piątek, 13 marca 2015

nie ma kiedy taczek załadować

Chciałam rzec, że nie mam czasu na pisanie bo od poniedziałku wszyscy wróciliśmy do swoich obowiązków. Czyli że w sensie jest dobrze ale nikomu nie mówcie dobra?

Oczywiście nie obyło się bez dodatkowych atrakcji. Bo kiedy w zeszłą niedzielę szykowaliśmy się do szkoły i do pracy ciesząc się, że jakoś dotrwaliśmy do tego momentu, rettmonster natychmiast strzelił nam po łbach atakami. A nie ciesz się tak matko z ojcem, nie ciesz, bo to że dziecko wydobrzało w gardle to nie znaczy, że już będzie pięknie. Noc z niedzieli na poniedziałek całkiem nieprzespana bo trzęsiawka okrutna pozwoliła Młodej zasnąć dopiero o 5 nad ranem. A o 6,15 pobudka, więc sobie Młoda nie pospała. No i cóż było robić? Czy po trzech tygodniach zwolnienia mogłam pozwolić sobie na kolejny dzień wolnego? Otóż całkiem nie mogłam, więc grzecznie zwlekliśmy się z łóżka i powlekliśmy się do pracy i szkoły. Młoda zniosła to nieźle bo napięcie wróciło i nie pozwoliło na sen. A ja... se umarłam z pięć razy w pracy i jakoś to poszło. 

W poniedziałkową noc było tylko trochę lepiej ale już kolejne dnie i noce - git na pełnym uśmiechu i zadowoleniu. Aga jak zwykle bardzo cieszy się z powrotu do szkoły i mimo zmęczenia i wszelkich rettowych niedogodności wraca szczęśliwa do domu.

U mnie w robo młyn. Marzec jest najbardziej gorącym miesiącem bo to deadline na orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego dla dzieci chcących rozpocząć naukę w przedszkolach integracyjnych i specjalnych. Akces do owych przedszkoli zgłasza się poprzez logowanie i podanie numeru orzeczenia a to odbywa się do 23 marca. 
Najśmieszniejsze jest to, że rodzice kompletnie nie mają pojęcia o tym, że żeby posłać dziecko do przedszkola od września trzeba załatwiać papiery już najlepiej w styczniu/lutym. Normalnie człowiek by tego nie wymyślił nie? Pamiętam, że ja też byłam w szoku te dziesięć chyba już lat temu, kiedy zgłosiłam się do poradni w kwietniu i usłyszałam, że chyba mnie pogięło. Szczęściem w tamtych czasach nie było żadnego logowania.

Jest jak jest. Dziś wiem, że takie terminy mają sens tylko kompletnie nie działa system informacji. Skąd rodzić czerpie informacje? Od innych rodziców. Najczęściej w jakiejś poczekalni.

A oprócz przedszkolaków są jeszcze dzieci rozpoczynające naukę w podstawówce, gimnazjum czy szkole zawodowej - mnóstwo badań, które trzeba przeprowadzić i napisać diagnozę do końca kwietnia. A jak się pęta z dzieckiem po szpitalach to potem trzeba siedzieć po godzinach bo nikomu nie można odmówić. Nie ma opcji powiedzenia - sorki, nie zdążę, pani syn/córka pójdzie do szkoły/przedszkola w przyszłym roku :)

Żeby mi się nie nudziło to i w weekend mam zajęcie. Od rana do wieczora sobotę i niedzielę spędzę na szkoleniu w Fundacji Synapsis. Będę się szkolić dalej w kierunku diagnozy i terapii autyzmu. Podobno mam pogłębić swoją wiedzę ale mam takie niejasne poczucie, że jeśli chodzi o autyzm to mogę ją pogłębiać do usranej śmierci. Mam do autyzmu duży respekt.
A skoro wspomniałam o szkoleniu to uczestniczyłam też w tym tygodniu w jednym takim z dr Kołakowskim, dotyczącym ADHD, zaburzeń zachowania i zespołu Aspergera i ich diagnozy różnicowej. Kurde, jak ja lubię słuchać mądrych ludzi. Ten kto chodzi na szkolenia wie, że czasem można umrzeć z nudów, czasem umrzeć ze śmiechu bo nic innego nie pozostaje a czasem człowiek wychodzi z rozdziawioną gapą mimo wielu odsiedzianych dupogodzin i zmęczenia. I to było jedno z takich rozdziawiających. Cenię takich specjalistów, których nie można zagiąć, którzy ze spokojem i rozwagą potrafią odpowiedzieć na każdą wątpliwość, na każde pytanie.

A kolejny tydzień zapowiada się naprawdę gorąco, więc młodzieży - pozwól żyć! Prawie każdego dnia oprócz poniedziałku (bo idę do fryca i basta!) będę badać poza godzinami pracy, kończąc w sobotę. 
Po czym odbiorę sobie nadpracowane godziny, hihihi :) Żartuję. Odbiorę, to pewne ale chyba nie tak szybko. Musi się skończyć ta szajba z orzeczeniami.

Na koniec o mamie. Rezonans wyszedł czysty, więc być może miałyście koleżanki rację, że te markery to są podwyższone bo wciąż jest zapalenie przewodów żółciowych albo mają taką fantazję. Mama zaczyna cos tam pić, coś tam jeść (kleiki). W poniedziałek ma mieć jeszcze jakieś badania z krwi (coś nie tak z poziomem lipidów?) i... lekarka kazała się przygotować na najgorsze.
Tak! Na najgorsze!
Ja tego nie rozumiem, znaczy tej strategii informowania pacjenta czy jak to zwać. Wszystkie badania (TK, rezonans) wychodzą dobrze a ona wciąż każe się przygotować na najgorsze... Danuta odchodzi od zmysłów bo oczywiście nie przyjdzie jej do głowy rzeczowo pogadać z ową lekarką - dlaczego mimo dobrych wyników wciąż ma się bać? A ja nie trafiam w jej godziny pracy i nie mam za bardzo jak tam pojechać i się tego dowiedzieć. Do szału mnie to wszystko doprowadza.

To chyba na tyle. Myślałam, że to będzie krótkie sprawozdanie ale wychodzi na to, że mam skłonności do gadulstwa.
A wypadałoby jeszcze napisać, że Aga dobrze nie? Dziś była na Festiwalu Piosenki w swojej szkole i zdobyli wyróżnienie. 
Fota z siódmej rano - nie było szału z uśmiechami :)

Pani Wiosna razzzz:




5 komentarzy :

  1. Nikomu nic a nic nie powiem.
    O Danutę bije się Wojsko.
    Danutę uprasza się pozdrowić - koniecznie! Po Wojskowemu, z honorami!!!
    A Wiosna - jak Wiosna, cuuuudna!
    Uprasza się ucałować:)
    A matkę uprasza się również.
    Odpocząć.
    O ile to tylko możliwe.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No to sobie naładowałaś w te taczki:)) do wypęku;) Ale wiosna bardzo wiosenna i niech tak pozostanie:)) A gdzie w tym biegu Ty?? Coś się polepsza??? Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna wiosna. Wszystkiego dobrego dla mamy. Niestety, w szpitalu teraz trzeba dbać o bezbronnego pacjenta.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiosna, jak się patrzy! Piękna! :)

    OdpowiedzUsuń