czwartek, 25 grudnia 2014

w domu

Zdążyłyśmy przed Wigilią. Wyszłyśmy popołudniem dzień wcześniej.

Co mogę powiedzieć o konkluzjach. 
Ostatecznie stanęło na tych migdałach i krztuścu. Nasz prowadzący skonsultował się z, jak to określił - "zakaźnymi" i znaleźli jeden antybiotyk starej dosyć daty, którym Młoda może przeleczyć tego krztuśca bez uszczerbku na swoim słabawym serduszku.
Co do operacji zmniejszenia migdałów to dostałyśmy skierowanie do szpitala i z nim mamy się zgłosić 7 stycznia na ostateczną konsultację laryngologiczną. Po niej zostaniemy wpisani na listę rezerwową oczekujących na zabieg. Chodzi o to, że do takiej operacji trzeba być idealnie zdrowym a dzieci z przerośniętymi migdałami (i innymi tego typu problemami) często chorują i wypadają z kolejki. To jest dopiero czad nie? Jesteś zapisana w kolejce na taki dajmy na to październik, czekasz cierpliwie zdychając wiele miesięcy, a tu tuż przed godziną zero lekko zagorączkujesz i po ptokach...
No więc my, z tego co zrozumiałam, będziemy czekać aż się komuś noga powinie. Wtedy do nas zadzwonią i wskoczymy na miejsce nieszczęśnika. Myślę, że to wszystko co mógł dla nas zrobić nasz prowadzący.

Chory ten nasz system opieki zdrowotnej a nasz minister zdrowia jeśli się akuratnie nie ukrywa i zechce przemówić do ludu, to mówi właściwie wyłącznie o Kaczafim, jaki to on zły i że każde nieszczęście na tym świecie to jego wina. Chciałabym choć raz posłuchać ministra zdrowia, który gada merytorycznie. Tylko, że to jest niestety niemożliwe bo on nie ma nic sensownego do powiedzenia, żadnych propozycji i rozwiązań, dlatego w interesie ministra zdrowia (i całej reszty ministrów) jest oby Kaczafi żył wiecznie bo będzie o czym wciskać kit przynajmniej.

A w szpitalu, na oddziale pediatrycznym, w centrum stolicy europejskiej a nawet w samej Matce Unii jest tak:






To jest nasza izolatka. Jak tam weszłam i zobaczyłam ten sinozielony kolor lamperii, wnet wpadłam w depresję. Oczywiście kiedy się porozkłada swoje graty, kocyk czerwony i kolorowe potrzebne pierdolety, robi się ciut przyjaźniej. Jak się jeszcze pomyśli, że dobrzy uwrażliwieni na naszą sytuację ludzie skierowali nas właśnie do izolatki a w innych salach na tej samej przestrzeni stoją cztery dziecięcej łóżeczka pod którymi w nocy śpią cztery umęczone matki to depresja nieco odpuszcza. Ale to dalej jest głęboki PRL i żyrandol mający kilkadziesiąt lat, stawiam na 40. Jedna z miłych pielęgniarek powiedziała mi, że ona kompletnie nie wie jak ci wszyscy rodzice funkcjonują w tych warunkach. To jest nieludzkie. Przepisy i regulamin, który musiałam podpisać też jest nieludzki. Zabrania siadania na łóżku dziecka, nie mówiąc już o polegiwaniu, np. w celu wspólnego poczytania książeczki. Zabrania się wnoszenia gorących napoi w otwartych naczyniach - jasne, przy takim tłoku małych tuptusiów nietrudno wylać któremuś wrzątek na głowę. Itd.itd...



Jedna z lekarek pożyczyła mi swój prywatny pulsoksymetr i miałam nowe hobby:


Wszystko było dobrze dopóki Aga była przytomna, ale jak tylko zasypiała...


Czyli generalnie nie zmieniło się nic - bezdech jak był tak jest. Jesteśmy mądrzejsi o wiedzę o krztuścu, np. taką, że cztery dawki szczepionki, którą Młoda wzięła w swoim czasie można se tylko posolić bo działają przez pięć lat.

I tak o. Dalej sobie nie śpimy a dodatkowo przyjmujemy antybiotyk co 6 godzin. A wiecie, że pora podania przypada zawsze, no ZAWSZE na moment kiedy właśnie zamyka mi się oko, nie?

