Mamy za sobą pierwsze doświadczenie medyczne w dorosłym życiu - SOR na Barskiej, czyli największy koszmar wszystkich połamańców. Albowiem tzw. "Barska" to szpital ortopedyczny. Brrr.
Młoda od dwóch dni sygnalizuje ból. A to ci nowość powiecie. Racja, tylko że ten ból jest inny i tego bólu boję się najbardziej ponieważ wydaje mi się, że pochodzi od kręgosłupa. Znaczy dedukuję to dlatemu, bo Młoda sygnalizuje podczas podnoszenia. A raczej w ogóle zbliżania się do niej z zamiarem dotknięcia ciała w celu przemieszczenia.
Słowem - zaczyna się trząść dużo wcześniej zanim się ją dotknie. Zupełnie jak w Zakopcu tuż po operacji prawie siedem lat temu.
Spanikowałam dziś rano kiedy szykowałam ją do szkoły. Próbowałam szykować. Ja ją chcę za nogę złapać by w rajstopę odziać a ta jęczy, każda zmiana pozycji to strach w oczach. No i trzeba było wszystko rzucić (czytaj: pracę, szkołę) i jechać na SOR, sprawdzić co się dzieje.
Wybrałam Barską bo ortopedyczna i najbliżej, a pojechałyśmy same autobusem. Po pierwsze dlatego, że lepiej w wózku całą drogę niż przesadzać z wózka do samochodu i odwrotnie, a po drugie ja nie prowadzę a Ojciec musi do robo.
Droga w sumie była spoko - straszne korki więc miałam dużo czasu by docenić moje codzienne "5 minut" do pracy. Aga lubi jeździć komunikacją, więc dla niej też bonus. Jedynie w drodze powrotnej zaklinowało nam się koło między autobusem a krawężnikiem ale do pomocy rzuciło się chyba z pięć starszych dam - głównie wyrzekając na biednego kierowcę - i jakoś daliśmy wspólnie radę. Serce rośnie, naprawdę.
A na SORze... fajnie. No naprawdę! Nigdy w życiu nie udało mi się w półtorej godziny załatwić dwóch wizyt i jednego prześwietlenia caluśkiego kręgosłupa wraz z miednicą. W tym trzy kolejki do gabinetów c'nie.
Ludzie się nas boją chyba, serio.
W rejestracji, miejscu z takim wysokim bufetem (?) sięgającym mi prawie do brody, pani rejestratorka nawet nie podniosła się z krzesła by zajrzeć o kim to ja opowiadam... Jest jakaś tam pacjentka niepełnosprawna, niepiśmienna (trza wszak papiery podpisać), niewerbalna, na wózku - oooo to za dużo. To musi wyglądać strasznie. Są dwa wyjścia - albo pani rejestratorka ma w dupie albo się boi. W innym wypadku powinna choć zerknąć by sprawdzić czy nie zmyślam albo czy nie mam w wózku bomby. Czasy takie niepewne...
A potem już gładko. Idziemy pod gabinet z poleceniem " jak nikogo nie ma środku to wchodzić". Okazuje się, że nie ma więc wchodzimy. Pan doktor (młody, przystojny) też wygląda na wystraszonego.
"Dzień dobry, to jest Agnieszka. Agnieszka w lipcu skończyła 18 lat dlatego jesteśmy tutaj. Jest pan naszym pierwszym dorosłym lekarzem!"
Uśmiech.
Jest nieźle.
Po rozmowie i badaniu organoleptycznym na leżance dostajemy skierowanie na RTG. Zjeżdżamy więc windą (mama Wandzia jedzie windzią), wykonujemy slalom między połamańcami na wózkach (jak to na SORze ortopedycznym) i docieramy do rejestracji.
Co tu jest napisane?
Skierowanko, podpisanko, że nie jestem w ciąży (buhahaha) i oczekiwanko.
Widzę, że na korytarzu czeka jakieś kilkanaście osób, więc ogarniam sobie spokojnie fejsa mając z tyłu głowy wrzuconą do torby w ostatniej chwili szydełkową robótkę. Już, już mam ją wyciągać kiedy ktoś woła "proszę paniiii" i patrzy na mnie. Że ja?? My?? No tak, pani wjeżdża.
To wjechałyśmy.
Kobita w pracowni uwijała się jak w ukropie współpracując ze mną jakbyśmy się znały kilka lat. Rewelacja. Zero zbędnych słów, maksymalnie szybko.
Tylko raz się zdziwiła zobaczywszy na zdjęciu dwa pręty wchodzące w miednicę (to zdjęcie było pierwsze) - miało nie być spinek, haftek przy staniku i takich tam a tu z grubej rury - ordynarne zbrojenie.
