wtorek, 25 listopada 2014

komisja orzeczeniowa

Ostatni raz miałam nieprzyjemność stawiać się z Młodą na komisji w 2002 roku i już zapomniałam jak to jest. Wtedy dostałyśmy orzeczenie na dwa lata ale szczęśliwie mnie olśniło i napisałam odwołanie. Pomyślałam sobie, że skoro jest taka możliwość to z niej skorzystam, nic nie stracę (nie odbiorą mi przecież orzeczenia) a mogę zyskać wiele. Faktycznie, zyskałam 12 lat spokoju. Zaocznie, nawet nie musiałam stawać ponownie z dzieckiem przed komisją.

Dziś jestem 12 lat mądrzejsza, na wiele spraw mam po prostu wybiegane (bardzo ładne określenie prawda? i jakie prawdziwe!), nie czuję potrzeby krwi, nie czuję potrzeby walki o wszystko z całym światem, natomiast czuję potrzebę sprawiedliwości i świętego spokoju. A nade wszystko czuję potrzebę być traktowana GODNIE i z SZACUNKIEM, bo to się należy każdemu jak psu buda - tak czy nie?

A tu wchodzę do jakiegoś przybytku z czterema pokojami, wejście B od ulicy Solidarności. Podobno mieści się tu ważna instytucja, która decyduje o losie ludzi chorych i niepełnosprawnych. Stolica europejskiego państwa, matka Unia i te sprawy.
Wchodzę i oczom nie wierzę - są jakieś numery pokoi, są te pokoje nawet nazwane: "Gabinet specjalisty" a pod tą niezwykle ważną informacją wiszą smętnie listy z nazwiskami nieszczęśników dziś obsługiwanych. Takie wokandy.
Pod drzwiami kwitną smutni ludzie, przeważnie starsi bo dzieci przyszły po godzinie 12.00. Kwitną i co się drzwi od gabinetów otworzą zrywają się z nadzieją, że to już. 

W tych gabinetach siedzą jacyś ludzie, ze dwa razy starsi od tych co przed drzwiami. Nie mają żadnych uniformów, żadnych plakietek czy identyfikatorów z nazwiskiem, funkcją... Kto jest kim? Gdzie lekarz a gdzie podobno psycholog? A lekarz to jaki? Ci ludzie dysponują moimi papierami, wrażliwymi danymi, nazwiskami a właściwie nie wiadomo kim są i czy aby nie weszli tu przed chwilą z ulicy.

Pytam się grzecznie - co to u licha ma być?? Dlaczego ja nie wiem komu muszę pokazać dowód osobisty? Dlaczego traktuje się mnie jak jakiegoś śmiecia, bez szacunku? A jak zwracam uwagę jakiejś starszej pani, że do tego gabinetu jest kolejka i ja tu stoję to ona mi oburzona rzecze - JA JESTEM ORZECZNIKIEM! A skąd ja mam to wiedzieć? 

Wchodzimy do jakiegoś dziadka, 80 lat na bank, który jest miły ale kto on jest - nie wiem. Dziadek zaczyna sobie spokojnie powolutku wypełniać jakiś druk A4, bez okularów - szacun, ale my tak siedzimy jak sieroty właściwie po co tam? Pyta jaki jest kontakt z Agnieszką... Mówię, że my mamy świetny a on to niech sobie sam spróbuje. Uśmiechnął się.
Zaraz wpada niewiele młodsza babcia z awanturą, że ona nie zdąży nas zbadać bo zaraz 12 i ktos inny przychodzi. Ja na to, że my tu byliśmy o 10.30 więc pretensja chyba nie do nas? Babcia coś tam marga, miota się, każde mnie z Młodą przejść do jej gabinetu a Ojcu ewentualnie zostać z dziadkiem (po co??) i tak się dzieje. U niej w gabinecie okazuje się, że nie ma dokumentów, zostały u dziadka, ja się uśmiecham a babcia idzie po te papiery. No cyrk na kółkach.

Puk puk w kolanko, jaki jest z nią kontakt? Wykonuje polecenia? Agnieeeeeszkaaaa - zamknij oczy, podnieś ręce do góry! Ja się uśmiecham, Agnieszka spojrzała i stwierdziła, że ma w nosie, babcia niewyraźna. No co ja tu będę badać... może jeszcze stopy pokażcie... Świetny pomysł, przynajmniej oryginalnie.
12 lat temu się gotowałam. Pytania typu - jaki jest z nią kontakt albo czy ona cokolwiek rozumie - podnosiły mi ciśnienie do granicy zawału a jad ciekł mi kącikami ust przy każdej odpowiedzi. Dzisiaj się uśmiecham i myślę - a co ja będę jakiejś obcej babie, która na dodatek kompletnie nie wykazuje zainteresowania a pytania zadaje bo musi, co ja będę tej babie tłumaczyć? Ja sobie zszargam nerwy a ona nas zapomni w kolejnej sekundzie po zamknięciu się za nami drzwi. A daj mi babo święty spokój, ja kocham święty spokój!

