Śmierć mamy nie była ostatnią złą wiadomością tego obrzydliwego, pokręconego roku. Za mamą pośpieszył jej brat a mój ojciec chrzestny, drugiego dnia świąt. Covid. Jego żona rownież chorowała, wczoraj wyszła ze szpitala żeby dziś pochować swojego męża.
Bardzo, bardzo lubiłam swojego wujka. Lubiliśmy żartować. On jedyny mówił na mnie - Doroniu, z takim śpiewnym, podzamojskim akcentem.
I znowu mi się płacze.
Zrobiłam się straszną beksą. Każdy pretekst jest dobry - smutny film, piosenka, coś przeczytanego w sieci - a mi się odkręca kran i leję łzy i nie mogę przestać. Tak jakbym szukała powodu by sobie popłakać. Idziemy na spacer - płaczę, idziemy na cmentarz - jeszcze nie doszłam do bramy a już jestem spłakana. Wylałam morze łez przy lekturze bardzo pozytywnej w swoim przesłaniu książce „Alopecjanki. Historie łysych kobiet” - przy okazji bardzo polecam.
I mam wrażenie, że to nie tylko za sprawą żałoby te łzy mi się leją. Chyba opłakuję wszystko na raz, wszystkie zaległości, wywalają mi się emocje, bo tak naprawdę nie miałam czasu by się ich pozbyć. Ledwo ojciec poszedł na odwyk a zadziało się z mamą i nie przerobiłam poprzedniej sprawy. Nie odpoczęłam, nie przemyślałam. No to teraz wylewa mi się to wszystko.
I tak moje dziewczyny otoczyły mnie opieką totalną. W szczególności moja Kinia, która była na każde słowo a nawet przed słowem. Naprawdę nie znam drugiej takiej osoby, która w potrzebie potrafi oddać swój czas i siły innym (bo nie tylko mnie), być całkowicie do dyspozycji. Nie wiem czy mnie byłoby na coś takiego stać. Kinia była gotowa do pomocy o każdej porze dnia i nocy. I była niezmordowana.
Oczywiście szybko okazało się, że zamiast wakacji pojawiła się w moim domu mama, druga osoba po Adze wymagająca całkowitej opieki. Wtedy też po prostu byłam pewna, że Kinia mi pomoże przy mamie - przy myciu, przy pampersach, przy każdej czynności i że zrobimy to bez krępacji, szybko i sprawnie. Zupełnie sobie nie wyobrażam poprosić o to kogoś innego.
Ona znała nasz rytm, kiedy kąpiel Agi a kiedy mycie mamy, kiedy plaster przeciwbólowy, kiedy moja robota, Agi szkoła, kiedy przyjeżdża dowóz, i co na kolację. Jeśli czegoś nie wiedziała, to uczyła się na bieżąco. Wyprzedzała moje myśli, serio. Właściwie to robi to nadal, choć bardzo się stara nie narzucać a ja bardzo się staram jej nie wykorzystywać. To jest ktoś, komu z pełnym zaufaniem mogę zostawić Młodą, dom, wszystkie piniędze.
Kinia dała mi ogromny komfort psychiczny i fizyczny - nie byłam sama. No pewnie, że poradziłabym sobie, ale z nią czułam się w tym wszystkim bezpiecznie. Ktoś ze mną był, ona ze mną była. Nie zapomnę jej tego do końca życia.
Kochani, cokolwiek by się w życiu złego nie działo, jeśli ma się przy sobie dobrych ludzi, oddanych przyjaciół, wszystko będzie dobrze.
Banał, wiem, ale co z tego, skoro to najprawdziwsza prawda?
Życzę Wam w Nowym Roku i na zawsze mieć wokół siebie tak dobrych ludzi jak ja mam. Bo ja to co mam na pewno, to szczęście do dobrych ludzi.
Ps. Kinia, wiem, że to czytasz. Na żywca jeszcze nie umiem, ale tutaj to spoko - kocham Cię kobieto!
Niech w nowym roku dzieje się dużo dobrych rzeczy.
OdpowiedzUsuńJak piszesz - masz szczescie do dobrych ludzi, a ja dopisze: ludzie maja szczescie do Ciebie! Bo choc "znam" Cie tylko z tych stron, to COS mi mowi (i ja temu cosiowi ufam), ze Ty Dobry Czlowiek byc ;-) Te przymruzenie oka nie umniejsza powagi wypowiedzi, a jedynie ulatwia zonglowanie emocjami. A jak znajdziesz sposob na rzadziej mokre oczy, to napisz...moze i mnie sie uda.
OdpowiedzUsuńW Swieta telefonowalam z wujkiem, ktory do mnie mowi Kasieeeenka i tak bardzo sie cieszylam, ze jeszcze moge dla kogos byc takim niby malym slodziakiem... Wydaje mi sie, iz rozumiem Twoj smutek, gdy odchodza tak wazne osoby.
Pozdrawiam Ciebie i Twoje wspaniale kobitki. Do siego roku, z dobrymi ludzmi!
Kaska
Moa - dobrego roku dla Was!
OdpowiedzUsuńKinia - też Cię kocham.
Lepszego roku dla Was!!!
OdpowiedzUsuńCzytam, czytam:-)
OdpowiedzUsuńTeż Was Kocham Dziewczyny!
Kinia