Zaczął się nowy, że niby dorosły etap w naszym życiu. Choć nic się nie zmieniło, Młoda jest jaka była - z wózka nie wstała, mówić nie zaczęła - pewnie nawet niespecjalnie ją obszedł ten krok milowy a może nawet go wcale nie zauważyła. A powinna, bo nagle stała się ważna. Bardzo ważna dla państwa na ten przykład.
Ku pamięci chciałabym odnotować naszą przygodę z ZUS-em. Złożyłam tam bowiem kilo papieru wraz z wnioskiem o przyznanie mojej dorosłej córce renty socjalnej. Kilo obejmowało kserokopie całej dokumentacji medycznej Agi, od samego początku aż po ostatnie występy w szpitalach.
To jednak okazało się niewystarczające. Pani urzędniczka zażądała trzech dodatkowych papierków:
1. zaświadczenia z MOPS-u, że jestem matką Agnieszki,
2. mojego odręcznie spisanego oświadczenia, że Agnieszka jest osobą niepiśmienną,
3. świadectwa szkolnego.
W MOPS-ie złapali się za głowę bo takich cudów jeszcze nie widzieli. Czemu oni mają zaświadczać, że jestem matką? Ani nie korzystam z ich świadczeń, ani nie jestem notowaną patologią (chyba). Nie wystarczyłby zwykły akt urodzenia? Nie wiem. Póki co wątek nie zakończony i coś mi się wydaje, że jeszcze mi się odbije czkawką.
Oświadczenie o tym, że Młoda się nie podpisze sporządziłam choć dalibóg nie wiem czy mogłam skoro nie zaświadczono, że jestem matką.
Ze świadectwem szkolnym były większe jaja bo Ojciec co prawda takowe zawiózł był ale... się nie spodobało. Bo nie miało pieczątki szkoły. Kurde no nie wiem czemu nie miało, jakieś nieszczęśliwe przeoczenie pewnie. Za to było na świadectwowym druku i ze wszelkiemi podpisami,w tym samego dyrektora.
Ale bez pieczątki się nie liczy.
Przysłali mi WEZWANIE do uzupełnienia DOWODÓW w terminie 7 dni od otrzymania listu poleconego. A w szczególności zaświadczenia, że Młoda chodziła do szkoły w latach 14/15 i 15/16.
I się khem... wnerwiłam. Postanowiłam zadzwonić i powiedzieć paniom urzędniczkom ZUS co sądzę na ten temat.
Po piętnastominutowym poszukiwaniu odpowiedniego numeru albowiem ponieważ ten z pisma okazał się błędny byłam już mocno poirytowana. Kiedy dotarłam wreszcie na właściwe biurko pani zaczęła mi tłumaczyć, że takie tam świadectwo to może byle poradnia wystawić.
Byle. Poradnia. Świadectwo.
Ale dajmy spokój temu wątkowi bo nie będę tu przytaczać durnowatej dyskusji. Pytam ważnej pani w jakim celu mam przedstawić zaświadczenie o uczęszczaniu do szkoły osoby, która jest dorosła i obowiązek szkolny zakończyła w wieku 16 lat?? Jak to się ma do niezdolności do pracy? I dlaczego pani nas nęka? Bo uważam to za zwykłe czepianie się i nękanie ludzi, którzy pracują i nie mają czasu latać z głupimi zaświadczeniami bo urzędniczka ma taką fanaberię.
Poprosiłam o podstawę prawną - gdzie, w jakiej ustawie, przepisie, regulaminie - jest wyszczególnione to cholerne świadectwo szkolne?
Niestety popełniłam błąd i nie przygotowałam się należycie do rozmowy - powinnam była dokładnie przeczytać pismo, w którym - pani ochoczo mi to wskazała - jest podana podstawa prawna. Podziękowałam grzecznie i zakończyłam rozmowę. Po czym wyszukałam podane przepisy, które okazało się dotyczyły jedynie terminów jakie mi wyznaczono na uzupełnienie DOWODÓW.
Wnerwiłam się powtórnie bo baba zrobiła mnie w bambuko. Jednakowoż może to i lepiej bo to i tak jałowe dyskusje. Szkoda nerwów.
