Chyba się starzeję. Ale w sumie bardzo mi się to podoba bo głównie objawia się to moje starzenie tym, że jestem spokojniejsza, bardziej poukładana i już nie tak łatwo doprowadzić mnie do szału. Jeszcze kilka lat temu przez te kilkanaście już chyba dni protestu rodziców osób niepełnosprawnych w sejmie napisałabym już pewnie co najmniej kilka zjadliwych tekstów na ten temat. Bo i jest o czym pisać - poziom dziennikarskiego profesjonalizmu sięgnął dna a z kolei poziom zewsząd wypływającego hejtu sięga nieba. I woła do niego o pomstę.
A dziś nie chce mi się o tym pisać. I nie chce mi się tym denerwować. Oczywiście mimo wszystko ciśnienie mi rośnie jak czytam kolejne doniesienia i komentarze z frontu na Fejsbuce ale... chyba po prostu przestanę czytać. Już mam dość, po kokardę. Jestem całym sercem z tymi rodzinami śpiącymi na sejmowej podłodze bo oni walczą za nas wszystkich. W naszej sprawie. I nie poddali się, gdy rzucono im pierwszy lepszy ochłap, byłam pełna podziwu, byłam z nich dumna i wrzasnęłam Oł jeeee!! przed telewizorem jak podczas jakiegoś meczu reprezentacji. Ale myślę sobie, że stara dobra zasada - nie karmić trolli - powinna wreszcie mieć tu swoje zastosowanie.
Oświadczam że przestaję odpowiadać na hejt, udowadniać, że nie jesteśmy wielbłądami, odgryzać się, pisać zjadliwe notki. Przestaję, bo to kompletnie nic nie da. Do ludzi, którzy wylewają pomyje na walczących o swoje MINIMUM rodziców nie dotrze żaden racjonalny argument. Ja wiem, że emocje sięgają zenitu, że trudno się odciąć od tych nienawistnych komentarzy ale... czy warto tracić zdrowie? Olać to, przecież nic się nie zmieniło a jedynie wypłynęło na powierzchnię jak gówno. Bo akurat temat na topie.
Nie raz i nie dwa pisałam tutaj o swoich doświadczeniach z komentującymi nasze życie różnymi wszystkowiedzącymi mądralami. 11 lat temu pierwszy raz otwarcie usłyszałam (ja i moje koleżanki matki na turnusie w Ciechocinku), że pewnie byłam narkomanką albo alkoholiczką skoro mam takie dziecko. Czy nie to samo mówią teraz? Potem usłyszałam w Ustce, że z takim dzieckiem nie przychodzi się do sklepu... To są znane teksty, rąbane jak przez kalkę, nieprawdaż?
A w Inowrocławiu - kto pamięta jak kuracjuszki bały się jednej z naszych chodzących dziewczynek i kazały ją nam "natychmiast wziąć"? Najpierw za nami lazły przez cały park, żeby napatrzeć się na nienormalne dzieci a potem trzęsły portkami, kiedy jedno z nich za bardzo się zbliżyło:)
Moim zdaniem, tak wtedy jak i teraz, jedyną słuszną reakcją na tego typu komentarze i zachowania jest - OLEWKA. A najlepiej olewka z domieszką wesołego żarciku. Bo druga stara ale dobra zasada brzmi: nie dyskutuj z trollem bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu a potem zabije doświadczeniem.
W Ciechocinku chodziłyśmy więc wężykiem za wózkiem - skoro już gadają to niech mają o czym!
W Ustce poradziłam ojcu by szybko uciekł z tego sklepu ze swoją córką bo moje dziecko zaraża.
W Inowrocławiu chóralnie zapewniłyśmy kuracjuszki, że nie ma się czego bać bo wszystkie nasze dzieci są świeżo zaszczepione przeciwko wściekliźnie.
Wiecie jaki był ubaw? Panie uciekły a my ocierałyśmy łzy ze śmiechu. Dowcip nam się momentalnie rozwinął aż do głupawki. Pośmiałyśmy się zdrowo, przypuszczam, że każda z nas wspomina to zdarzenie z uśmiechem. Zamiast się zżymać, wściekać, trzeba się po prostu pośmiać.