Wigilię spędziliśmy u mojego brata. Dzięki dzieciakom było nawet wesoło, pośpiewaliśmy kolędy przy gitarze. Ale Aga wymęczona, poważna, smutna. Ciężko było mi ją rozweselić. A może wiek też już robi swoje - nastolatki nie śmieją się jak głupi do sera nie?


Zdrowych, spokojnych Świąt Wam życzymy!

10 komentarzy :

  1. I dla Was spokojnych i duzo , duzo zdrowia i fizycznego i psychicznego w tym chorym kraju ...
    a Jezus, który się rodzi
    niech Miłującym Sercem
    ogarnie Wasze codzienne sprawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaliczyliśmy kilka szpitali dziecięcych i o ile mogę, z trudem, zrozumieć brak środków na odmalowanie ścian, to durnych regulaminów pojąć nie mogę. Na każdym oddziale inaczej. Na jednym możesz spać z dzieckiem w łóżku, na innym musisz pod łóżkiem, na kolejnym tylko na łóżku polowym, na kolejnym w ogóle poza pokojem dziecka. Bo tak się ordynatorowi albo głównej pielęgniarce uwidziało. Na jednym z oddziałów nie można było jeść/pić ciepłych rzeczy. Dlaczego nie da się ustalić jednolitych zasad dla wszystkich?
    W każdym razie super, że jesteście w domu, spokojnych świąt. Mam nadzieję, że po wyleczeniu ksztuścia poprawi się małej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tym samym szpitalu na innym oddziale jest już zupełnie inaczej - można właściwie wszystko. Po co utrudniać życie tym biednym rodzicom? No chyba, że to dotyczy bezpieczeństwa ale takie polegiwanie z dzieckiem na łóżku - kompletnie nie kumam sensu.

      Usuń
    2. To wyobraź sobie MOA ile bakterii i innych świństw zbierasz na ciuchach - wizyta w toalecie i otarcie się spodniami o np. ścianę (spłukanie otwartego kibla wyrzuca prysznic bakterii kałowych w promieniu 2 m), nieumyte ręce i bum do kieszeni, publiczne krzesło, komunikacja itd. Chcą uniknąć wnoszenia tego na pościel, skąd trafi do rąk a z rąk może łatwo do buzi.

      Usuń
    3. myślisz, że dzieci leżą tam cały dzień w sterylnej pościeli? a taki rodzic tylko im na tę pościel przynosi miliony bakterii...?
      sorry, nie przekonuje mnie ten argument. dzieci wycierają się z nudów po podłodze całe dnie (jeżdżą samochodzikami i takie tam), chodzą do wspólnej toalety na korytarzu oraz wspólnej umywalni. żyją wspólnie z rodzicami na oddziałach wraz z pierdylionami bakterii.
      to są po prostu przedziwne zakazy rodem z minionej epoki, które żadnego sensu nie mają.

      Usuń
  3. milych swiat,spokojnych,Magdalena

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego się nawet normalnie skomentować nie da. Zawsze brak mi słów na absurdy, które opisujesz. A żyrandol pamiętam z podstawówki.
    (adres bloga zmieniłam)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mowy nie ma, żebym nie polegiwała, cały dzień (i noc) na krzesełku!! phi!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. nie wiem Moa, czy to Cię pocieszy, ale u nas też raczej smutnawo angina(ja), zapalenie tchawicy(Misia), rotawirus(rodzinnie) - po prostu kolędowanie jak ślak jaśnisty, każdy we własnym sosie:(
    Pojechałam tylko do Siostry i Mamy na 3 sekundy, zawieźć żarcie, bo przecież Sis nie bałdzo, nie bałdzo rwie się do gotowania, ot taka przypadłość - może robić wszystko, ciasta piecze cudne, sałatki i wszelkiego rodzaju przystawki pyszne, ale poważne gotowanie nie dla Niej. Ale jak to Ona mawia - ma od tego ludzi ;) Mnie, krótko mówiąc!

    Zdrowia dla Was i cierpliwości!
    a zdjęcia...mój Jezuniu! XXI wiek a w tym śpitalu jak za ciężkiej i głębokiej komuny:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomyślności na Nowy Rok! Zdrówka dla młodej!

    OdpowiedzUsuń