Czyli że w sensie minął PONAD miesiąc od ostatniej mojej tu wizyty. Hm. Coraz lepiej, coraz lepiej.
Ale dziś nie wolno na mnie krzyczeć bo są moje urodziny, ha! Nie powiem które, choć fejsbuk wszystko pali i wygaduje i kiedy się do niego zapisywałam to poszłam szerokim gestem a teraz już zaczynam się wstydzić mojej daty urodzenia z powodu której nie umiem jej wykasować z ustawień i tak o. Trochę to zagmatwane.
Mój kolega z pracy, który nie wiedział że jest 20 lat młodszy dziś właśnie doznał szoku. Szacuneczek bo przyszedł z własnej woli i rzekł był w te słowa: jakkolwiek źle by to nie zabrzmiało - nie wiedziałem, że masz tyle lat! Dawałem ci dychę mniej!
A dziękuję młody człowieku aczkolwiek ten, pilnuj się teraz bo wiesz.
Nawiązując zgrabnie do dzisiejszej, minionej już uroczystości pragnę wyznać, że faktycznie czuję się jakby mi kto zdjął 10 lat z garba. Poważnie. Sytuacja bowiem przedstawia się tak, że po operacji wydobrzałam i czuję się wyśmienicie. Tak dobrze, że muszę się bardzo kontrolować żeby nie przeszarżować. Dziś dziewiąty (moje urodziny) więc nie minęły jeszcze trzy miesiące od pochlastania a ja jestem gotowa teoretycznie góry przenosić. Sęk w tym, że praktycznie nie mogę jeszcze dźwigać. Mogę już wszystko inne, sprawdzałam, ale nie mogę dźwigać. Też sprawdzałam.
No bo wiecie, to jest tak, że założenia sobie można mieć a życie jest życiem. Kolega, który mi pomagał (niech mu Bóg wynagrodzi w czym tam sam kolega sobie chce) wtargać wózek na pięterko musiał wrócić do zwykłych warunków pracy, czyli być dyspozycyjnym również po pracy. Norma. Radzimy sobie bez niego już jakiś miesiąc. Tyle tylko, że nie przenoszę Młodej z wózka na kanapę, czyli staram się nie dźwigać. Co nie zawsze wychodzi bo a to boli, a to za potrzebą... Życie.
Ale jest ok. Myślę, że wyszliśmy z kryzysu. Każdy przetrwany dzień zbliża nas do sukcesu. Z każdym kolejnym dniem jestem silniejsza.
I dziś, ponieważ są te moje urodziny, pociągnę ten temat. Opowiem wam o sobie po chlastaniu.
I otóż jest tak dobrze, że dopiero teraz widzę jak było źle. A widzę to oczywiście dzięki mojemu bieganiu bo gdybym nie biegała to bym siedziała na kanapie i różnicę mierzyłabym chyba w ilości przerobionych słupków na szydełku. Właściwie to nawet nie wiem czy zauważyłabym różnicę, bo niby jak? No może teraz nie potrzebuję już drzemek w ciągu dnia. A potrzebowałam, jednej wielkiej i do wieczora.
Ale na szczęście - tadam! biegam i nagle okazuje się, że mogę biec bez końca. No normalnie zaczynam - jak zwykle od trzech lat - spod bloku i biegnę jak długo chcę. Czad nie?
Kiedyś oglądałam taki film dokumentalny o plemionach afrykańskich, które na uroczystości typu wesela zwołują się niosąc radosną nowinę biegiem. Przez trzy dni bo trzeba dolecieć do ziomków i ich zaprosić c'nie? Myślałam wtedy - coś musi być nie halo z tymi dzikimi, jak można biec trzy dni? Jak można biec kilka godzin? Heloł - jak można biec godzinę??
Że można godzinę sprawdziłam już dawno, całkiem zaraz po tym jak zaczęłam biegać. A potem zrobiłam się baaaardzo słaba i stara i ostatecznie nie mogłam przebiec na luzie jednego okrążenia na stadionie. 400 metrów.