I to jest zdrowe podejście do tematu. Tak uważam, choć wiem, że niezwykle trudno jest robić sobie podśmiechujki kiedy nie ma za co żyć i śpi się kolejną noc ze swoim dzieckiem na podłodze. Protestujący walczą a my ich wspierajmy, ale już nie dajmy się podpuszczać. Wszelkie dyskusje z trollami są jałowe i nie mają sensu. Oni będą powtarzać swoją mantrę - że to walka polityczna (no ten argument szczególnie przypadł mi do gustu), że każdy by chciał kaskę, że nie godzi się trzymać dzieci w tych warunkach.
My napisaliśmy w tych emocjach i żalu po sto twardych kontrargumentów. Czy do kogokolwiek dotarły? Wątpię.
Proponuję więc odwrót. Ja osobiście mówię dość.
Rodzice mają 1000% racji, ale... niepokoi mnie obecność tych dzieci tam. Bo one niewątpliwie powinny tam się pojawić - choćby po to, żeby udowodnić, że nie o katar sienny w tym chodzi - ale... być? Bałabym się o moje chore dziecko. Chociaż pewnie wielu z tych rodziców zwyczajnie nie ma z kim zostawić tych dzieci. Jednak... mam mieszane uczucia w tym aspekcie.
OdpowiedzUsuńIza
Na moje oko krzywda im się tam nie dzieje. Te które zostały (niektóre wyjechały bo dawały znać, że im taka sytuacja nie pasuje i są zmęczone) są zaopiekowane, zadbane i nie płaczą z głodu.
UsuńO co właściwie byś się bała?
Ach, jeszcze jedno - te dzieci nie są chore. One są niepełnosprawne. Chorego dziecka (na grypę, zapalenie płuc, nowotwór) też bym tam nie trzymała.
UsuńWspieram.
OdpowiedzUsuńPopieram.
Należy Wam się, NALEŻY!
A trolle niech się same wykończą.
A może doświadczą kiedyś Waszego losu? Kto wie, kto to wie...
W sumie to by była najlepsza szkoła.
Buśśśka, moa:***
Mimo wszystko nikomu nie życzę.
UsuńBuśśśka Doro :*** :)
krzywda się tym dzieciom nie dzieje, choć za wygodnie im pewnie nie jest, ale za to jaka odmiana;) po latach zamknięcia w tych samych 4 ścianach;) krzywda się dzieje rodzicom, których nikt nie zauważa, nie docenia. Osobiście uważam, że nie tędy droga, nie masa kasy tam pomoże, ale możliwość zastawienia dzieci (w każdym stanie, w każdym wieku, nawet 50-letnich) pod fachową opieką i wyjście do pracy, do ludzi, gdziekolwiek, ale może się mylę. A co do hejtu, trolli... nie śledzę każdego wpisu na ten temat, nie czytam z zapartym tchem, ale wydaje mi się, że aż tak dużo tego nie ma, większość ludzi wykazuje zrozumienie, chęć pomocy, a przecież obojętnie jaki temat się porusza, zawsze znajdzie się ktoś "przeciw"...
OdpowiedzUsuńPełna zgoda.
UsuńCo do hejtu - dobrze, że nie śledzisz, będziesz zdrowsza :)
Tylko że jeśli pieniądze z budżetu zostaną rozdzielone po równo, każdemu rodzicowi opiekującemu się niepełnosprawnym dzieckiem (bez stopniowania pomocy, czy patrzenia na sytuację materialną rodziny) zostanie przyznana pensja minimalna, to za chwilę protestować będą opiekunowie osób starszych, albo małżonków, albo innych członków rodziny. Co z nimi? Czy nie lepiej jednak szukać rozwiązań systemowych - dostęp do rehabilitacji, szkolnictwa (szytego "na miarę"), kursów, elastycznego trybu pracy, czy w końcu opieki - że można wyjść i nie martwić się, kto zajmie się dzieckiem/mężem/babcią.