Załatwiłam to zakichane zaświadczenie ze szkoły. Jak je zobaczyłam to aż pisnęłam z radości - znowu bez pieczątki! Ta nasza szkoła to jednak charakterna :))) Zapakowałam w kopertę (tak, zmądrzałam) i z modlitwą na ustach - niech ta baba do mnie znowu napisze, plis, plis, plis! - wysłałam.
Łeb jej urwę tym razem.
Ale nie napisała.
I tak nastała cisza aż do zeszłego piątku, kiedy to nagle (wnet!) wyjęliśmy ze skrzynki wezwanie na komisję lekarską na... najbliższy poniedziałek, na godzinę 9 rano. A co. Po kiego czekać zbyt długo, jakieś wolne w pracy załatwiać czy coś. Nie ma co zwlekać.
Długa notka ale rzadko piszę to mi wybaczycie co?
Na komisję stawiliśmy się przed czasem. Na wszystkich drzwiach gabinetów lekarskich wielkie komunikaty "Nie wchodzić bez zaproszenia!" a co zrozumiał Ojciec? Oczywiście "wchodzić bez zaproszenia". To zapukał i wszedł z radosnym - my na 9, możemy?
Nie.
Dobra, czekamy. Ale łaskawa pani doktor za chwilę zaprosiła. Popatrzyła na Młodą, kazała opowiedzieć o "jej chorobie", wreszcie wstała z zamiarem podejścia do pacjentki. Poruszała przedramieniem lewym i prawym, zapytała jak się porozumiewamy z córką, poprosiła, żeby pokazać plecy a potem zdjąć buty i skarpetki. Sprawdziła odruch w stopach i podziękowała.
Usiadła i zapytała czy poczekamy na orzeczenie.
Matko! Tak od ręki?! Poczekamy, na korytarzu.
Klepała w tę klawiaturę wściekle przez jakieś 10 minut, potem przywaliła ze cztery pieczątki i zawołała mnie razem z dokumentacją, bo chciałaby zobaczyć oryginały.
No co tu oglądać, se myślę, ale prosz...
Zabrała mi moją teczkę (!!), otworzyła i mówi - o Jezu, a to rocznikami?!
- Nie, specjalizacjami - mówię - może jednak pani mi powie co potrzebuje zobaczyć a ja podam? Będzie szybciej.
Ok, oddała mi teczkę, kazała sobie wyciągnąć ostatnie wypiski ze szpitali, rzuciła wzrokiem na daty i tyle...
Wręczyła kartkę A4 z orzeczeniem, że Młoda jest trwale niezdolna do pracy i kazała iść do domu. Łaskawa.
Powiem Wam, że tak mnie to wszystko bawi w sumie. Cała ta komisja, ta lekarka, która nie miała zielonego pojęcia co by tu jeszcze zrobić, żeby wyjść na ważną i stworzyć jakiś pozór chociaż, że bada, że sprawdza, że coś tam coś tam.
Nie mam pretensji do jej poczynań, choć zawsze mnie dziwi brak uśmiechu, no może nawet nie uśmiechu ale takiego pogodnego jakiegoś traktowania ludzi. Ona wręcz pilnowała żeby nie być miła. Czemu? Dlaczego kobieta, która pewnie ma niełatwą pracę bo codziennie styka się z ludzkim nieszczęściem, z chorobami, jeszcze sobie tę pracę utrudnia? Bo szuka naciągaczy? Z góry zakłada, że każdy potencjalny pacjent chce naciągnąć państwo polskie na rentę? Nawet taka bezbronna dziewczynka z rodzicami? Uśmiech i życzliwość chyba by nas zabiła...
Za tydzień, bo jeden już minął, orzeczenie się uprawomocni i przyjdzie jakaś decyzja do domu pocztą. Chyba decyzja o przyznaniu renty, nie chciałam już dopytywać tej biednej kobiciny, niech się nie uśmiecha w spokoju dalej.
I tu wrócę do tego zaświadczenia, że matką jestem - ni ma zaświadczenia to i nie wiem czy rentę będę mogła odebrać...
