Kolejna fatalna noc. Choć jakby minimalnie lepsza.
Od rana poszukiwałam laryngologa i po iluśtam telefonach, kontaktach od koleżanek udało mi się umówić prywatnie wizytę u jakiegoś pana.
Po 13-tej znowu przyleciała Doktor A., złota kobieta. Osłuchała, pozaglądała w gardło - niby wszystko gra, na oko okaz zdrowia ale niech no tylko się to oko zamknie... zaczyna się jazda. Ostatecznie po mojej histerii i tupaniu nóżkami ustaliliśmy, że jeśli dzisiejsza noc będzie taka sama i ani trochę lepsza, jutro jedziemy na ostry dyżur.
Słabo mi.
A potem pojechaliśmy do laryngologa. I aż się boję, bo zabłysnęło światełko w tunelu. Facet obśmiał ten antybiotyk, który właśnie dziś skończyliśmy. Stwierdził, że niestety każdy pediatra widząc takie gardło zapisałby antybiotyk a to na nic a nawet niestety pogorszyło sprawę. Bo mamy totalnie wysuszoną śluzówkę a jednocześnie jeden wielki zalegający glut w postaci drożdżaka.
Plan jest taki: zaczynamy nowy antybiotyk (na te drożdże i padło magiczne słowo GRZYBY) oraz jakiś syrop, oraz sterydy do nosa żeby udrożnić, oraz nystatynę do pastowania buzi żeby zabić gluta. To powinno pomóc.
W styczniu zjawiamy się ponownie i w zależności od sytuacji - albo leczymy się dalej albo robimy jakieś to badanie kamerką przez nos (fiberoskopia) żeby się dowiedzieć co tam słychać u migdałków. Ostatecznie facet powiedział, że istnieją jakieś zabiegi poprawiające anatomię jamy ustnej (piszę takie ogólne bzdury bo nie wiem jak się to fachowo nazywa), która u Młodej bardzo sprzyja bezdechowi. Gotyckie podniebienie i takie tam.
Jeżu drogi. Ja czułam, że mimo najlepszych chęci ten antybiotyk to kompletnie był od czapy. Tak bardzo bym chciała żeby nasz nowy spec miał rację (facet około 50-tki, mam nadzieję z doświadczeniem), żeby jakimś cudem te specyfiki zadziałały (kosztowały dwie stówy, no halo) i żeby się okazało, że mamy do czynienia z czymś co się po prostu da leczyć. Bo to jest moja największa fobia - że to rettmonster atakuje i mamy gówno do gadania. Że cały ten bezdech ma podłoże neurologiczne a wtedy jesteśmy niestety w ciemnej dupie.
Ale może jednak nie...? Proszę, proszę żeby się okazało, że strach ma wielkie oczy. Że możemy podziałać jakimiś tajemnymi sztuczkami laryngologicznymi, a choćby nawet i "liftingiem" jamy ustnej jak to nazwał Laryngospec i wszystko dobrze się skończy. Wrócimy do swojego normalnego, spokojnego, nudnego do wyrzygu życia.
Po wizycie musiałam wszystko dokładnie przemyśleć oraz przewietrzyć głowę, dlatego Młoda z Ojcem wróciła do domu samochodem, na przednim siedzeniu, z Tatulkiem za rączkę zaśmiewając się w głos, a ja... z buta. Dziesięć kilometrów szurania przez miasto, wczesny dość ciepły wieczór, świecące festyniarskie buty (wszystkie dzieci moje! - mamo, mamo ale ta pani ma fajne buuuutyyyy) i od razu odrobinę mi lepiej.
Oby noc była spokojna. Bardzo proszę.
tak se świecę po nocy
Oby była! Trzymam kciukasy i z całego serca życze!!
