej woli je porzuciłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dorota, jak wam mija wolny rok? Co u Was slychac?

    OdpowiedzUsuń
  5. A u Was późna jesień wciąż ;) Hop hop! Jest tam kto???

    OdpowiedzUsuń