Potem znowu na górę pod gabinet pana przystojnego doktora. Ledwie usiadłam a tu już doktor woła.. no nie jestem przyzwyczajona do takiego tempa.
Ostatecznie nic nie wykryto. Implanty wydają się być nienaruszone, kości całe.
To cudownie.
Tylko, że ból wciąż jest i to dość ostry.
Poprosiłam o zwolnienie do końca tygodnia - będziemy odpoczywać, polegiwać, zażywać zapisane przeciwbólowe czopki i modlić się o lepsze samopoczucie.
Nie wiem co się stało. Nie odnotowaliśmy ani w domu ani w szkole żadnych wypadków, naciągnięć, czegokolwiek. Cieszę się, że pręty wydają się być ok, choć głowy bym nie dała, że się nie przesunęły... Na moje oko - a znam zdjęcia RTG pooperacyjne na pamięć i mogłabym odtwarzać z pamięci te pętelki okalające kręgosłup - jeden jest niżej a drugi wyżej. Ale to tylko moje oko. Porównać zdjęć nie mogę.
No nie wiem, czekamy i liczymy na zwykłą kontuzję mięśni czy coś...

A pogoda? Mnie ostatnio bolała każda kosteczka.
OdpowiedzUsuńChyba nie...
UsuńAga ma obniżony próg bólu i taki tam ból, przy którym my umieramy dla niej jest niezauważalny. Jak coś boli to już boli...
A gdyby przesłac płytkę ze zdjęciem, albo plik mailem do Zakopca do porównania? Oni na pewno maję ta stara focię w komputerze, można by poprosic o sprawdzenie, porównanie. To przecież też ludzie, chyba nie odmówią...
UsuńA te stare zdjęcia to chyba gdzieś są dostępne? W Zakopcu może? Może jednak warto by pokazać te nowe zdjęcia tamtejszym lekarzom, tym, co pręty wstawiają? Bo jednak obawiam się, że lekarze, którzy w tym nie "siedzą" mogą na pewne sprawy w ogóle nie zwrócić uwagi. Biedna Mała. Ale biedna i Ty. Oby szybko się poprawiło.
OdpowiedzUsuńZbrojenie mnie rozbroiło 😀 Niech się czym prędzej ból wyniesie w pierniki, a najlepiej już! Buziaki dla Was:***
OdpowiedzUsuńJak miło, że tak Was sprawnie obsługiwano:) Jak niemiło, że znowu dziewczę cierpi :( Trzymam kciuki za wycofanie się bólu!
OdpowiedzUsuńI co z tym bólem? Przeszło? Wyjaśniło się coś?
OdpowiedzUsuńBól tak samo jak się pojawił tak odszedł. Najwyraźniej na szczęście nie miałam racji i była to jakaś przejściowa kontuzja. Się coś naciągnęło? Naruszyło? Nie mam pojęcia.
UsuńPosiedziałyśmy tydzień w domu obchodząc się jak z jajkiem i to wystarczyło...
Całe szczęście! Buziaczka przekaż skarbowi ode mnie :)
Usuńdroga moa ,czy mozna Wam przeslac jakis grosz w postaci przelewu bankowego a niekoniecznie 1%?
OdpowiedzUsuńObiecalam sobie, ze jezeli dostane podwyzke w pracy, to sie z Wami podziele. I dostalam wiec teraz pytam ;)
Ela
elabru@wp.pl
Ojacie... Gratuluję podwyżki! :)
UsuńOdezwę się jutro bo dziś już późno i mięu zamurowało :)
o, to to
UsuńOdezwij się proszę też do mnie.
tak się składa, ze obiecałam 1% w tym roku komuś, ale nie wyobrażam sobie Agnieszce nie wrzucić jakiegoś grosza...
napisz proszę na aneta.drwal@op.pl
Cieszę się, że ból przeszedł. Oby nie wracał.
OdpowiedzUsuńDo Barskiej mam uraz - jak mnie przywieźli po wypadku samochodowym to lekarz na rtg zdiagnozował złamaną rękę i wsadził w gips, gips po tygodniu ściągnęli w szpitalu, bo złamania nie było, tylko lekkie pęknięcie. Za to to, co na Barskiej było nadwyrężeniem mięśni i przesadzam z tym bólem, bo rentgen OK, okazało się kręgosłupem złamanym z przemieszczeniem, do natychmiastowej operacji i zbrojenia. Cud, że mnie nie sparaliżowało, jak mi kazał normalnie chodzić i jeszcze środek na rozluźnienie mięśni wziąć.
Dzięki za życzenia! Tobie też: wesołych Świąt i szczęśliwego nowego roku!
OdpowiedzUsuńSłuchaj, można wysyłać 1% w tym roku na Was?
OdpowiedzUsuńIza