OdpowiedzUsuńSama aktualnie zdycham na zapalenie krtani/tchawicy ew cholera wie czego co utrudnia mi oddychanie i w związku z czym wpędza w lekutką panikę (ale ja po całości panikarz i hipochondryk jestem ) więc nie próbuję sobie nawet wyobrazić co przeżywasz przy takiej Agi bezdechowej akcji :(
Ps. buty czaderskie :))
Ach żeby tak można było przejąć tę dychawicę...
UsuńZa kciuki jestem niezmiernie wdzięczna, jak zawsze :)
Ja jednak wszelkie interwencje chirurgiczne traktowałabym jako ostateczną ostateczność. Kiedyś sporo czytałam na temat bezdechu i teraz nie chciałabym zmyślać, bo dobrze nie pamiętam, ale coś mi tam świta, że pisali, że operacyjne leczenie mało jest skuteczne. Jedynie to urządzenie, o którym wspominałam, daje dobre rezultaty.
OdpowiedzUsuńhttp://www.airliquidesante.pl/pl/dla-pacjentow/obs-3/aparaty-cpap.html
Eva, ja też jestem daleka od zastosowania noża, jak najbardziej. Lifting gardła brzmi kosmicznie, nawet jeśli widziałam go na obrazkach. Kategoria - absolutna ostateczność.
UsuńJednak podoba mi się, że jest jakiś plan. Że teraz robimy to a w zanadrzu mamy jeszcze tamto a nawet inne tamto. To mnie uspokaja. Choć trochę. Najbardziej bowiem pragnęłam, żeby mi ktoś powiedział co mam robić, jakie mam opcje, jakiś konkret. Jakieś światło, w kierunku którego mam iść.
Wydaje mi się, że doskonale Cię rozumiem. Poza tym wiem, że mądra z Ciebie matka/kobieta. Ściskam :) x
UsuńJa Ci powiem, ja coś czuję, że to może być dobry trop. Jest glut, czyli coś jest, to ważne. I on może być drożdżowy. Mąż swego czasu miał zapalenie ucha, nie bolało bardzo, ale puchło tak, że się dziurki uszne zatykały i facet głuchł! Kiedy już prawie nie było prześwitu dostał skierowanie do laryngologa. No i bingo! Maślaki, prawdziwki i inne purchawy, na tony! Wyszedł z tego po tygodniu, miewa nawroty, ale wie, co robić.
OdpowiedzUsuńŻyczę Wam tych grzybów całe wiadra, bo z tego jest wyjście! Ściskam, całuję, raportuj w wolnej chwili:***
No dziewczyny :) tera to już dobrze będzie :D Grzybów się pozbędziecie i gra gitara:)
OdpowiedzUsuńA butów to ja zazdraszczam.
Ja Kasia-Bajkasia- Rozbiegana....
:)
A teraz przede mną ulubiony moment.
Będę udowadniała, że nie jestem maszyną- zawsze mam lekkiego stresa, czy podołam :)
całusy
Się dołączam - z bardzo, bardzo mocno zaciśniętymi kciukami!!!
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze. Grunt to trafić na lekarza, który dokonuje własnej oceny, a nie tylko powtarza diagnozy innych.
OdpowiedzUsuńcymię cymię aż mnie bolą!;)
OdpowiedzUsuńCzy to świecące to są Twoje buty? Jeżeli tak, to zdradź sekret skąd. Moim niespełnionym marzeniem z dzieciństwa są świecące butki.
OdpowiedzUsuńI jestem matoł (Ktoś od gluta, nie mogę przez konto gmailowe wysyłać komentarzy - duszek_zly jestem), Aga jest ze Spektrum, a to niestety lubi grzyby (pozdrawiam z nad tego samego aplikatora). Można też zbadać kał na candidę albo zrobić wymaz i próbować skierowanego odgrzybiania po posiewie. O ile to możliwe, to warto przyciąć cukry w diecie, bo łatwiej tłuc dziada.
Trzymam kciuki za Was :)
PS Aga też ma boskie buty :)
To świecące to tylko takie opaski, nie buty niestety. Pozdrawiamy Duszka :)
Usuń