Laptok mi się zepsuł, a właściwie to zasilacz. Niemniej bez prundu nie ma pisania na blogusiu.
Oczywiście to taka wymówka bo mogłabym na telefonie ale nie lubię, nie lubię. Na telefonie to tylko w ekstremalnych warunkach - w szpitalu (tfu! na psa urok) albo coś.
Prawda jest taka, że po 11 latach blogowania nie ma już tej werwy. Nie czuję już tej konieczności dzielenia się każdym doświadczeniem, dobrem i złem jakie mnie spotyka. Nie wrze mi krew na jawne niesprawiedliwości, nie przeżywam aż tak bardzo tego co mnie spotyka w walce ze złym światem.
Nie jestem już matką walczącą.
Kiedyś codziennie działo się coś wartego rozkminienia na blogu. Pamiętam jak na bieżąco, siedząc w autobusie czy w poczekalni układałam notki. Najczęściej gorące, wojujące. A teraz mam to w nosie.
Nie chciałabym, żeby to zabrzmiało jakoś obcesowo a jeszcze bardziej nie chciałabym żeby ten kto jeszcze ma tę werwę i chce walczyć się na mnie obruszył. Ja nie neguję, nie bagatelizuję, nie ośmieszam, nie patrzę z pobłażaniem - po prostu stwierdzam fakt: przeszłam na inny level. A na tym levelu pragnie się już tylko świętego spokoju.
No więc (tak, wiem) nie chce mi się żołądkować i pisać o niesprawiedliwym świecie, o złych ludzkich spojrzeniach, o kłopotach z białymi fartuchami czy barierach architektonicznych. O tym wszystkim już pisałam. Mam wrażenie, że o wszystkim juz pisałam a nawet, że się powtórzyłam kilkukrotnie.
Jednakowoż fakt, że już się tu rzadko żołądkuję nie znaczy, że już nie ma o czym pisać. Problemy były, są i będą, czytam o nich u moich młodszych koleżanek. Teraz one walczą.
No cóż, próbuję trochę nieudolnie wytłumaczyć się z mojej rzadkiej tu aktywności ale na pocieszenie dodam, że już przez majtki czuję kolejne super-hiper-mega tematy do opisania. Coming soon można by powiedzieć także stay tuned. Bo przed nami przejście z ery dziecka w dorosłość a więc kwestie prawne - renty, ubezwłasnowolnienia lub ich brak a co za tym idzie różne dziwne sztuczki z sądem. Mieliśmy właśnie próbkę jednej z tych kwestii albowiem byliśmy w Uśmiechu Malucha (czy nam jeszcze przystoi taki przybytek?) na kontroli zębów umówionej ledwie kilka miesięcy temu, prawda.
Otóż kontrola wykazała ubytki, niewielkie ale konieczne do zaopiekowania i przy okazji umawiania na termin akcji pani pielęgniarka po raz pierwszy wypowiedziała magiczne słowa:
powinniście państwo już teraz pomyśleć o ubezwłasnowolnieniu.
"Acha, akurat. No fucking way" - tak se pomyślałam, a co. A powiedziałam - my nie będziemy ubezwłasnowalniać, będziemy załatwiać pełnomocnictwo. Myślałam, że błysnę nie? A pani mi spokojnie mówi, że niestety pełnomocnictwo nic nie da, że już mieli takie sprawy i NFZ im zanegowało.
Czy wszyscy dobrze zrozumieli? NFZ ZANEGOWAŁO. Czyli że w sensie nie zapłaciło za zabieg??
Tam wyżej pisałam, że już nie mam nerwa i werwy ale wiecie - w tamtym momencie się zagotowałam. Od razu okopałam się na z góry ustalonej pozycji, przywdziałam pancerz i do boju, c'nie? Ale zaraz zostałam zbita z pantałyku bo pani pielęgniarka łagodnie i jak najbardziej zgodnie przemówiła, że w takim razie się załatwi jednorazową zgodę na zabieg stomatologiczny. W SĄDZIE się załatwi. I oni to sami zrobią, więc luz.
Zapomniałam, że byłam chwilowo na innej, przyjaznej planecie. Że oni tam bardzo dobrze rozumieją nasze - rodziców - uczucia, że pomogą bo po to właśnie powstali,żeby pomagać w tym chorym systemie i świecie. Zapomniałam. Ale zaraz się jorgnęłam i wyluzowałam. Ok, trza zgody sądu? Załatwmy zgodę sądu. Na plombowanie. Zębów.
