Niech chwila trwa...
Boję się, bardzo boję się pisać, że mam dobre wiadomości, więc umówmy się, że tego nie napisałam. Ale jestem bardzo wzruszona Waszymi komentarzami i czuję się w obowiązku napisać cokolwiek.
To może ja tak technicznie. Nowy lek został wprowadzony. Przewrażliwiona matka już trzeciego dnia narobiła rabanu, że dziewczyna śpi coś za długo (matka się odzwyczaiła, prawda), że jest w ogóle senna i pewnie ją lek ogłupił, otępił i uśpił. Pan doktor telefonicznie uspokoił, że spoko, tak może być, organizm się przyzwyczai. I tak było. Ale teraz sobie myślę, że organizm to przede wszystkim był bardzo zmęczony ostatnimi przeżyciami i po prostu zwyczajnie postanowił odpocząć i odespać zaległości...
Boże, jak to dobrze się ułożyło, że wszystko to zadziało się z początkiem ferii. Jestem osobą wierzącą i przepraszam wszystkich o odmiennym światopoglądzie za ten akapit, ale mnie to się wszystko układa bardzo logicznie. Bardzo pomstowałam na odmowę dowozu Młodej na "Zimę w mieście" w tym roku. Przypadek? Nie sądzę. Wszystko ma swój sens, cel, przeznaczenie. Dobrze, że została w domu bo miałam pełną kontrolę nad tym co się z nią dzieje w pierwszych dniach wprowadzania leku.
Jednocześnie wycofaliśmy nasz główny lek na padakę. Znaczy zniknie z jadłospisu z nadchodzącą niedzielą. Baj baj.
No i ponieważ bardzo boję się napisać, że niby jest dobrze, to napiszę, że noce są beznadziejnie nudne bo w całości przespane, a ataki przez ten cały czas były dwa.
Kompletnie nie przyjmuję tego stanu za sukces i pewnik. Ale taka mnie refleksja naszła dziś, że być może mamy za sobą kolejny duży kryzys, z naciskiem na "za sobą"... Trzy z kawałkiem lata temu, kiedy Aga nagle zaczęła się dusić nocami, też mi się wydawało, że świat się wali, kończy, ona umiera a ja wraz z nią. A jednak przetrwałyśmy. Może i teraz przetrwamy?
No nie wiem, zaklinam rzeczywistość bo nie wiem czy mogę tak już pozytywnie myśleć, czy ta zaraza gdzieś zza rogu nie wychyli łba i znowu wpadnę w czarną dziurę. Tak jak jednej nocy, kiedy Młoda chyba po prostu chciała się poruszać bo może uwierał ją kawałek prześcieradła, a ja dostałam ataku paniki bo mi się wydawało, że ból powraca... To jest tak straszne uczucie, że nie potrafię tego opisać.
A żeby nie oszaleć do reszty, byłam oczyścić głowę w Bieszczadach. Na górskim maratonie. Zapisałam się na ten bieg kilka miesięcy temu, w zupełnie innej, przyjaznej rzeczywistości i teraz uznałam, że po prostu mimo wszystko muszę tam pojechać.
Nie jest łatwo zostawić cały ten bajzel w domu. Jest cholernie trudno wytłumaczyć samej sobie, że nie, nie porzucam dziecka w niedoli, że tak, dla dobra tego dziecka trzeba koniecznie zadbać o psychikę matki. Krótko mówiąc - nie polatam, zwariuję; nie zmienię krajobrazu, zwariuję; nie pooddycham innym powietrzem, zwariuję. I pojechałam.
Nie powiem, żebym odetchnęła pełną piersią i wyspała się na maxa. Nic z tych rzeczy. Naoddychałam się co prawda przez 44 kilometry rześkim, bieszczadzkim powietrzem ale spałam źle, bo myślówa i nic się na to nie poradzi. Ale ja dobrze wiem, że żeby odpocząć psychicznie muszę porządnie zmęczyć się fizycznie i to mi się doskonale udało. Poza tym Bieszczady uraczyły mnie takimi widokami, że klękajcie narody. Zakochałam się. W górach, w biegach górskich, w długich dystansach. Tak, chcę biegać długie dystanse, ale znam swoje możliwości, więc nie nastawiam się na rywalizację ale na czystą przyjemność biegania. I czyszczenia głowy.







Cóż za wieści wspaniałe!! Miód na serce!! Oby jak najdłużej, jak najlepiej!! <3
OdpowiedzUsuńTak baaardzo sie cieszę :) :)
OdpowiedzUsuńja też Ci zaklinam tę rzeczywistość
OdpowiedzUsuńi bardzo się cieszę
jak dobrze czytać takie wieści! :)
OdpowiedzUsuńDopiero dziś nadrobiłam zaległości, przeczytałam uważnie ostatnie cztery notki i tak się cieszę, że trafiłyście na sensownego lekarza! Wiem, jak to jest poczuć się wreszcie we właściwych rękach. A to ostatnie zdjęcie - cudo, życzę Ci, żebyś zawsze była taka szczęśliwa :-)
OdpowiedzUsuńChwilo trwaj! Ot,co :)
OdpowiedzUsuńSię wzruszyłam
OdpowiedzUsuńJesteś dla mnie wzorem- szczególnie z tym bieganiem, zawsze jak myślę, że jednak dam ciała to patrzę jak biegasz i myślę, no może jednak jeszcze nie :-) Ale organizm kobieto to ty masz jak stal
OdpowiedzUsuńNo i pieknie! Chwilo trwaj :)
OdpowiedzUsuń