Trzy tygodnie temu zupełnie nie wyobrażałam sobie powrotu do naszego starego życia sprzed pójścia do szpitala. Powrotu do zwykłej rutyny dnia codziennego - Młoda do szkoły, my do pracy, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, jakieś tam plany na święta, ferie zimowe, wakacje...
Trzy tygodnie temu popełniłam taki oto dość rozpaczliwy a na pewno pełen nerwów wpis na Facebook'u:
Mam
to ogromne szczęście, że jestem pracującą zawodowo matką
niepełnosprawnego dziecka. Każda taka specmatka wie, jak trudno jest
podjąć pracę a potem ją pogodzić z opieką nad dzieckiem. Mnie się udało
bo pracuję 5 minut od domu a więc nie tracę czasu na dojazd, mój dzień
roboczy to jakieś 5 a nie 8 godzin pracy no i mam babcię, która swój
wiek już ma, jednakowoż bez jej pomocy mogę zapomnieć o pracy.
W polskim prawie nie przewidziano żadnych ulg dla nas - tak samo długo czekamy w kolejkach do lekarzy, mamy tyle samo dni na opiekę i nikogo nie interesuje, że niepełnosprawne dziecko po czternastych urodzinach nie staje się nagle cudownie samodzielne i 14 dni zwolnienia na opiekę nad dzieckiem może nie wystarczyć. Ono samo nie pochoruje sobie w domu, nie weźmie tabletek i nie polata po necie z uciechą, że ma wolną głowę od starych. Co robi wtedy pracująca matka?
Skąd bierze wolne dni, żeby oblecieć ze swoim dzieckiem wszystkich potrzebnych specjalistów? W naszym przypadku to: neurolog, gastrolog, ortopeda, nefrolog, kardiolog, ginekolog a bywał również endokrynolog. Na każdą wizytę trzeba wziąć dzień wolny. Czasem uda się połączyć razem wizyty u dwóch specjalistów ale są to bardzo rzadkie przypadki bo wiadomo - kolejki, swoje trzeba odstać.
A co kiedy takie dziecko trafia prawie na dwa tygodnie do szpitala? Czy ktoś pyta siedzącą z nim 24h na dobę matkę czy pracuje, czy może zwolnienie jakieś potrzebuje? No nie pyta, psa z kulawą nogą to nie interesuje. A tu akurat matka potrzebuje tego zwolnienia tylko, że go wziąć nie może bo jest prawie koniec roku i szalony limit 14 dni został dawno wyczerpany. Ach jak to dobrze, że matka ma fiu-bździu w głowie i biega, to se nogę skręciła i dostała na nią zwolnienie. Inaczej musiałaby zostawić na łaskę czy niełaskę swe niepełnosprawne dziecię w tym szpitalu? Na to wygląda.
A tu jakaś pańcia wznosi się na ANTYPODY głupoty i mi opowiada głodne kawałki o rynku pracy. Mówi to pracującej matce, która właśnie się zastanawia jak u licha wrócić do pracy ze zwolnienia bo dziecko wciąż chore choć dopierutko powróciło szczęśliwie ze szpitala, noce nieprzespane bo wciąż coś boli, a matkę boli tylko noga bo zamiast okładać ją lodem i nie obciążać poskakała sobie przy dziecku w szpitalu.
Ta pańcia mi mówi, że ja zaraz skażę się na wyjście z rynku pracy! Taka jestem nierozumna, że się sama skażę.
"No widzi pani, w tym mamy ten duży kłopot, o którym mówię, bo tego rodzaju postawa, w której, proszę mi wybaczyć sformułowanie, w którym skazują się rodzice na wyjście, kompletne wyjście z rynku pracy, uważają, że tylko ten sposób zapewni ich dziecku właściwą opiekę, są w jawnym... na antypodach tego, co proponują zupełnie inne organizacje, które mówią: nie wolno zamykać siebie i dziecka, na całe życie skazywać wyłącznie na siebie samych..."