Zapytałam tylko czy orzeczenie będzie trwałe. No powinno być trwałe bo wiadomo (tu nieokreślony gest w kierunku Agi) ale przepisy są jakie są, a teraz te karty parkingowe są czasowe i weryfikowane i wie pani. No więc kurde nie wiem. 
Nie znam też przepisów i mam mgliste pojęcie o tym w jakim celu stawałyśmy na tej komisji - żeby określić stopień niepełnosprawności chyba? Wiem, że za dwa lata staniemy znów na komisji ZUS-owskiej w celu uzyskania tych paru groszy na waciki zwanymi rentą socjalną. Ale ja się z przepisami zapoznam i jeśli okaże się, że możemy dostać to orzeczenie o stopniu niepełnosprawności na stałe a go nie dostaniemy, będę się odwoływać do skutku. Albowiem stawanie przed tymi leśnymi dziadkami urąga godności. Nie pojmuję dlaczego o najważniejszym dokumencie dla Młodej decyduje para dziadków, która nie ma zielonego pojęcia o jej schorzeniu co może jeszcze nie jest najcięższym grzechem bo trudno znać specyfikę każdego z kilkunastu tysięcy schorzeń genetycznych. Grzechem jest natomiast to, że oni nawet nie zapoznają się z dokumentacją, którą im dostarczyłam poświęcając na stanie w kolejce 3 godziny i 20 minut mojego cennego czasu. Nie zostałam poproszona o dokumentację uzupełniającą o dostarczenie której wezwano mnie na piśmie zawiadamiającym o posiedzeniu komisji, pod karą ble ble ble. Babcia w ogóle nie miała o tym pojęcia....

To jest brak elementarnego szacunku i ja nie zamierzam narażać się na to bez potrzeby. 

A żeby poinformować kogokolwiek o tym, że Młoda sama nie odbierze orzeczenia i będę musiała to zrobić w jej zastępstwie musiałam nawrzeszczeć na jakąś inną babcię, która chciała sobie po prostu iść do domu i migała się przed udzieleniem mi informacji. Tu jest druk upoważnienia, pani wypełni, pani poczeka aż ktoś przyjdzie i wręczy. Kto przyjdzie się pytam? Nie macie identyfikatorów, komu mam to dać? To pani położy o tu na stole... 
No jaja jak berety!!!

Jestem w totalnym szoku. To co dziś zobaczyłam to jakaś świetlica środowiskowa w Pacieluchach Górnych a nie poważna Komisja Orzekająca w samym środku stolicy. A co się dzieje przy odbiorze orzeczeń.... Zajrzałam tam tylko - siwy dym i kredki, nawet nie chce mi się o tym myśleć....

A Agnieszka, jak pisałam, na szczęście ma to wszystko gdzieś...



21 komentarzy :

  1. No dziewczyno,,,, To co Ty piszesz, to się nie da wyobrazić i trudno uwierzyć, że tak w kraju naszym, kochanym, ojczystym mamy :(
    Ups...
    Żeś Ty nikogo tam nie zabiła, to wina, wybieganego :D
    całusy dla Was
    to byłam ja: Kasia- bajkasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama nie mogłam w to uwierzyć.Jak oni mogą załatwiać tak poważne sprawy w taki sposób? Tam jest potrzebna jakas ukryta kamera...

      Usuń
  2. Dramat. Opisałaś to tak precyzyjnie i idealnie, że nic dodać nic ująć. Córka kuzynki dostała papier na 3 lata. Potem zapewne nogi, które straciła w wypadku jej odrosną. Same.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ten papier to po czy przed 16 rokiem życia?

      Usuń
  3. Rwa mać.
    Szlag.
    I jasna cholera do kwadratu...

    Dobrze, że choć Aga ma to w dupie.
    "wybiegane" ukradam:)
    Czym sie, moa.
    Czymta się całom trójkom.
    Buziole:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Doro, 3 grudnia mam odebrać orzeczenie. Może być jeszcze wesoło....

      Usuń
  4. przeczytałam śmiejąc się płacząc równocześnie (taka tam chwiejność nastroju)
    przerabialiśmy rok temu z okładem, było IDENTYCZNE.
    Orzeczenie Młoda dostała na lat 3, a za rok ZUS-ik i ich komisja. Już się raduję na tą imprezę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam taką chwiejność czasem ;)
      Czyli wszędzie jest tak samo, to smutek. Ja liczę na znaczny stopień niepełnosprawności (bo niby jaki inny w naszej sytuacji?) a kiedy taki dostaniemy łatwiej mi się będzie bić o orzeczenie trwałe czy jak go tam zwać.

