poniedziałek, 23 lutego 2015

różowo nie jest

Mamy szóstą dobę po zabiegu. Wciąż potrzebne jest wspomaganie przeciwbólowe, inaczej z jedzeniem i piciem byłoby bardzo słabo. A tak jest tylko słabo. Ugotowałam rosołek na kaszy mannej wzbogacony o zmiksowanego kurczaczka i marchewkę i to jakoś wchodzi. Mleczna gładka kaszka rano też wchodzi, kłopot jest z drugim daniem.

W ogóle Młoda okresowo strasznie kaszle. Nie ma temperatury, za to nie radzi sobie z własną flegmą i to wszystko jej tam gdzieś zalega, rzęzi, gulgocze. Ma też zawalony nos. Chrapie makabrycznie, bezdechy również pozostały. Tyle jeśli chodzi o efekty zabiegu, póki co.

Poprzestawiała też sobie dzień z nocą. Całe dnie przesypia, w nocy rzęzi i śpiewa. Oczywiście śpię razem z nią bo do 10 doby może pojawić się krwawienie a wtedy trza szybko do szpitala jechać. Poza tym ona wydaje z siebie takie dźwięki, że można dostać zawału. Jak kto nie zwyczajny gotów pomyśleć, że dzieciak albo się dusi albo tonie we własnej ślinie. Słowo daję - cholery można dostać. Ale czuwać trzeba.

No i siedzimy w domu. Ja na zwolnieniu na siebie, podobno miałam odpoczywać, odbudowywać hemoglobinę i nabierać sił. Taaa.
Nawet przez moment widziałam taki scenariusz, że wychodzimy ze szpitala na weekend, Młoda przez sobotę i niedzielę łapie swoją fazę i od poniedziałku rusza do szkoły a ja zalegam do łóżka. Matka taka stara a taka wciąż naiwna...

Moja mama wciąż w szpitalu. Jest obłędnie żółta bo cała sprawa ma związek z trzustką, wątrobą, dwunastnicą i brodawką Vatera ale na ile to jest poważna sprawa dowiemy się może jutro. Znaczy na 95% to nowotwór, tylko nie wiadomo co tak dokładnie objął. Jeśli wątrobę lub trzustkę to wiadomo, prawda... Jak dwunastnicę to trochę lżejsza opcja. Tak czy inaczej najprawdopodobniej czeka ją chemia z przyległymi przyjemnościami. Jutro ma być druga część zabiegu metodą endoskopową, który ma coś przetkać, coś wyciąć i wstawić. W pierwszej części zostały pobrane wycinki i czekamy na wyniki histopatologii. Dość enigmatyczne te moje opowieści ale ja naprawdę dokładnie jeszcze nie wiem o co chodzi. Nigdy dotąd nie słyszałam o brodawce Vatera i jest to dla mnie dość skomplikowane. Ale spokojnie, zaraz się z tego będę doktoryzować w sieci, niech no tylko powiedzą konkretnie co się tam stało.

Bardzo biednie wygląda ta moja mama. Jak człowiek żółknie to się robi taką figurą woskową. Schudła bo nie je od środowego poranka, jest smutna i wystraszona. Wszystko razem robi wrażenie jakby skurczyła się w sobie o połowę. Taka drobna dziewczynka tylko z pomarszczoną skórą.

Chyba czeka nas przemeblowanie w życiu i bardzo się tego boję.

9 komentarzy :

  1. Jakby człowiek nie kombinował, to nic mądrego nie ma do napisania...
    a ja jękolę, że mam pod górkę, w d***e mi się poprzewracało chyba...
    trzymajcie się tam, szkoda, że tak daleko mieszkam, bo wpadłabym z jakąkolwiek pomocą, choćby pogadać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bym się bała.
    Trzymaj się.
    Zrobię, co się da.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moa, trzym się Matka!
    naprawdę w takiej sytuacji nic mądrego mi nie przychodzi do głowy tylko to trzym sie...
    :*

    OdpowiedzUsuń
  4. No, tak... też się boję przemeblowań w swoim życiu, a są coraz bliżej...

    Siły życzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo się na was teraz wali.
    A biegasz jeszcze w ogóle? Masz na to szansę? To daje tyle siły.
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie biegam bo mi nie wolno. Dopóki nie zrobię porządku ze swoim organizmem nie będę mogła wrócić do biegania. Niestety, bo tęsknię i śni mi się to po nocach.

      Usuń
  6. Wypełniłam dziś PIT, jutro jadę go złożyć. Przekazuję Agnieszce ten mój marniutki 1%, żałuję, że nie jestem w stanie dać więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eva, to jest bardzo, bardzo dużo, dziękuję!

      Usuń