To ja jestem głupia bo się zaraz skażę a co dopiero te matki, które nie pracują. Kobiety! Weźta się do roboty wreszcie!
Mało tego, ta pańcia dokonuje bardzo brzydkiej manipulacji i próbuje wmówić słuchaczom, że te matki/rodzice są nie tylko głupi ale i zawistni! Nic nie robią tylko się kłócą między sobą i knują! I to dlatego nasi władni do tej pory zrobili w ich sprawie całe okrągłe NIC. Bo niechże się pańcia nie kompromituje i nie zalicza w poczet własnych zasług podniesienie świadczenia pielęgnacyjnego. Gdyby nie ci głupi rodzice, którzy kosztem własnej godności, narażając się na krytykę społeczeństwa, na których różne hieny starały się zbić swój kapital polityczny, gdyby ci głupi rodzice nie zalegli na sejmowych korytarzach - dostali by znowu tylko puste obietnice i na deser bełkot takiej pańci.
Kto ma nerwy na postronkach i takie życzenie to niech sobie posłucha
...i tu wywiad, który doprowadził mnie do białej gorączki...
Trzy tygodnie temu myślałam, że będę musiała zwolnić się z pracy bo skoro nie udało nam się znaleźć źródła bólu/niebólu to nawet jak Młoda wróci do szkoły to będą do nas dzwonić co moment z żądaniem zabrania cierpiącego dziecka do domu. A zwalniając się co chwilę pracować się nie da.
A potem zaczęło być lepiej, wyszła ta infekcja intymna, którą natychmiast zaczęliśmy traktować lekami i nagle zrobiło się spokojnie. Zapalenie płuc po zmianie antybiotyku zaczęło się cofać, Aga uwolniona od męki świądu zaczęła się uśmiechać.
Dygresja - moim ulubionym zaklęciem dla złych człowieków było zawsze powiedzenie "obyś miał świerzb na głowie i krótkie ręce, niczego ci nie życzę więcej". Ot niewinna, fajna a nawet humorystycznie brzmiąca klątwa, prawda? No więc bójcie się świerzbu gdziekolwiek, bo jeśli nie będziecie mogli się podrapać przeżyjecie męki o jakich się wam nie śniło.
Rettmonster dostarcza wyłącznie najbardziej wyrafinowanych tortur.
Minął pierwszy, co prawda skrócony ale tydzień, w którym wróciliśmy do swoich obowiązków. Może nie wszyscy bo Ojciec się dość mocno przeziębił i dla odmiany to on został w domu. Młoda poszła do szkoły od środy i trafiła na same przyjemności - wycieczkę do pracowni ceramicznej gdzie kompletnie nie uszanowali nowego wózka i bez litości go zmasakrowali jakąś gliną, oraz na wycieczkę do SPA, po której wychowawczyni napisała w zeszycie kontaktowym - dzień bardzo udany, na masażu stóp Aga była bardzo zrelaksowana, na basenie leżała uśmiechnięta pod palmą.
Boże, Boże, Bożęko, czego chcieć więcej...
A w piątek odebrałam sms ze szkoły o treści: proszę sprawdzić czy Aga nie ma jakiejś infekcji intymnej, nie chcę tego pisać w zeszycie.
?????
Włosy mi się zjeżyły na głowie i wszystkie fiutki na całym ciele.
Wygląda na to, że 12 dni aplikowania leków poszło psu w dupę. Infekcja wróciła. Albo się wzięła nowa, nie wiem. Muszę teraz jakoś dzwonić znowu do ginekologa i mieć nadzieję, że w miarę szybko uda się załatwić albo wizytę albo receptę.
Poza tym dziś po dwóch i pół miesiąca spokoju pojawiły się dwa ataki epi. A już było tak pięknie....
Poza tym wciąż nie mogę biegać bo po 5 tygodniach przerwy kompletnie nie mam mocy a poza tym sama się przeziębiłam i nie mając możliwości wypuszczenia pary spod pokrywki trochę wpadam w histerię wiecie?
