No i jest. Wisi. Piękna taka, kosmiczna.
Przedstawiam Państwu - oto Wioletka.
Dostała imię na cześć koleżanki, która wystraszywszy się swej niemocy, poruszyła lawinę - wyszukała ten system, wykonała pierwszy telefon (bez mojej wiedzy!) i zamówiła projektantkę systemu do naszego domu. Ja nie miałam tyle odwagi, ani fantazji. Nie śniło mi się, kiedy pierwszy raz zobaczyłam to ustrojstwo u Precla kilka lat temu, że i nam się uda je mieć.
Chrzest odbędzie się najpewniej za tydzień, bo okazało się, że zebranie zaledwie czterech kobiet w jeden wolny wieczór graniczy z cudem. Tak naprawdę trzech matek chrzestnych tego projektu, które się uparły, że Wioletka zawiśnie na naszym suficie. Kinia, Jola i Wiola.
Będziemy rozwalać szampana o to UFO.
Minął tydzień odkąd ani razu, ani jednego razu nie dźwignęłam Młodej. A pierwszego dnia, zaraz po montażu, wykrzyczałam, że wypieprzę to gówno za okno. Kinia świadkiem. Byłam zmęczona, wykończona, i tak bardzo chciałam założyć tę kamizelkę w trzy sekundy, że kiedy się okazało, że halo - muszę się tego nauczyć, puściły mi nerwy i emocje.
Ale następnego dnia pomyślałam sobie, że mam duże zobowiązanie wobec tak wielu osób, które zrzuciły się na to, by mi się żyło łatwiej, że po prostu muszę dać szansę Wioletce. I postanowiłam, że zawalczę i się tego nauczę. I kiedy podeszłam do sprawy ze spokojem, wszystko poszło zupełnie gładko. Grunt to spokój.
Cała trudność polega na zakładaniu kamizelek. Bo samo przemieszczanie się to żadna filozofia, nawet zmiana pomieszczeń. Ruch góra-dół jest obsługiwany przez pilota, czyli nie ma mowy o jakimkolwiek dźwiganiu. Ruch prawo-lewo, to siła własnych mięśni ale tak naprawdę to żaden wysiłek, bo poruszamy się na kółkach w szynach. Jak drzwi przesuwne w szafie.
Zakładanie kamizelki początkowo nie jest proste, jeśli mamy do czynienia z osobą kompletnie nie współpracującą. Młoda nie podniesie nogi, nie utrzyma pozycji siedzącej bez podparcia, nie przytrzyma się - nie pomoże w żaden sposób. Wręcz odwrotnie - trzeba pamiętać o lewej ręce, która niechybnie ma jakąś ukrytą sprężynę w środku, bo uwolniona ląduje natychmiast we włosach.
Natomiast jak przenoszę Agę z łóżka/kanapy na wózek lub do łazienki (do wanny, na kibelek), to zapinam ją w pozycji leżącej. I znowu - ważne, żeby równo zahaczyć te kolorowe tasiemki, inaczej będzie przechylona na jedną ze stron. Nie wiem czy kumacie o co mi chodzi, ale ufam że tak :)
Bałam się, że cała ta operacja zakładania i podpinania będzie trwała tak długo, że dam sobie spokój i po prostu dźwignę, żeby było szybciej. Szczególnie rano, kiedy wyprawiam Młodą do szkoły i każda minuta między szóstą a siódmą rano cenna. Otóż nie. Chyba naprawdę już byłam zmęczona, bo ani razu nie przyszło mi to do głowy - po prostu podpinam i już.
Swoją drogą - odzwyczaję się od dźwigania i co to będzie na wakacjach, na turnusie? E tam, głupie gadanie, ciało tak szybko nie zapomina, wiem to z praktyki biegacza. I wolę podźwigać kilka tygodni, niż resztę życia.
Jestem przeszczęśliwa. Uświadomiłam sobie dziś, że coraz łatwiej wstaje mi się z łóżka rano. Został jeszcze pewien dyskomfort ale już nie muszę dobierać odpowiedniej pozycji by zminimalizować ból pleców. Ba! Ja chyba nawet dziś wstałam w ogóle o tym nie myśląc! Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak się czułam. I mój bark jakby mi nie dokucza... Mogę podnieść wyprostowane ramię do góry. Bez bólu.
Życie bez bólu jest możliwe.
Uwielbiam Wioletkę. I uwielbiam Was za to, że daliście mi Wioletkę.
Dziękuję.





moa - cu-dow-nie!
OdpowiedzUsuńKosmicznie:-) a te dwa ostatnie zdjęcia - aaach! Niech Was Wioletka podnosi na ciele i duchu!
OdpowiedzUsuń:))))))))))))))))))
OdpowiedzUsuńStrasznie się cieszę, naprawdę :*
OdpowiedzUsuńUsmiecham sie dookola glowy!
OdpowiedzUsuńNo pieknie jest!
OdpowiedzUsuńSuper! Bardzo się cieszę!
OdpowiedzUsuńUwielbiamy Was i uwielbiamy Wioletkę! (I Kinię i Jolę też :))) A powiedz mi, jak się przełącza Wioletkę między szynami? Na pierwszym zdjęciu widać prostopadle zamontowane szyny, ale one się nie łączą, to jak się to przepina? Masz dodatkowe takie czarne pasy i zaczepiasz? Chyba nie, bo byś pod sufit ciągle skakała...
OdpowiedzUsuńUściski :*
Na czwartym zdjęciu masz pokazane jak się zmienia pomieszczenia :) Dojeżdżam do końca (do futryny), zaczepiam czarną taśmę za Wioletkę, przejeżdżam i odpinam tę pierwszą. To jest zaznaczone kolorami - pomarańczowy i niebieski.
UsuńPod sufit nie skaczę ale nisko nie jest :)
Czarne taśmy wiszą sobie w każdym pomieszczeniu. I do nich się podpina - ot i cała filozofia. Nagram filmik jakiś to zobaczycie :)
Już kumam, dzięki :-)
Usuńjak dobrze usłyszeć coś dobrego :)
OdpowiedzUsuńCieszę się razem z Wami. W każdym zdaniu dzisiaj był uśmiech. Śmieje się razem z Tobą. Powodzenia!
OdpowiedzUsuńCieszę się, cieszę! Uściski dla wszystkich, dla Wioletki też:)))
OdpowiedzUsuńFantastyczny post, fantastyczna energia!
OdpowiedzUsuńSuperowo!
cudownie! A powiedz nam (internetowym "znajomym"), co jeszcze by Wam się przydało?
OdpowiedzUsuń