No i prawie nadeszła ta chwila. Pojutrze, w niedzielę, kładę się na warsztat do szpitala. Wszyscy pytają czy się denerwuję. Otóż nie denerwuję się kiedy o tym nie myślę, a zaczynam myśleć kiedy ktoś mnie pyta czy się denerwuję i wtedy zaczynam. Się bać. A że w pracy praktycznie co moment ktoś o to pyta to wiecie. Tak, denerwuję się.
Zaczynają się również budzić moje różne fobie, kto mnie zna osobiście to wie. Otóż nagle poczułam potrzebę napisania czegoś w rodzaju listu pod tytułem - jeśli nie wrócę, to. Jeszcze się przed tym bronię aczkolwiek już powiesiłam na lodówce instrukcję majstrowania nowymi lekami (Kinia! kontroluj sprawę bo z facetami to wiesz...) A to dopiero początek.
Bo mamy nowe leki. Na początku września odbyliśmy rutynową wizytę kontrolną u neurologa, bez jakichś większych oczekiwań, ale jak zaczęłyśmy z panią doktor podliczać ataki to na ten przykład w lipcu wyszło nam sztuk 23. Z tym, że w 5 dni. Sierpień niewiele lepszy. Do tego te okropne trzęsiawki i bezsenne noce pełne napięć i dochtórka tupnęła nogą - zmieniamy pilsy! Ok, ze mną jak z dzieckiem, z tym że jeśli znowu dzieciak mi zaśnie na trzy doby to ostrzegam - kolejny nowy cudowny lek rąbnę przez okno.
Reasumując - wprowadzamy jeden, rozstajemy się z drugim poprzednim, który jak widać oprócz zalegania w żołądku i na wątrobie nie ma się czym pochwalić i zostawiamy do tego kompletu nasz bazowy lek.
Póki co jest dobrze. To znaczy nie zauważyłam żadnych zmian w zachowaniu Młodej oprócz tego, że od razu drugiego dnia zaatakowała prawda. Ale nie zniechęcam się bo powolutku będziemy dochodzić do właściwej dawki i wtedy już zabraniam wszelkiego świrowania.
I taka mała dygresja - pani doktor miała tym razem bardzo dobry dzień. Zawsze jest fajna, miła i sensowna (tylko raz trafiliśmy na zły dzień) ale tym razem to był jej wyjątkowy jakiś wyż bo nie dość, że odważnie pomieszała w lekach to jeszcze domagała się po zakończeniu wprowadzania telefonicznej informacji zwrotnej - żre czy nie żre. Nie odkryję tu Ameryki tylko stwierdzę oczywistość - otóż jak się bywa u specjalisty raz na kilka miesięcy to jego dobry humor staje się losem wygranym na loterii. To może być niebywała szansa na poprawę komfortu życia dziecka. W innym wypadku kolejne miesiące to żal i pożoga i smarowanie kolejnych czarnych kropek w napadowym kalendarzyku.
Całe miesiące!
Z pewnością człowiekowi, który przyjmuje codziennie kilkunastu pacjentów wszystko zobojętniało, zrutyniało i trudno pamiętać o tym, że charakter roboty zobowiązuje do wysupłania dla każdego tej odrobiny empatii albo kolejne dzieciaki wrócą do swojej beznadziei bez cienia nadziei.
To tak jak diagnosta swoim złym humorem przy przekazywaniu wyników badań może spieprzyć rodzicowi chorego dziecka ładny kawał życia.
Wyobraźcie sobie że taki sobie przykładowy PMS codziennie na całym świecie przyprawia o traumę jakieś dziesiątki tysięcy ludzi... Z której to traumy trzeba się wygrzebywać latami, do momentu kiedy nie zamieni się ona w anegdotę opowiadaną na grupach wsparcia dla rodziców.
U nas to akurat nie był PMS ale może jakiś kryzys wieku średniego? Kac?
Akropo komfortu życia to też w tym tygodniu urządziłam małą emocjonalną korespondencję ze szkołą. Wiecie, że ja ich wszystkich razem do kupy uwielbiam, tych nauczycieli. Ale co roku powtarza się problem nieumiejętnego zakładania pampera. Czy ja może powinnam zorganizować szkolenie pt. "Jak założyć dziecku pampersa żeby: nie zakleszczyć przepony, nie spowodować ran w pachwinach, zapobiec wypływaniu zawartości nogawkami".
