Przepraszam, że nie odpisuję na komentarze i wydawałoby się, że nie cieszę się razem z Wami, ale latam jak z piórkiem. Co usiądę wieczorem do lapka, za pięć minut przybijam gwoździa. Nie oglądam seriali na Netlixie, bo jeden odcinek rozbijam na trzy dni i nie pamiętam fabuły.
Ale się cieszę, bardzo! Właściwie to za mało powiedziane - jestem w nieustającym szoku :) Przez pierwsze dwa-trzy dni nie mogłam pracować, bo dostaję powiadomienia mailem o każdej wpłacie, a wszelkie powiadomienia bziutają mi na moim sportowym zegarku, więc wiecie... Byłam na takiej adrenalinie, że hej. Moje kochane kierowniczki zamieszania, porównywalnie podjarane, co chwilę klikały i sprawdzały stan zrzutki (heh, nie mają bziutacza). Co ja gadam, wciąż to robią! Szybko się też okazało, że takich klikaczy jest dużo więcej - mój brat napisał do mnie "siedzę i patrzę na to jak dzieciak w pralkę". I zgadnijcie co? Wszyscy teraz sprawdzają pralkę :)))
Tymczasem ja próbuję ogarnąć dofinansowanie z PEFRON. I to mnie normalnie przerasta. Podobno wszystko teraz można załatwić przez internet, mamy te różne profile zaufane, e-kartoteki, e-pacjenty i inne e. Mamy też coś takiego jak SOW - System Obsługi Wsparcia przy PEFRON-ie, i tam teoretycznie można złożyć on-line różne wnioski, w tym ten na turnus. Wystarczy założyć konto, wybrać wniosek, wypełnić pięć stron rożnych danych, dołączyć piętnaście plików z dokumentami potwierdzającymi stan zdrowia Agnieszki i kliknąć - WYŚLIJ.
Acha.
Nie można wysłać wniosku, sprawdź błędy. Błąd, który mi wyskoczył na czerwono to "pola z * są wymagane". Ok, sprawdzam od początku wszystkie pola z gwiazdkami. Są. Wyślij. Pudło. Od początku. Sprawdzam wszystkie pola, te z gwiazdkami i bez. Są. Wyślij. Pudło. Ok. Od początku. Sprawdzam pola z gwiazdkami, bez, liczę wszystkie cyfry w peselu, datach, dowodach osobistych, przecinki w kwotach. Są. Wyślij. Fuck you.
NIE DA SIĘ. Ja nie potrafię. A boję się o swojego laptopa, więc raczej już nie będę próbować. Znowu trzeba w zębach zawieźć papiery, których z resztą połowa już od lat leży w przepastnych archiwach tej instytucji. W niejednej kopii. Ech.
Poza tym jadę na szmacie w mieszkaniu mamy. Zaczęłam od kuchni, bo nie lubię generalnych porządków w kuchni i podczas mycia lodówki miałam taką refleksję, że ona tak bardzo potrzebowała mojej pomocy w ostatnim czasie... Czysta, wręcz pedantyczna osoba, miała mocno zapuszczone te sprzęty, kuchenkę, piekarnik, lodówkę. Czyli nie dawała rady. A ja nawet tego nie zauważyłam. Nie mogę sobie tego podarować.
I tak o.
Dziękuję Wam za wsparcie z całego serca! I idę sprawdzić pralkę :))))
Ja też w tą pralkę co rusz zerkam i trzymam za was kciuki dziewczyny z całych sił! <3
OdpowiedzUsuńPatrzę i ja ;)
OdpowiedzUsuń:) :) chyba wszystkie, jak tu siedzimy, łazimy pogapić się na to pranie :D
OdpowiedzUsuńwłażę pogapić się na pranie, a tam 100 na 100!!!
OdpowiedzUsuń;-))))))
o mamusiu, ja tez! prawie spadlam z krzesla :)))
Usuńnoooo, udało się, brawo my!
OdpowiedzUsuń