Po moim dramatycznym piśmie sędzia się pochyliła. I znowu odrzuciła pozew. Tym razem czepiła się jakichś przysłowiowych przecinków. Że całościowa suma nie jest podana czy coś... Nie rozumiem tego bełkotu prawniczego. Rozumiem jednak, że w dupie ma sedno sprawy czyli pozew o eksmisję i robi sobie kpinę z mojego życia. Prawnikiem nie jestem ale nawet ja rozumiem, że sumy i kwoty w trakcie sprawy będą się zmieniać, bo przecież z każdym dniem, z każdym miesiącem dochodzą kolejne należności.
Killerka mówi, że identyczną sprawę prowadzi w równoległym sądzie i nie ma takich problemów. Trafiłam na asesorkę formalistkę, która najwyraźniej nie widzi w tej sprawie człowieka. Ja jej piszę, że dłużej nie udźwignę tej sytuacji i proszę o działanie, a ona działa - zwraca pozew. Cóż.
Napisałabym skargę na sędzię, w końcu ostatnio właśnie pisaniem skarg się głównie zajmuję, ale sędzia jest niezawisła merytorycznie i może ze mną zrobić co jej się żywnie podoba. WOLNE SĄDY!!!
Postanowiłyśmy dać sobie spokój z zaskarżaniem tej decyzji bo to oznacza kolejne tygodnie czekania - ona musi napisać uzasadnienie, potem my możemy coś tam... Szybciej będzie złożyć nowy pozew i liczyć na to, że wylosujemy jakiegoś ludzkiego pana.
Czyli od lutego ja i mój podobno bardzo dobry adwokat nie możemy skutecznie złożyć pozwu. Bo wolne sądy.
A Sandra siedzi z dziećmi bez prądu i mam nadzieję, że od dziś bez gazu. I twierdzi, że jednak z końcem maja się nie wyprowadzi bo nie ma dokąd pójść.
No to ja poszłam. Do opieki społecznej. Bo w końcu to w tej całej sprawie są też dzieci i ja nie mam przekonania, że da się odpowiednio sprawować nad nimi opiekę w takich warunkach. Opowiedziałam bardzo przejętej pani tę fascynującą historię i ona obiecała mi pomóc. Jakoś nie bardzo w to wierzę ale kto wie... W każdym razie ma tam pójść i sprawdzić jak oni żyją oraz powiedzieć Sandrze, że istnieją domy samotnej matki, gdzie są bardzo dobre warunki i opieka prawna oraz socjalna. I że oni tam nawet pomagają zdobyć lokal socjalny i pracę i w ogóle pomagają się ogarnąć w życiu.
Byłam też znowu na policji. Ja się zaczynam czuć na tym komisariacie jak u siebie w domu. No normalnie tak oswoiłam te niełatwe estetycznie wnętrza, że zaczyna mi się wydawać, że tam jest całkiem przytulnie. I panowie policjanci tacy mili...
Na ten przykład od razu zainteresowali się, jak my się - bo byłam z Młodą - tam wtarabaniłyśmy. Nasz komisariat mieści się na półpiętrze budynku Domu Kultury, gdzie oczywiście jest winda. Znaczy taka, khem khem, otwarta popierdułka - dźwig taki. No i ta popierdułka tam jest, ale dostępu do niej broni łańcuch. Bardzo żałuję, że nie zrobiłam foty, bardzo ładnie to wygląda. No więc sprawdziłam, że ten łańcuch dość solidny i zabrałam się do ręcznego wciągania wózka po schodach. Natychmiast rzuciła się do pomocy jakaś pani i razem, sapiąc, jakoś ten wózek z Młodą wciągnęłyśmy.
A dyżurny zrobił wielkie oczy. I rzucił się do szukania klucza od popierdułki czy tam od łańcucha bo zapowiedziałam, że liczę na pomoc w drodze powrotnej.
Ale w ogóle to rozmawiałam z dzielnicowym właściwym dla adresu moich najemców i powiem Wam, że szkoda, że nie trafiłam na niego te kilkanaście miesięcy wcześniej w innej, wiadomej sprawie. Bardzo fajny, merytoryczny, grzeczny i empatyczny. Nie taki jak tamten kołek w płocie. Obiecał przyjrzeć się sprawie ze względu właśnie na te dzieci i pójść tam porozmawiać. Znowu naiwnie liczę, że jeśli poruszyłam jakieś machiny to one powinny już dalej się potoczyć i pomóc mi rozwiązać problem. Ale kiedyś już chodziłam po różnych instytucjach gdzie obiecywali mi pomóc i nikt nigdy więcej nawet się do mnie nie odezwał. Tylko, że ja naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym zrobić. Zrobiłam już wszystko co mogłam i ta opieka społeczna i dzielnicowy to moja ostatnia deska ratunku.
Umówiliśmy się z dzielnicowym na telefon w sobotę i zaczęłam się zbierać do wyjścia prosząc o pomoc na schodach. A tak tak, oczywiście! Heniuuuuu! Chodź pomożemy pani z wózkiem!
I tak dwóch policjantów złapało za wózek i znieśli Młodą po schodach. Pewnie to łatwiej niż szarpać się z łańcuchem...
I jeszcze bonusik na dobranoc - przesłanie Sandry:

Opadają wszystkie kończyny. A ona jest naprawdę samotna matka, czy to kamuflaż na potrzeby sprawy?
OdpowiedzUsuńWydaje się, że naprawdę, choć ta dziewczyna tak kłamie, że trzeba zakładać każdą ewentualność. Faktem jest, że sąsiedzi już jakiś czas temu mi mówili, że tego faceta już dawno tam nie widać. Pojawiły się kłopoty to zwinął majdan i cześć. Nie zdziwiłabym się, gdyby zwiał pracować za granicę skoro komornik mu na koncie siedzi.
UsuńRęce opadają. :(
OdpowiedzUsuńA może jednak jakąś TV zawezwać? Bo chyba tylko to zostało :/
OdpowiedzUsuńTeż mi takie pomysły chodzą po głowie, bo ta sprawa jest tak niewiarygodna, że brak słów. Może faktycznie jakieś media zainteresować.
UsuńMonika
I co u Was???
OdpowiedzUsuńRaaaaaany! A moze faktycznie jakieś media!
OdpowiedzUsuń