      Usuń
    2. Justyna dostała znaczny choc wg pani z komisji miało to być nie możliwe bo"to przecież nie mozliwe, skoro ona IQ ma w normie, jedno drugie wyklucza!! "

      Usuń
    3. Kraina absurdu...:)))) Może dlatego oni tam nie mają żadnych identyfikatorów bo to są ludzie z łapanki? Na tej samej zasadzie jak sędziowie ławnicy? :)))

      Usuń
    4. Dzien dobry,

      Agnieszek, moja autystka- tez w normie intelektualnej- dostaje stale orzeczenia na rok...
      i tez zawsze sa jakies bezsensowne dyskusje za kazdym razem. nie mam na to juz sily, na komisje 2015 przygotowuje specjalny show...

      Moa, my jestesmy we Wroclawiu, ale Twoj opis pasuje do naszej komisji powiatowej (i wojewodzkiej tez, jak sie przekonalam juz pewnego razu po odwolaniu od decyzji z powiatowej)
      W tym roku, gdy przyszlysmy na komisje, byly takie same dziady lesne jak opisane przez Ciebie, a z pieczątki jednego dowiedzialam sie,ze na nazwisko ma "glomb" (piszę z błedem, zeby ktos nie wyguglal, ale chodzi o to, co kapusta ma w srodku, a slowo to jest uzywane do nazywania glupich ludzi; true story!) czego zresztą wrednie przyczepiłam się w tekście odwołania podsumowując moje reflekse na temat kompetencji lekarza o tym - jakze adekwatnym nazwisku...
      Odwolanie podzialalo, ale tylko na legendarny pkt 7, zas czas waznosci orzeczenia -nadal rok. Na pewno autyzm przez rok przeminie, jak ręką odjął.

      u nas argumentem nie do podwazenia Pani Orzecznik (towarzyszka pana g.) bylo "ale jak to niepelnosprawna, przeciez jest taka ladna".

      facepalm.

      pozdrawiam Was serdecznie...

      matka austystyczna

      Usuń
    5. Legendarny punkt 7? Bardzo proszę mnie uświadomić co to za punkt?

      A Twoja córka jest przed czy po 16 rokiem życia?

      My równiez pozdrawiamy Matkę autystyczną i jej ładną Córkę :))

      Usuń
    6. punkt 7 mówi o niezdolności do samodzielnej egzystencji i upoważnia do jałmużny pt. świadczenie pielęgnacyjne (ale tylko przy równoczesnej rezygnacji z jakiejkolwiek pracy)

      Ode mnie jeszcze perełka - co prawda nie z komisji a z wizyty u wybitnego (ponoć) neurologa: "ale jak to ma autyzm, przecież MÓWI!"

      Usuń
    7. @Moa
      dziekujemy za pozdrowienia, tez serdecznie pozdrawiamy, a Twojej córce Agnieszce kibicuje od dosc dawna. Co do wieku-moje f84.0 ma 5 lat. wszytskie najgorsze rzeczy dopiero przed nami (SZKOŁA! juz teraz zaczelam sie odbijac od zatrzaskiwanych drzwi- nie chca jej nawet nie poznawszy w zadnej zerowce...)

      @Agnieszek
      widze,ze neurolodzy w naszym kraju maja jakies deficyty mentalne, bo tez mi jeden zafundowal opad szczeki, ale to dokumentnie . oto autystka ma ojca z innej kultury i koloru. lekarz powiedzial (serio serio! przy tymze ojcu -mowiacym w jezyku polskim). "To nie autyzm. To problem rasy"

      czy to sie leczy?
      Pozdrawiam serdecznie z Wroclawia, miasta Specjalistów :))

      matka autystyczna

      Usuń
    8. we Wrocku są dobrzy genetycy, to wiem na pewno :)

      Usuń
  5. koszmar jakiś Moa:(
    Podziwiam Cię jak jasny gwint, bo ja bym ich zeżarła!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako żywo stanęła mi przed oczami głupia komisja zusowska po wypadku samochodowym, sprzed kilku lat. Mimo że obrażenia nie były na szczęście ciężkie, to co z przeproszeniem dermatolog (były plakietki!! i napis na drzwiach!) ma do powiedzenia w kwestiach chirurgicznych? "Ja pani dzisiaj decyzji nie dam, proszę czekać na odpowiedź pisemną". No, niedziwne.

    Tym bardziej nie wyobrażam sobie, jak bardzo wybiegane musisz mieć Ty, zderzając się na co dzień z takimi betonowymi ścianami.

    Pozdrowienia!
    novembre
    otwarte.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Novembre! Kupę lat! :))
      Zaczytałam się w Tobie wiesz? :)

      Usuń
  7. :-)) Ja tu cały czas jestem, czytam, wkurzam się, jak pusto tygodniami...;-)))

    A Pani to ma jakiś guglowy adres @?

    nov.

    OdpowiedzUsuń