Ech, tyle niewiadomych przed nami. Sen z powiek spędza mi kwestia ubezwłasnowolnienia. Zarzekałam się, że tego nie zrobię ale ostatnie doniesienia ze złego świata wskazują na to, że system nas wchłonie jak gąbka...
Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Poszukuję notariusza o wielkim sercu, który uwierzyłby na słowo lub na mrugnięcie oka Młodej, że jej wolą byłoby udzielić mi pełnomocnictwa w podejmowaniu decyzji medycznych, finansowych i innych co pozwoliłoby nam pozostać dalej rodzicami Agnieszki i nie zrobić z niej nic nieznaczącego przedmiotu. Przedmiotu, który jednak dostaje jałmużnę w postaci renty socjalnej, dlatego jeden z rodziców powinien stać się jej opiekunem prawnym i co rok składać sprawozdanie finansowe z wydatkowania owej renty w sądzie. Drugi rodzic przestaje mieć jakikolwiek wpływ na życie swojego dziecka a w razie ewentualnej nagłej śmierci opiekuna prawnego nie staje się nim z automatu. Musi się dopiero starać w sądzie by nim zostać.
Trauma.
My chcemy po prostu sobie żyć dalej w spokoju. Tak jak do tej pory.
Jesteśmy w stanie dojechać do każdego zakamarka Polski. Serio, poszukujemy ludzkiego notariusza, więc ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Straszne, okrutne, głupie. No, bez sensu dokumentnie te poczynania biurokratyczne. I ten brak logiki. I debilne przepisy. A ja rady żadnej nie mam, notariusza potrzebnego nie znam.
OdpowiedzUsuńAle mocno mnie obchodzi los Małej. Choć bezużyteczna jestem :(
Dziękuję Eva
UsuńPopytam się wśród znajomych, ale z Warszawy nie będzie.
OdpowiedzUsuńTak jak napisałam - jestem w stanie dojechać w każdy najdalszy zakątek kraju. Dzięki.
Usuńmasakra!
OdpowiedzUsuńA co do notariusza...a czy to nie trzeba do sądu złożyć wniosek o ubezwłasnowolnienie?
Właśnie Olu próbuję uniknąć ubezwłasnowolnienia, które jest nieludzkie. Dlatego szukam notariusza, który pomoże mi uzyskać pełnomocnictwo.
UsuńPrzeczytalam i trwam w stuporze.
OdpowiedzUsuńze mną nie lepiej.... obtulam.
UsuńI rozesłałam wici na FB, kto wie gdzie dotrą.
Dziękuję
UsuńJa pier... Bo ubezwłasnowolnienie ohydne jest. Przetrzyj drogi Mamo (bez zaświadczenia żeś matką ;)))Anioła, nam zostało jeszcze 10 lat ale też dałabym wszystko by tego uniknąć.
OdpowiedzUsuńPozwolę sobie jako anonim. Spróbujcie na Kruczej w Warszawie (23/31? Paluch). My tam spisywaliśmy wszystkie dokumenty (z pewnych przyczyn nie możemy wziąć ślubu), bardzo, bardzo pomocni.
OdpowiedzUsuńEch :( pieprzona, nikomu niepotrzebna biurokracja.
OdpowiedzUsuńPrzytulam.
Mam! Wiadomosc mejlem! :*
OdpowiedzUsuńPrzeszliśmy tę drogę przez mękę i nikt od nas nie chciał zaświadczenia ze szkoły, ale inne pierdy tak. Pani doktor na komisji mnie wywaliła (bo byłam z Młodszą, a ona sobie nie życzyła). To nie;) po 10 minutach jednak nas zawołała ;DDD chyba się nie dogadały:DDD. Ale największy absurd dotyczył przesyłania tejże renty na konto - mianowicie pani się nie zgodziła, bo nie. Młoda nie jest ubezwłasnowolniona i wyrażała wolę dostawania na konto (moje, bo nie chcę opłacać innego), to przynosi listonosz do domu i komu daje?????
OdpowiedzUsuń