Chyba udało nam się rozwiązać jedną z zagadek. Czyli o co chodziło ostatnio z tymi nieprzespanymi nocami, wierzganiem biodrami i kopaniem nogami. I czemu te fury leków przeciwbólowych nie działały - to mi spędzało sen z oczu.
Rozwiązanie okazało się proste, na tyle proste, że czuję się zawstydzona i mam ogromne poczucie winy - jak mogłam się nie domyślić wcześniej?
Dzwoniłam dziś do poradni ginekologicznej aby dowiedzieć się o wyniki badań pobranych w zeszły piątek. Grzybica. Tadam. Kurtyna.
To nie był ból, to był świąd! Świąd, który może doprowadzić do obłędu...
Boże, jeśli dalej będę taka niedomyślna to moje dziecko mnie znienawidzi.
Gastroskopię umówił nam nasz miły pan doktor dopiero na luty. Taki lajf, nie ma wcześniejszych terminów. To może nawet dobrze, bo cholera wie kiedy się wykaraskamy z tych wszystkich przyjemności.
Z kolei pani doktor nasza pediatra kochana była u nas na kontroli i stwierdziła z zadowoleniem odwrót zapalenia płuc. Czyli mamy też jakąś dobrą wiadomość. Antybiotyk działa.
Przy okazji - to co się dzieje u nas z podawaniem leków to jakaś cholerna ekwilibrystyka. Jedne kłócą się z drugimi, trzeba zachowywać odstępy a jest tego taka ilość, że wymiękam. Przeciwpadaczkowe, antybiotyk, wyksztuśne, probiotyk, mleczko zobojętniające, a i babcia dołożyła swoje naturalne leczenie w postaci olejku oregano (matko co za ścierwo!)...
Gubię się, nie nadążam.
A to co dziś wyjęłam z opakowania pt. maść na babskie tegesy przeszło moje najśmielsze wyobrażenia. Maść z aplikatorem. Do wewnętrznego podania. I do własnoręcznego skręcenia - taki kurde Adam Słodowy.
Niby instrukcję obrazkową załączono ale jak bonidydy dawno się tak nad niczym nie zadumałam.
W końcu w nerwie, metodą prób i błędów, na logikę, skręciłam ustrojstwo które może w rękach ginekologa byłoby bezpieczne, ale w moich...?!
Bobrze...
Latarka w zębach jak u dobrego majstra, przeżegnać się i jechane...
No nie wiem.
Tak ma być przez 12 dni.
No nie wiem.
sobota, 1 listopada 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Bomba, że w końcu wyszło, o co chodziło:) szkoda, że podawanie laku takie... odjechane;/
OdpowiedzUsuńGdzieś widziałam latarenkę do umieszczenia na głowie, na takiej jakby opasce, może się nada :) Jak dobrze, że Agula już nie cierpi, przynajmniej od dołu ;)
OdpowiedzUsuńto się nazywa "czołówka", posiadam :)
Usuńtylko tak byłam przejęta tą operacją, że złapałam co miałam pod ręką.
dziś poszło już znacznie sprawniej :)
Cieszę się, że się posunęło w pożądanym kierunku!
OdpowiedzUsuńWitam. Pierwszy raz pisze choc czytam (i kibicuje od baaaardzo dawna). Jest taki lek - Fuconazole sie nazywa, ktory bierze sie raz i tyly. Ewentualnie jak jest to grzybica upierdliwa bierze sie druga dawke. Lek jest w tabletkach wiec odpada problem latarki a swiad przechodzi jak reka odjal po 5-6 godzinach max. Sama mam jazdy w tych okolicach za kazdym razem przy antybiotykoterapii i nie wierzylam ze jedna tabletka moze zastapic 2 tygodnie maziania sie tam i uwdzie ale DZIALA. Jesli nie kloci sie to z lekami Mlodej to bardzo poleca. Scikam mocno!
OdpowiedzUsuńWitaj :) Taką pojedynczą tabletkę też Młoda dostała. Nie tą samą ale też jakoś na "f". Dzięki! Pozdrawiamy :)
UsuńOlejek oregano dobry jest :) Myslalam, ze zamiast grzybicy napiszesz.. pasozyty... Bo za mna one laza...
OdpowiedzUsuńBieedna, wiem, co to jest za paskudztwo, jak mi jej szkoda!
OdpowiedzUsuńWspolczuje serdecznie i zdrowia zycze!
OdpowiedzUsuńA takze sukcesow diagnostycznych :)))