poniedziałek, 14 grudnia 2020

płacze mi się

 Miałyśmy dla siebie 11 dni. Mama odeszła 27 listopada. 

Bardzo się bałam, że odejdzie beze mnie. Wtedy, kiedy będę na egzaminie czy w pracy. Dostawałam histerii na samą myśl, że mam ją zostawić. Ale potem pomyślałam, że jeśli Pan Bóg chce, żebym przy niej była, to będę, a jeśli nie chce, to choćbym wzięła miesięczny urlop to i tak nie będę. I się uspokoiłam.

Pojechałam na ten egzamin. Zawiozły mnie samochodem dwie cioteczki 70+, coś niesamowitego. Wyszłam z domu o 10.10, pojechałyśmy na starówkę, tam zawołano mnie pół godziny przed czasem bo pewnie ktoś nie dojechał, zdałam (!!!) i o 12.05 byłam w domu z mamą. Szaleństwo. 

W czwartek poszłam do pracy, z mamą została Przyjaciółka. Rwałam do domu na rowerze jak opętana. I już wieczorem było bardzo źle. Szybki, płytki oddech, taki rybi. Siedziałam z nią do północy i nic się nie zmieniało, więc postanowiłam się położyć. Spałam czujnie, wstawałam kilka razy - wciąż ten oddech niczym hiperwentylacja. Rano, o 5.45 tylko spojrzałam na mamę i już wiedziałam, że do pracy nie pójdę. 

Nie miałyśmy z mamą łatwych relacji. Nie potrafiłyśmy nigdy rozmawiać o trudnych sprawach, przerabiać zaszłości a było ich sporo. Miałam więc niepowtarzalną okazję do intymnego spotkania z moją mamą, do rozmów, do wyjaśnień, przebaczenia... Mama nie powiedziała już do mnie ani jednego słowa, ale za to ja powiedziałam jej dużo. Wygłaskałam, wycałowałam. Chyba nigdy w życiu nie byłyśmy ze sobą tak blisko jak przez te ostatnie 11 dni. Nie wiem ile z tego wszystkiego słyszała, na ile potrafiła ogarnąć sytuację. Wiem, że musiała to czuć i to mi wystarczy. Trzymałam ją za rękę do samego końca, za co jestem bardzo wdzięczna. Bardzo.

Ubrałam, wyszykowałam, wygładziłam. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy, by odeszła godnie.

Choć późniejsza cała ta machina pogrzebowa zwaliła mnie z nóg. Nie chce mi się o tym pisać.

Mamy nie ma, a mi się płacze. Bardzo szybko mi się zawinęła, choć to tylko teraz tak mi się wydaje, bo jej nieodwracalnie już nie ma. Kiedy leżała u mnie na kanapie miałam zupełnie inne refleksje. Że to niby naturalne umieranie jest okropne, paskudne. Że to wcale nie jest spokojne umieranie, mimo, że bez fizycznego bólu. Że niemożność jedzenia i picia też sprawia cierpienie, sam ten oddech był cierpieniem. Dzień po dniu patrzyłam jak odchodzi i zastanawiałam się, dlaczego to tak długo trwa? Nie zrozumcie mnie źle - ja po prostu wiedziałam, że to droga w jedną stronę, dlatego nie mogłam patrzeć na tę mękę. Nawet przyszło mi do głowy, że moja błogosławiona Danuta miała takie pomysły w życiu, że ofiarowywała swoje cierpienie w jakiejś sobie wiadomej intencji i na przykład po operacji haluksów odmówiła przyjęcia środków przeciwbólowych. Spiłowali jej te kości - rozumiecie jaki to jest ból, nie? - a ona odmówiła bo chciała ofiarować. Czy teraz też złożyła ofiarę? 

Płacze mi się, bo teraz na dodatek muszę posprzątać całe jej życie, które zostawiła u siebie w domu. Kupę drobiazgów, które zbierała latami, ciuchy, naczynia, zdjęcia, dokumenty... Wszystko. No więc sprzątam i płaczę. Najsmutniejszy, najgorszy obowiązek w moim życiu.