Wygląda na to, że są to umiejętności cyklicznie wykraczające poza możliwości.
Pośpiech? Ignorancja? Nie wiem.
Wiem, że płakać mi się chce kiedy sobie pomyślę, że te czerwone pręgi które widzę muszą boleć a Młoda się nie poskarży. Ona będzie cierpieć, znosić niedogodności w milczeniu.
Tylko po co? To nie padaka, to nie bóle brzucha czy inne niewiadomego pochodzenia. To zwykłe zaniedbanie, przeoczenie, zły dzień... Taki bezsensowny zupełnie ból.
Na szczęście to tylko epizody ale żadnego już nie odpuszczę.
No to co Kochani - dozo!
Trzymajcie kciuki, wysmarujcie jaką modlitwę w mojej intencji czy co tam macie w swoim repertuarze - za wszystko z góry dziękuję.
Zabieg mam planowo w poniedziałek.
Pa!
Ale czad! Nigdy nie miałyśmy okazji pobawić się w taką dziewczyńską zabawę :)
Pierwszy dzień szkoły, 7 rano :)
Trzymam i potrzymam dalej:))
OdpowiedzUsuńZ dobrym/złym dniem pani doktor, to przegięcie!! Pracuję z ludźmi (najczęściej młodymi wielce) i cokolwiek by się w moim prywatnym życiu nie kłębiło, jakiekolwiek problemy zdrowotne (a miewam jazdy różne) się nie działy - uczeń nie ma prawa tego zauważyć!!!
Co do pampersa - to przegięcie do potęgi trzeciej!!! Zupełnie bezsensowny dyskomfort;/
p.s. wysyłam w poniedziałek dziecko do przedszkola i mam mega stresa;)
ooo, to wielki dzień :) powodzenia! :)
UsuńTrzymam :D
OdpowiedzUsuńNo i szybko Ty mi wracaj do formy, bo wiesz... :D Kilka biegów przed nami :D np. Wings :D Maniacka, Półmaraton Poznań, Tarnowo :D, Wulkany.... I coś tam jeszcze :D
Rozumiem, że nie muszę się podpisywać :D
wszystko tylko nie Tarnowo! :))) never ever again!!
UsuńW pierwszej chwili pomyślałam, dziewczyna siedemnaście lat, a Ty jej domki dla lalek dajesz.
OdpowiedzUsuńW drugiej chwili pomyślałam, ale superancki domek, sama zawsze taki chciałam mieć!! ;-)
Trzymaj się mocno stołu operacyjnego, i ten, no, wracaj do pionu i do nas szybko.
Wszystko będzie dobrze :*
Klecę wiązankę pozytywnej energii!
novembre
Trzymam kciuki. Niech wszystko będzie, jak być powinno i żebyś szybciutko wróciła do formy!
OdpowiedzUsuńMatko, kladz sie, operuj, (jedno oko otwarte, zeby jednak miec pewnosc, ze naprawiaja uczciwie!), wracaj. Dosc wam juz tych szpitali, konsultacji, profesorow, humorow. Tupie noga i wygrazam Sile Wyzszej! Dosyc! I szybkiego powrotu do biegania :-)
OdpowiedzUsuńno to ja powiedźmię
OdpowiedzUsuńno to ja powiedźmię z Frotką :)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki i modlę się.
OdpowiedzUsuńBędzie lepiej.
Daj znać jak dotrzesz do netu.
I.
Jesteś już po? daj znać jak oprzytomniejesz. Oby pomogło i żebyś szybko wróciła do formy.
OdpowiedzUsuńPopieram przed(mówcę?)piszących:) Daj znać, jak jest!
OdpowiedzUsuńŻyję, słabo ale żyję.
OdpowiedzUsuńTeraz już z górki:) niech Cię stawiają na nogi z jednej strony najlepiej w domu, ale z drugiej;PPP to może jeszcze poodpoczywasz przed powrotem;)
UsuńŻyję, słabo ale żyję.
OdpowiedzUsuńZbieraj się do kupy, nie spiesz się za bardzo, bo co nagle, to po diable. Trzymam kciuki nadal i czekam aż napiszesz, że już wszystko oki :)
Usuń