W polskim prawie nie przewidziano żadnych ulg dla nas - tak samo długo czekamy w kolejkach do lekarzy, mamy tyle samo dni na opiekę i nikogo nie interesuje, że niepełnosprawne dziecko po czternastych urodzinach nie staje się nagle cudownie samodzielne i 14 dni zwolnienia na opiekę nad dzieckiem może nie wystarczyć. Ono samo nie pochoruje sobie w domu, nie weźmie tabletek i nie polata po necie z uciechą, że ma wolną głowę od starych. Co robi wtedy pracująca matka?
Skąd bierze wolne dni, żeby oblecieć ze swoim dzieckiem wszystkich potrzebnych specjalistów? W naszym przypadku to: neurolog, gastrolog, ortopeda, nefrolog, kardiolog, ginekolog a bywał również endokrynolog. Na każdą wizytę trzeba wziąć dzień wolny. Czasem uda się połączyć razem wizyty u dwóch specjalistów ale są to bardzo rzadkie przypadki bo wiadomo - kolejki, swoje trzeba odstać.
A co kiedy takie dziecko trafia prawie na dwa tygodnie do szpitala? Czy ktoś pyta siedzącą z nim 24h na dobę matkę czy pracuje, czy może zwolnienie jakieś potrzebuje? No nie pyta, psa z kulawą nogą to nie interesuje. A tu akurat matka potrzebuje tego zwolnienia tylko, że go wziąć nie może bo jest prawie koniec roku i szalony limit 14 dni został dawno wyczerpany. Ach jak to dobrze, że matka ma fiu-bździu w głowie i biega, to se nogę skręciła i dostała na nią zwolnienie. Inaczej musiałaby zostawić na łaskę czy niełaskę swe niepełnosprawne dziecię w tym szpitalu? Na to wygląda.
A tu jakaś pańcia wznosi się na ANTYPODY głupoty i mi opowiada głodne kawałki o rynku pracy. Mówi to pracującej matce, która właśnie się zastanawia jak u licha wrócić do pracy ze zwolnienia bo dziecko wciąż chore choć dopierutko powróciło szczęśliwie ze szpitala, noce nieprzespane bo wciąż coś boli, a matkę boli tylko noga bo zamiast okładać ją lodem i nie obciążać poskakała sobie przy dziecku w szpitalu.
Ta pańcia mi mówi, że ja zaraz skażę się na wyjście z rynku pracy! Taka jestem nierozumna, że się sama skażę.
"No widzi pani, w tym mamy ten duży kłopot, o którym mówię, bo tego rodzaju postawa, w której, proszę mi wybaczyć sformułowanie, w którym skazują się rodzice na wyjście, kompletne wyjście z rynku pracy, uważają, że tylko ten sposób zapewni ich dziecku właściwą opiekę, są w jawnym... na antypodach tego, co proponują zupełnie inne organizacje, które mówią: nie wolno zamykać siebie i dziecka, na całe życie skazywać wyłącznie na siebie samych..."
To ja jestem głupia bo się zaraz skażę a co dopiero te matki, które nie pracują. Kobiety! Weźta się do roboty wreszcie!
Mało tego, ta pańcia dokonuje bardzo brzydkiej manipulacji i próbuje wmówić słuchaczom, że te matki/rodzice są nie tylko głupi ale i zawistni! Nic nie robią tylko się kłócą między sobą i knują! I to dlatego nasi władni do tej pory zrobili w ich sprawie całe okrągłe NIC. Bo niechże się pańcia nie kompromituje i nie zalicza w poczet własnych zasług podniesienie świadczenia pielęgnacyjnego. Gdyby nie ci głupi rodzice, którzy kosztem własnej godności, narażając się na krytykę społeczeństwa, na których różne hieny starały się zbić swój kapital polityczny, gdyby ci głupi rodzice nie zalegli na sejmowych korytarzach - dostali by znowu tylko puste obietnice i na deser bełkot takiej pańci.