Dzień za dniem leci jak szalony. Praca, Aga, dom, sprzątanie u mamy, coś trzeba ugotować, coś poprać, coś załatwić. Ogarniam, ale jestem bardzo zmęczona. Zaraz święta... Czekam z niecierpliwością na świąteczno-feryjną przerwę, jeszcze tylko ten tydzień i dwa dni i będziemy barłożyć w łóżku do południa. Marzy mi się zwolnienie tempa, choć wiem, że potem będę się denerwować, że robota stoi bo nie mogę się wyrwać bo Aga w domu. A dwa czynsze, kredyt i inne rachunki trzeba płacić. A jestem jedynym żywicielem czy jakoś tak... 

Ale dzieją się też dobre rzeczy, tylko o tem to już innym razem bo mi się oczy zamykają.

16 komentarzy :

  1. Ściskam mocno i przesyłam ciepłe myśli Dorotko. Odpoczywaj ile tylko się uda..

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo czule przytulam. Znam to uczucie. Płacz i sobie nie żałuj. Będzie dobrze. W końcu będzie :)(wiem, że truizm, ale prawdziwy!)

    OdpowiedzUsuń
  3. Serdeczne wyrazy współczucia! Przytulam mocno! Najważniejsza jest ta świadomość, że byłaś przy Mamie do końca, że powiedziałaś to co chciałaś. To da Ci siłę, żeby przejść spokojnie żałobę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przytulam Cię mocno :*
    novembre

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mi przykro:-( Znam ten ból...

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że mogłaś być. To ważne. Myślę o Tobie bardzo ciepło; jesteś taka dzielna. Oby jak najwięcej tego dobrego się działo!

    OdpowiedzUsuń
  7. Posyłam Ci najcieplejsze myśli...
    I bardzo dziękuję, że to opisałaś. Poruszająco, pięknie i z nadzieją. Mam nadzieję, że Cię ta nadzieja wspiera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też przytulam. Wszystko co napisałaś jest mi bliskie, bo w sierpniu byłam przy ostatnich chwilach mojej Mamy. Na towarzyszenie Jej w swoim odejściu, z trzech córek wybrała mnie. Bałam się, czy sprostam temu wszystkiemu, ale dałam radę. I też jestem bezgranicznie Losowi wdzięczna, że zdążyłam dojechać i byłam przy Niej. Gdybym miała opisać swoje emocje, to użyłabym Twoich słów... Rób, co czujesz, płacz, wspominaj, ale przede wszystkim zadbaj o siebie. Benia

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Za 5 godzin druga rocznica śmierci mojego Taty. W wigilię rocznica pogrzebu... Nie porównuję. 83 lata przy wielonarządowych chorobach to piękny wiek... Też dane było mi być przy ostatnim oddechu, pewnie wiesz.
    Masz tak wiele do udźwignięcia... mam na myśli całość. Może Danuta ofiarowała coś ze swoich cierpień za... Twoje sprawy? Niech Cię Bóg błogosławi i strzeże. Niech da Ci wszystko, czego potrzebujesz. Niech pośle swych Aniołów, aby Cię strzegli na wszystkich Twych drogach. Niech da Ci odpoczynek w te trudne dla Ciebie święta... Niech da Ci pokój serca. Ciszę. Oddech. Nadzieję. Niech da Ci WSZYSTKO!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo Pani współczuję i jednocześnie podziwiam za całokształt Pani działań.

    OdpowiedzUsuń
  12. Smutno. Moja mama tez odeszła w listopadzie i wiem, że nic nie przygotuje i nic nie ukoi. Taka kolej rzeczy, ale i tak się nie godzę na to. Bardzo Ci współczuję. Piszesz tak, że dotykasz samych najczulszych strun w sercu. Płaczę razem z Tobą. Ja za swoją mamą a Ty za swoją. Bo to niewyobrażalne, przecież mama zawsze wcześniej był. I tak wiem coś o machinie pogrzebowej. Ja miałam wsparcie mojego taty. Nie wiem jak to jest być samemu z taki ciężarem. Trzymaj się mocno.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziewczyny - zdrowia i spokoju dla Was. Jak najwięcej tych dobrych chwil!

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że idzie ku lepszemu!
    ściskam!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Smutno.
    Bardzo Ci wspolczue z powodu odescia mamy.
    Posylam duzo dobre energii w twoja strone.
    Jestes bardzo silna kobieta!

    OdpowiedzUsuń