Nie lubię już gdziekolwiek jeździć w tak zwane "gości" z Agnieszką. Nie lubię bo najczęściej akurat coś zaczyna ją boleć i albo lądujemy w oddzielnym pokoju co jeszcze nie jest takie złe bo mamy święty spokój. Gorzej jak nie ma gdzie się ulotnić na bok. Wtedy najchętniej natychmiast pakuję manatki. Dalsze uprawianie beztroskiego gościngu nie ma sensu ponieważ nie mam pojęcia czy nawet jeśli zapodam tabletkę przeciwbólową to ona zadziała.
A już najbardziej nienawidzę tych wszystkich pytań:
- A co ją boli? - A bo ja wiem?
- A w szpitalu nic nie znaleźli? - Nie znaleźli.
- A w szpitalu nie wiedzieli co boli? - Jakby wiedzieli to i ja bym wiedziała.
- A ona nie pokaże co boli? - Nie pokaże.
- A to tak często? - Ostatnio bardzo często.
I takie zupełnie bezsensowne są to gadki. Mnie wkurzają okrutnie ale i ten pytający najczęściej nie wie co właściwie ma w tej sytuacji powiedzieć, więc pyta... może głupio no ale co - tak nic nie powiedzieć jeszcze gorzej. I pół biedy jak pytający jest jeden ale jak jest cała zgraja, na dodatek na gazie...
Albo jak zamiast boleści jest malowniczy atak z przygryzieniem języka, krew się leje, ciocie bledną, wujkowie przerażeni, dzieci niemal mdleją. Na co to komu?
Nie wyrabiam, nie mam cierpliwości, nie chcę się nigdy więcej gościć i tyle.
Ostatnio bezczelnie wymigałam się z urodzin teścia. Sama myśl, żeby nie pakować się w rozbawiony tłum wesołych biesiadników urodziła się we mnie kiedy teść poinformował mnie, że w tym roku nic nie będę przygotowywać tylko będę się bawić. Bo w zeszłym roku się narobiłam, potem cały wieczór spędziłam w kuchni a Ojciec z Młodą w osobnym pokoju bo coś bolało. Tym razem więc on załatwił inne chętne kucharki (czytaj: cioteczki) a my mamy korzystać z uroczego wieczoru. Taaa....
Już pomijam fakt, że nie czułabym się najlepiej jako ta synowa co to tylko siedzi i macha nóżką podczas gdy żeńska część dalszej rodziny smaruje do kuchni wte i nazad, to doskonale wiem, że Młoda nie znosi takiego gwaru i hałasu i ona z pewnością się nie ubawi. A ja będę siedzieć i się denerwować. No więc jaki to ma sens ja się pytam? Wysłałam w delegacji Ojca, który miał okazję na luzie sobie posiedzieć, pośmiać się, pogadać.
My się już w gościnę po prostu nie nadajemy. Wiem, że są sytuacje kiedy być może nie wypada się nie pojawić. Być może. Ale coraz trudniej mi nie być tą wredną aspołeczną babą i w tych sytuacjach się pojawiać. Bo co - żeby ludzie nie gadali? Naprawdę coraz gorzej znoszę te wszystkie pytania bo nawet kiedy nic nie boli zawsze ale to zawsze pojawiają się pytania lub stwierdzenia: "ojej, ona chyba się denerwuje", "ojej ale ona chyba wszystko rozumie" lub wręcz odwrotnie - "ojej, ale ona chyba niewiele rozumie" i to ona i ona...
Odpuściłam więc huczną imprezę ale do dziadka, szczególnie że ostatnio był Dzień Dziadka, pojechać trzeba. Zrobiłam więc obiad i z tym obiadem udaliśmy się wczoraj w gości spokojne - tylko my i teść. I co? Po pół godzinie Młoda zaczęła tańczyć, znów coś boli. Czy to tak ma być na złość czy jak? Oczywiście nie mam bladego pojęcia co bolało. Zjedliśmy czym prędzej obiad na raty i odwrót do domu.
W domu jazda przez dwie godziny, tabletki, masaże, maści.
Dziś byliśmy na kontroli u neurologa. Wizyta trwała godzinę, przepraszam kolejnych pacjentów, którzy chyba pod gabinetem zjedli paznokcie do łokci. Ale zanim opowiedziałam zdarzenia ostatnich czterech miesięcy - a działo się, oj działo - oraz opowiedziałam jaka poruta wyszła z wprowadzaniem Topamaxu, to się zeszło... Myślałam, że dostanę po łbie za samowolne grzebanie w lekach, w końcu wypieprzyłam ten Topamax przecież a przy okazji wywaliłam jeszcze pół dawki innego leku ale skoro jest bez zmian to i ostatecznie ustaliłyśmy z panią doktor, że spróbujemy wywalić jeszcze ćwiarteczkę. Git, będzie zdrowsza wątroba.
Po powrocie do domu, o 10 rano, miałyśmy jeszcze wskoczyć pod kołderkę na godzinkę czy dwie bo w końcu wstałyśmy o jakiejś nieprzyzwoitej doprawdy porze ale zgadnijcie co (guess what!) - zaczęło coś boleć.
Słowo daję, że idzie sobie strzelić w łeb. Z bezsilności.
Ps dla Zainteresowanych: Pojawiła się aktualizacja w zakładce Czytanie.
Nie wiem, co napisać.
OdpowiedzUsuńKażde słowo bez sensu.
Podbijam kartę obecności.
:*
dzyń :*
UsuńDoskonale rozumiem Twoją niechęć do goszczenia się, do wyjaśnień idiotycznych, do bólu nieuzasadnionego... a jak oddychanie??
OdpowiedzUsuńBez zmian, no może ciut lepiej...? Albo przywykłam.
UsuńNie musisz nikomu absolutnie nic tłumaczyć, dlaczego nie bywasz. Bo tak i niech się domyślają.
OdpowiedzUsuńProblemu bólu, na który rady nie ma, ogromnie współczuję.
A jaka poradnia leczenia bólu by cos nie wymyśliła ?
OdpowiedzUsuńMoże by coś wymyśliła jakby zlokalizowała skąd pochodzi ból. W tym cały problem.
Usuń