Kto ma nerwy na postronkach i takie życzenie to niech sobie posłucha
...i tu wywiad, który doprowadził mnie do białej gorączki...
Trzy tygodnie temu myślałam, że będę musiała zwolnić się z pracy bo skoro nie udało nam się znaleźć źródła bólu/niebólu to nawet jak Młoda wróci do szkoły to będą do nas dzwonić co moment z żądaniem zabrania cierpiącego dziecka do domu. A zwalniając się co chwilę pracować się nie da.
A potem zaczęło być lepiej, wyszła ta infekcja intymna, którą natychmiast zaczęliśmy traktować lekami i nagle zrobiło się spokojnie. Zapalenie płuc po zmianie antybiotyku zaczęło się cofać, Aga uwolniona od męki świądu zaczęła się uśmiechać.
Dygresja - moim ulubionym zaklęciem dla złych człowieków było zawsze powiedzenie "obyś miał świerzb na głowie i krótkie ręce, niczego ci nie życzę więcej". Ot niewinna, fajna a nawet humorystycznie brzmiąca klątwa, prawda? No więc bójcie się świerzbu gdziekolwiek, bo jeśli nie będziecie mogli się podrapać przeżyjecie męki o jakich się wam nie śniło.
Rettmonster dostarcza wyłącznie najbardziej wyrafinowanych tortur.
Minął pierwszy, co prawda skrócony ale tydzień, w którym wróciliśmy do swoich obowiązków. Może nie wszyscy bo Ojciec się dość mocno przeziębił i dla odmiany to on został w domu. Młoda poszła do szkoły od środy i trafiła na same przyjemności - wycieczkę do pracowni ceramicznej gdzie kompletnie nie uszanowali nowego wózka i bez litości go zmasakrowali jakąś gliną, oraz na wycieczkę do SPA, po której wychowawczyni napisała w zeszycie kontaktowym - dzień bardzo udany, na masażu stóp Aga była bardzo zrelaksowana, na basenie leżała uśmiechnięta pod palmą.
Boże, Boże, Bożęko, czego chcieć więcej...
A w piątek odebrałam sms ze szkoły o treści: proszę sprawdzić czy Aga nie ma jakiejś infekcji intymnej, nie chcę tego pisać w zeszycie.
?????
Włosy mi się zjeżyły na głowie i wszystkie fiutki na całym ciele.
Wygląda na to, że 12 dni aplikowania leków poszło psu w dupę. Infekcja wróciła. Albo się wzięła nowa, nie wiem. Muszę teraz jakoś dzwonić znowu do ginekologa i mieć nadzieję, że w miarę szybko uda się załatwić albo wizytę albo receptę.
Poza tym dziś po dwóch i pół miesiąca spokoju pojawiły się dwa ataki epi. A już było tak pięknie....
Poza tym wciąż nie mogę biegać bo po 5 tygodniach przerwy kompletnie nie mam mocy a poza tym sama się przeziębiłam i nie mając możliwości wypuszczenia pary spod pokrywki trochę wpadam w histerię wiecie?
A na tym basenie to tylko pod palmą? Bo jak w wodzie, to świeżo wyleczona infekcja pewnie miała prawo wrócić. Histeria to stan który mnie osobiście towarzyszy prawie zawsze :) Wspieramy Cie, wspieraaaamyyy!
OdpowiedzUsuńTylko tylko. Ze względu na infekcję ale ja też jakoś przekonania nie mam do szaleństwa w wodzie poza moim uważnym okiem. Szczególnie po operacji kręgosłupa.
UsuńKciuki są. Wywiad zostawiłam na rano. Wtedy jakoś łatwiej trawić... Ciężko być matką w PL, a co dopiero matką dziecka chorego. Ja i tak Cię podziwiam, że Ty tak dajesz radę to godzić, psy niech szczekają, karawana pojedzie dalej.
OdpowiedzUsuń