Nasza powieść sensacyjna się rozwija, uwaga - pojawiły się nowe wątki!
Wczoraj zadzwoniłam po naszą panią doktor A. Bo już nie mogę słuchać tego rzężenia. To nie może być jedynie efekt zabiegu, poza tym czas mija a poprawy nie widać. Może to jakaś infekcja się przypałętała?
Również wczorajszego uroczego popołudnia Ojciec wrócił był do domu kaszlący jak gruźlik i oświadczył, że się przeziębił. Brawo!
W nocy odezwało mu się sporym dudnieniem serce a rano wystąpiły siódme poty pt. 38,5 stopnia tego tam, Celsjusza. Idę do lekarza - stwierdził i poszedł.
A my jedziemy swoje - picie tzw. międzykaszlowe czyli z fontanną co któryś łyk, potem kaszka kukurydziana na mleczku wzbogacona masłem orzechowym oraz zmieloną dynią i słonecznikiem (dbamy o kalorie!), też całkiem atrakcyjnie - rozbryzg na żółto. No i tak se ciurlamy, trochę kaszlemy, trochę łykamy a tu telefon.
- Zrobili mi EKG i założyli wenflon, to coś z sercem. - rzecze Ojciec. No to fantastycznie, udało mu się mnie zatkać (a Was??). - Będą to EKG powtarzać i potem zdecydują, czy do domu czy do szpitala.
Jednak do domu. Drugie EKG było już lepsze, więc wyjęli wenflon, zapisali tabletki i wysłali miłościwie do domu.
Potem przyleciała pani doktor, wysłuchała opowieści dziwnej treści, obejrzała zezwłok Młodej, posłuchała tu i tam i stwierdziła, że jest zapalenie oskrzeli. Tadam!
Dostałyśmy leki do nebulizacji i w piątek kontrola.
I teraz pytanie konkurs - czy w poniedziałek pójdziemy do szkoły/pracy?
Jeszcze jutro czeka nas wizyta kontrolna w CZD, zobaczymy co oni tam powiedzą, bo doktor A. mówi, że obrzęk po zabiegu jest jeszcze duży.
Stan na ósmą dobę - bezdech jest, chrapanie MAKABRYCZNE i dodatkowo pojawił się śpiew. Ha! Normalnie nasz Milczący Anioł niemal jodłuje na wydechu, długo i takim bardzo naturalnym głosem :) A czasem jedzie na jednym dźwięku jakieś pół minuty a czasem mówi "ychy" :))) Wszystko to na śpiąco i póki co bardzo mnie śmieszy ale to "ychy" mówi na zupełnie trzeźwo.
Może z tego wszystkiego zacznie mówić?! :)
Normalnie czas apokalipsy... Ale spokojnie, wszystko z czasem mija, nawet najdłuższa żmija. Siły! I zdrowia dla Was wszystkich!
OdpowiedzUsuńOdp na pytanie konkursowe - siuuuur!
Ędżi
mam jeszcze coś w zanadrzu ale to może w następnym odcinku, ech...
Usuńłomatko! :( nie za dużo tego?
OdpowiedzUsuń:*
Hej, Matko, Ty !!!! Słów mi brak i wierzyć nie mogę, jak czytam, co piszesz. Ale podtrzymuję słowa pierwszego komentatora... Wszystko mija... :) Sił i zdrowia Wam wszystkim życzę :) No i w poniedziałek prujcie do szkoły/pracy a w maju do Poznania :D
OdpowiedzUsuńRozbiegane...
Szok. Strach myśleć o zanadrzu.
OdpowiedzUsuńSił.
I nadziei.
A mnie lekki wku*w zaczyna brać. Bo co to znaczy, żeby w Warszawie, stolycy przeca, nie było fachowego jakiegoś podejścia, żeby ktoś się tym dzieckiem zajął na poważnie?! Tyle szpitali, tylu fachowców, doktorantów i profesorów, klinik i poliklinik i czego tam kto chce, i nie ma żadnego chętnego, co by zwołał konsylium, ruszył orzeszkiem w czaszce i dzieciakowi pomógł?! To ja pierdzielę. Kim trzeba być, gdzie się udać, komu dać w łapę, albo w pysk, żeby uzyskać konkretną pomoc??? SKANDAL.
OdpowiedzUsuńBo trzeba mieć wiedzę i być zaangażowanym- a w przypadku jednego lekarza to jest już dużo naraz.
OdpowiedzUsuńW Krakowie też trudno o takich lekarzy- koleżanka jednego takiego na Śląsku znalazła.
Trzymam kciuki kobieto za Ciebie.
Iza
Poproszę o namiar, ze śląska jestem, też mam anioła pod skrzydłami, może mi się kiedyś przyda...
UsuńMoa, to nie serial sensacyjny, tylko jakiś thriller. W poniedziałek raczej nigdzie nie pójdziecie, chyba że następny.
OdpowiedzUsuńA co z Twoją mamą? Jakaś diagnoza jest?
To jest pani doktor od tarczycy ;-) konkretnie zajmuje się trudnymi przypadkami- gdy dziecko rodzi się bez tarczycy. Jak Ci potrzebny taki namiar to wyślę.
OdpowiedzUsuńIza
A to nie nasza bajka w takim razie :)
Usuńja pitolę (nic mądrzejszego mi do głowy nie przyszło)
OdpowiedzUsuńmoże zacznie mówić, zrobi medycynę i uczciwie zajmie się chorymi dziećmi!!
podsumowanie posta!!!! lowju!
OdpowiedzUsuń;-))))))))))))))