Wydaje mi się, że ostatnie kilka miesięcy a nawet rok biegałam siłą woli. Jedynie. Biegałam opłotkami wstydząc się, że muszę co chwilę się zatrzymać. Biegałam bo lubię, łykałam żelazo we wszelkich dostępnych formach by ratować się z anemii i biegałam, choć - widzę to teraz wyraźnie - to była RZEŹNIA. Doprawdy nie wiem, teraz nie wiem, jak udało mi się wytrzymać ten hardcore.
Ale wiem to dopiero teraz, kiedy latam sobie jako ten skowronek. Może nie za szybko (wiecie, mam urodziny ale nie powiem które) ale latam. I sprawia mi to ogromną przyjemność. Latam sobie i nie wierzę, że to może być takie... łatwe i przyjemne. Serio. To wszystko co wam opowiadałam do tej pory o bieganiu było prawdą, tylko nie zdawałam sobie sprawy w jakiej ciemnej dupie tkwię i jak może być cudownie. A skoro w tej ciemnej też było rewelka to wiecie... jak ktoś jeszcze nie próbował to szkoda czasu - jak to mówią "wrotki na nogi" :)
A skoro zrobiło się tak lekko i cudownie to ustanowiłam sobie cel - Koronę Półmaratonów Polskich. Chcę przebiec pięć z największych półmaratonów polskich w 2016 roku. A jak się da to i maraton. Marzę o maratonie ale wiem, że pokora to ważna cnota. Się da, się zrobi. Się nie da, zrobi się co się da :)
Bieg Mikołajów na warszawskim Służewcu - jak kuń, jak kuń :)
Jestes wielka!
OdpowiedzUsuń100 lat!
Dziękuję :-)
UsuńCzy mi sie wydaje, ze masz urodziny?
OdpowiedzUsuńNo, to zeby ta bieznia byla bez konca!
Tak i mnie się wydawało ;-) Dziękuję :-)
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
UsuńNie gadaj, 18 lat skończyłaś? Wooooooow!
UsuńSto lat! Sto lat! Najlepszości!
Całusy ;-)
nov.
Trochę tracę rachubę który to już raz kończę 18 ale ojtam ;)
UsuńDziękuję :)
Bardzo pozytywnie się to czyta:) I niech tylko lepiej będzie:)!!
OdpowiedzUsuńA ja nie rozumiem za bardzo tego ukrywania wieku, naprawdę :) Rozumiem, jeśli ktoś chce udawać młodszą, niż jest, bo chce poderwać jakiegoś młokosa, który na starszą panią raczej by nie poleciał. Ale kobieta zamężna, zakładam, że nie szukająca przygód, romansów itp. to się dziwię :) W końcu każdy rok życia to powód do radości, bo nie każdemu jest dane po świecie tyle lat wędrować.
OdpowiedzUsuńNie domyślam się, jaką operację przeszłaś, ale OK, albo przegapiłam info, albo zapomniałam, albo nie chcesz napisać, co to było i szanuję to :) Grunt, że jest dobrze i że śmigasz z jeszcze większą radością :)
Ktoś pomyśli, że ukrywam a ktoś inny, że nie epatuję :)
UsuńNo teraz to mnie dopiero wk... Hmmm.... Spowodowałaś, że moje serce zaczęło migotać. Jak to możesz biec bez końca ? Jak to !!!! ????? Mnie zrobiło się odwrotnie, ja myślę, że nawet dychy nie przebiegnę, a do tego cały czas biegam bardzo wolno :( Ech !!!
OdpowiedzUsuńTo byłam ja... Rozbiegane :D
Ty to nie myśl, biegnij :)))
Usuństo lat Matko :)
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuńwszystkiego najlepszego
OdpowiedzUsuńdziękuję :)
Usuń