środa, 19 listopada 2014

zdycham, psychicznie i fizycznie

Nawrót infekcji to chyba na szczęście był fałszywy alarm. I to jedyna dobra wiadomość.

Kolejne złe wymagają małego wprowadzenia.
Na ostatniej wizycie u neurologa nasza pani doktor zmartwiła się mocą i ilością ataków Młodej, więc namówiła mnie na małą manipulację w lekach. 
"Namówiła", ponieważ wiedziała doskonale, że leku który chciała zaproponować na podmiankę boję się jak diabeł święconej wody albowiem znam jego skutki uboczne. Topamax. Lek, który otępia a ja nawet za cenę ataków nie chciałabym Agnieszce wyłączać kontaktu z życiem.
"Na podmiankę", albowiem miałyśmy nowy wprowadzić za ostatnio wprowadzony, który w różnych dawkach kompletnie się nie sprawdził. Po mojemu jest zbędny bo nie wniósł pozytywnych zmian.
Baza zaś się nie zmieniła.

Zgodziłam się na tę próbę z Topamaxem bo dawka miała być minimalna, właściwie śladowa a może jakoś pozytywnie namiesza...

Ale minął miesiąc wrzesień bez ataków, potem minął październik bez ataków, potem minęły dwa tygodnie listopada i nie miałam powodu mieszać w lekach - po co, skoro jest dobrze jak jest. A może już tak zostanie..?
Nie ma zmiłuj, jak już pisałam pojawiło się to zło w czystej postaci.
Czyli nadszedł czas na mieszanie.

Od niedzieli podaję ten cholerny Topamax i od niedzieli nie bardzo mam jak pogadać z własnym dzieckiem bo śpi. I to śpi tak twardo, że można ją sadzać, stawiać, czesać (do tej pory sposób na pobudkę niezawodny) i nic. Najpierw złożyłam ten stan na karb zmęczenia poatakowego ale mija czwarty dzień i ze szkoły wraca wrak człowieka, jak po robotach w kamieniołomach.
Napisałam zapytanie do szkoły w tej sprawie i czekam co jutro odpiszą. Jeśli w szkole też głównie śpi lub jest zmęczona czy mało przytomna - wypieprzam to gówno za okno, przysięgam.

A poza tym to jestem chora. Mocno przeziębiona w sensie. I tak już od tygodnia chyba. Zaczynam się zastanawiać czy moja latorośl to tak ciężko i powoli wychodzi z infekcji bo ma Retta czy po prostu ma to po mamusi. Bo Ojciec już trzy razy się wyleczył a ja siąpię, kaszlę, smarkam, zdycham. I biorę te wszystkie specyfiki od dochtorów plus te od błogosławionej Danuty, wyczytane gdzieś w mądrych książkach o zdrowym życiu. Ostatni hit - szałwia zaparzana mlekiem. Da się wyrzygać.
No więc wypluwam se te płuca a tu nagle wtem! odezwała się moja szczątkowa ósemka. Oto postanowiła, że ma dość ignorowania z mojej strony i natentychmiast żąda rozstania. Świetnie.

Musiałam więc umówić się wczoraj na cito z moim ulubionym dentystą, chirurgiem szczękowym tudzież. Tylko do niego mam zaufanie bo to chłop 190 wzrostu, parę w łapach ma i jest szansa, że nie zostawi roboty w połowie jak to niektórym paniom słyszałam się zdarza (znacie te opowiadane historie o rwaniu ósemek c'nie?), ba, istnieje duża szansa granicząca z pewnością, że silny chłop rozprawi się z tym fantem szybko i sprawnie.
A poza tym mój dentysta nie należy do nabzdyczonych ważniaków, jest luzakiem, lubię jego poczucie humoru.
Duży doktor Wojtek spojrzał mi w paszczękę i stwierdził - nie ma co, robimy.
Znieczulił na ament, a kiedy nadejszła TA chwila mówi do mnie - Przepraszam, że tak sapię, w robocie jestem.
I za to go kocham. I jeszcze za to, że załatwił mnie w minutę a na pożegnanie rzucił wesoło: Papatki!

No i zdycham, psychicznie i fizycznie. Boli. I to i to.
Czy to już koniec czarnej serii?

Ps. I nie muszę mówić, że w związku z gruźlicą i lochą po ósemce wciąż nie biegam? I ciekawe kiedy pobiegam. A skoro nie biegam to dziergam. I tyję. Tyję i dziergam. Tym razem kocyk do nowego wózka. Pokazać?


7 komentarzy :

  1. oj współczuwam wszystkich plag i twoich i Agnieszki:( Co do mieszania w lekach znam ten strach i wewnętrzny sprzeciw -własnie jestesmy na etapie zmiany leków (na piii...onego Touretta) u Justyny i jestem cała zeschizowana jak to się uda:/
    Kocyk śliczności, moje ulubione kolory:) Zazdraszczam talentu, w drutach i szydełku nie wyszłam poza łancuszek ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mój chirurg od usunięcia zatrzymanej ósemki to tez luzak, wiesz jak wygląda jego tablica rejestracyjna? DR ZOMB :) Miszczu w wydłubywaniu zębów. A topamax też przerabialiśmy, z tym, że wrażenia nie zrobił żadnego. Może ta śpiączka to od pogody tylko... Może minie, czego szczerze życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde... Tak bym czasem chciała wiedzieć z kim gadam... :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratulacje z powodu pozbycia się ósemki, efekt powinien być trwały;)
    Co do senności... może to tylko listopad??
    Co do Twojego chorowania... może Twój organizm ma dość tych przewlekłych stresów? I wziął sobie urlop??

    OdpowiedzUsuń
  5. O Ty bido :( Weź już te złe wszystkie wyciep przez okno :D
    :D
    To ja :D Kasia ... Kurna, że też nie umiem to się wpisać jak człowiek, co by było widać,że ja to ja :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytam i czytam i słów mi brak na to wszystko... pamiętasz, jak Gałczyński pisał: "za duży wiatr na moją wełnę"?
    Czasem tak o Was myślę...
    Całuję I przytulam:***

    OdpowiedzUsuń