Spoko.
Szczególnie, że to jeszcze nie tym razem, bo mamy wizytę pod koniec lutego a więc jeszcze przed osiemnastymi urodzinami.
A co z innymi lekarzami?
Co z neurologiem?
Co z ewentualnym pobytem w szpitalu?
To wszystko już będzie po dorosłemu...
Nie ogarniam póki co.
Wszystkiego dobrego poświątecznie i noworocznie. Młoda zaczęła te święta pięknym jak widać, szerokim uśmiechem - wróciła ze szkolnej Wigilii, z prezentem dla starych i na dodatek do swojej ukochanej choinki ubranej poprzedniego wieczora. Potem było niestety znacznie gorzej - pełnia, jakieś wiatry i babskie sprawy. Słowem ataki, trzęsiawki i ogólnie nędza. Całe święta.
A matka zdjęcia robi, prawda. Bo mamy już kucyki!
Jak bogackiego - nie mogę się doczekać warkoli.
Niestety, okrutne to życie i prawa. Ale wydaje mi się, że nie ma co się zadręczać tym ubezwłasnowolnieniem. Ułatwi Wam życie, bo biurokracja nie popuści. A ciekawe, czy takie ubezwłasnowolnienie można cofnąć? Jakby tak cud się stał, albo znaleźliby jakiś cudowny lek... .
OdpowiedzUsuńKontrole sądu i rozliczanie się co pół roku z jałmużny nie ułatwiają życia. Całkowitego ubezwłasnowolnienia nie można chyba cofnąć, częściowe można z tego co wiem.
UsuńRenta powinna przejść bez problemu - kasa jest tak wstrząsająca, że nie wiemy co z nią robić;) ale problemów z przyznaniem nie było, pani przyznająca (IMO) sama bardzo jej potrzebowała;). Ubezwłasnowolnienia nie wykonaliśmy, chociaż wszyscy bardzo gorąco nas namawiają, chwilowo nie widzę potrzeby, mam inne zmartwienia (kosmiczna wręcz zazdrość o Młodszą i takie jazdy, że świat nie widział).
OdpowiedzUsuńNie no ja nie w tym sensie, że istnieje możliwość nie przyznania. To uważam za pewnik a jak nie to jeszcze takiej werwy tu nie było jakby była :))) A że suma wstrząsająca to tym bardziej :)) Chodzi mi o te wszystkie upokarzające procedury i nieznany świat.
Usuńmam identycznie, w sensie zapału do pisania. Wygasł całkowicie. A co do pełnoletności to już przerabiamy wszelkie jej objawy :o Dowód, ZUS, renta, zmiany lekarzy z pediatrów na rodzinnych za nami. Przed - no właśnie, nieszczęsne ubezwł. lub pełnomocnictwo notarialne i jedno i drugie ma swoje wady :/
OdpowiedzUsuńWy jesteście w innej sytuacji i ja to doskonale rozumiem, nie ma idealnych rozwiązań :(
UsuńSpecjalistów już też pozmieniałyście? Neuro? Ja się boję, że w naszym przypadku dorośli specjaliści się wystraszą i rozłożą ręce, toć to organicznie przecież dziecko, choć pełnoletnie...
psychiatry na szczęście nie musieliśmy a to u nas wiodący lekarz. Neurologa niestety tak, jak również endokrynologa i gastroenterologa. Oraz internistę, ale to już najmniejszy problem bo chodzimy w zasadzie tylko okazyjnie oraz po skierowana.
UsuńNam pani pediatra powiedziała, że możemy na luzie do 19 urodzin, więc korzystamy:)))
Usuńna uśmiech sama się aż uśmiechnęłam ;-))
OdpowiedzUsuńbo za chiny ludowe nie mogę sobie przypomnieć zdjęcia, na którym szczerzyłaby się choć w połowie tak radośnie
aż miło się patrzy ;-)
Tak radośnie to rzeczywiście trudno złapać fotę. Uwielbiam tę wiewiórę :))
Usuńa co się stało z warkoczami? jakiś eksperyment u fryzjera był, widzę :)
OdpowiedzUsuńMarzy mi się kiedyś jakiś decydent na górze, który zadba o potrzeby osób niepełnosprawnych i ich rodzin. Właśnie w takim podstawowym wymiarze - chociażby tych papierków. Pozdrawiam Was noworocznie.
OdpowiedzUsuń