sobota, 14 lutego 2015

chwilowo w domu

Najpierw dobre wiadomości.
Po pierwsze - gastroskopia wyszła dobrze. Pobrano jakieś tam wycinki do badań histopatologicznych ale to standardowo. Wyniki przyślą pocztą.
Czyli to co nas interesuje najbardziej - refluksu brak, hura! oraz skoro tak, to migdały żyją swoim życiem i nie są takie duże z powodu podrażniania przez cofającą się treść żołądka. Hura jeszcze raz.

Po drugie - wykonano kolejne badania laboratoryjne oraz USG jamy brzusznej - wszystkie wzorowe.

Po trzecie i chyba najważniejsze - we wtorek wracamy do tego mało nam przyjaznego przybytku na zabieg przycięcia migdałów. Lub usunięcia, zależy co tam zdecydują operatorzy.
Ha!!! Znienacka udało nam się zakwalifikować, zupełnie niespodziewanie, tak z głupia frant właściwie i nie będziemy już czekać ani do października ani na jakiś wypad z kolejki - HURA. 

Trzy dni gnicia i nerwów z powodu jednego badania - gastroskopii. Trzy dni "proceduralnego leżakowania" jak to trafnie określiła lekarka z USG. I trzeciego dnia, rzutem na taśmę wygrałyśmy zabieg a to za sprawą niepozornej, wręcz znielubionej lekarki prowadzącej, zwanej roboczo Mimozą.

Otóż Mimoza to młoda osoba a jakby już zrutyniała. Plakietka przy jej pastelowym (ała! nie było białych fartuchów!) uniformie informowała, że to stażystka ale wnikliwe oko naszej doświadczonej współlokatorki stwierdziło, że to musi być kolejna specjalizacja. Być może, nie będę się spierać, bo Mimoza była mocno mimozowata. I mało aktywna, taka odtąd dotąd. Nic ponad to co konieczne. Z pewnością  można mieć do niej żal, że nie walczy o swojego pacjenta. Taki lekarz raczej dyżurny niż prowadzący, jeśli wiecie o co mi chodzi.
Ale ale. 
Po dobrych wynikach gastroskopii i USG kolejnego dnia, oraz po ostatniej naszej jakby wieńczącej współpracę rozmowie, kiedy mimoza stwierdziwszy brak wpływu przewodu pokarmowego na bezdechy poleciła skontaktować się z neurologiem, przypomniałam jej o tym, że jeszcze laryngolodzy mają tu swoje wątki. W końcu nie zapominajmy o tych nieszczęsnych wielkich podobno migdałach. No tak, tak... Trzeba o tym pamiętać... Dziękuję, do widzenia.

My tu z sąsiadką natychmiast gorący temat, rozkminiamy dalsze kroki jakie powinnyśmy poczynić i wyszło nam na to, że może by spróbować jeszcze właśnie w Centrum, może tu mają bliższe terminy. A tu za pół godziny wraca Mimoza i mówi, że ma dla mnie bardzo dobrą wiadomość - co prawda przygotowała już nasz wypis i "odkliknęła" nas w systemie (czyli możemy w każdej chwili przybytek opuścić) ale załatwiła nam jeszcze konsultację laryngologiczną. Być może uda się przyciąć szybciej te migdały ale tutejsi lekarze muszą osobiście zakwalifikować.

Karamba, myślałam, że ją ucałuję!

Formalnie więc wypisane poszłyśmy kanałami, jak to w CZD, na wizytę do laryngologa. W prawo, w lewo, windą, potem piwnicą, potem znowu w jedną i drugą i windą w górę i JUŻ byłyśmy na miejscu. Z pielęgniarką jako przewodnikiem to prościzna, wracać miałyśmy same.
Ale najważniejsze - pan doktor poczytał karty z Niekłańskiej, porozmawiał, zajrzał w gardło (oj duże) i zakwalifikował. A skoro mamy świeże badania to... na wtorek może być? 
TEN WTOREK?! 
CUDOWNIE!

No i wracamy do Centrum we wtorek a w środę zabieg. Wciąż jestem w szoku.
Musiałyśmy jeszcze oddać krew na ustalenie grupy co okazało się być nie takie proste po wykliknięciu z systemu. Trzeba było pojechać do laboratorium obsługującego poradnie. Trochę pozwiedzałyśmy dziś tego molocha.

Z pozoru zupełnie nieudany i stresujący pobyt w CZD okazał się mieć niesamowicie pozytywny skutek. O niedogodnościach jeszcze napiszę bo to co się dzieje we flagowym, uznawanym za najlepszy specjalistyczny ośrodek w kraju, zakrawa na skandal. Jeśli prawdą jest to czego się dowiedziałam. A jeśli nie to też skandal bo jak inaczej określić niemożność wykąpania niepełnosprawnego dziecka w takim miejscu? W miejscu do którego zjeżdżają najbardziej skomplikowane przypadki dziecięcych chorób i niepełnosprawności?

4 komentarze :

  1. AAAAAAAAAAAAA to trzymam kciuki za środę!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. :D jestem cały czas z Wami :) sercem i myślami :D całusy Kasia-Bajkasia- rozbiegane.... :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja się dołączam z tymi kciukami!

    A co do warunków, to chyba trzeba by było jakieś pisma słać, może nie skargi, ale prośby, wnioski, czy coś. I nie wiem, może wyżej, tzn. do NFZ albo do jakiegoś rzecznika praw pacjenta?

    OdpowiedzUsuń