UsuńJoanno - jeśli ma to być "pensja" za opiekę nad niepełnosprawnym (bez względu na to w jakim wieku i czy to dziecko czy mama czy małżonek) to nie wyobrażam sobie żeby były tu jakieś kryteria dochodowe. I jestem przeciwna podziałom na dzieci i innych, starszych niepełnosprawnych - to tak przy okazji.
UsuńPo drugie gdzieś już tu pisałam, że ja również jestem za rozwiązaniami systemowymi bo sama wiem z doświadczenia jakim błogosławieństwem jest posiadanie pracy. Za dobrze pamiętam jakie to uczucie łazić w łaskę do MOPSu.
Po trzecie - nawet teraz odczuwam brak takich rozwiązań, bo mimo że szczęśliwie udaje mi się pracować wciąż balansuję na krawędzi - brakuje mi urlopu na zaopiekowanie wszystkich wolnych dni od szkoły, trzęsę się kiedy Młoda kichnie bo nie mogę wziąć więcej niż 14 dni zwolnienia na opiekę w roku, muszę kombinować dni wolne na wszystkie wizyty u specjalistów no i last but not least - zdarzają się dni atakowe (a ostatnio bardziej noce) i Młoda jest w takim stanie, że nie mogę puścić jej do szkoły i znowu problem z kim ją zostawić...
Praca to luksus niestety a tak być nie powinno.
Ilość wolnych dni od szkoły w ogóle jest kosmiczna. Mam o 10 dni urlopu więcej niż normalnie, tak samo mój partner. Jeśli zdecydujemy się na dziecko to i tak nie wystarczy aby zająć się dzieckiem w wakacje/ferie/przerwy świąteczne/święta kościelne/rekolekcje/itd. Cały czas się zastanawiam, dlaczego nikt tego nie zmienił.
UsuńInaczej (nie wiem cały czas jak ubrać to w słowa do końca) - wydaje mi się, że najniższa krajowa dla każdego, kto opiekuje się niepełnosprawnym członkiem rodziny nie rozwiązuje problemu braku opieki/rehabilitacji/refundowania niezbędnych opatrunków/pokładów/pieluch/czegokolwiek, ani nie pozwala na zatrudnienie kogoś, kto w tej opiece odciąży. Likwiduje za to, całkiem sporą sumę pieniędzy, którą można by zagospodarować systemowo (chyba).
Moim zdaniem opiekun człowieka niepełnosprawnego powinien mieć wybór, czy chce osobiście codziennie opiekować się swoim bliskim, czy też woli iść do pracy, a opiekę zostawić innym. W jednym i drugim przypadku powinny być na to pieniądze. Zaś osoby decydujące się nie pracować, powinny też mieć płatny urlop, żeby mogły od tej opieki odpocząć.
OdpowiedzUsuńNie wiem, skąd w ludziach tyle nienawiści. Ale zauważcie, że Polak nienawidzi wszystko i wszystkich. Jaki by się temat nie pojawił, znajdzie się przynajmniej 50% "hejterów".
To chyba cechy ludzkie, ja bym ich nie przypisywała tylko Polakom.
UsuńCo do wyboru - zgadzam się w całej rozciągłości. Gdyby ktoś w tej chwili dał mi zasiłek w wysokości nawet całej mojej pensji, nie zdecydowałabym się wrócić do domu. Mimo, że czasami nie chce mi się iść do pracy czy narzekam na to czy tamto. Staram się jednak w ten sposób nie grzeszyć, bo doskonale sobie zdaję sprawę z tego, jakiego niesamowitego miałam farta, że dostałam tę pracę. I jak mi to życie i psychikę ratuje. Za dobrze pamiętam czasy gdy siedziałam na zasiłku. Koszmar.
Niestety, te cechy ludzkie wyjątkowo mocno manifestują się w Polakach. Poczytaj fora, polskie i np. angielskie, w sumie obojętne o jakiej tematyce. Na polskich forach jadu i zawiści jest ocean. Na angielskich bardzo rzadko trafia się ktoś agresywny, czy niemiły. Z resztą, mam porównanie, jak zachowują się sprzedawcy, ale i klienci w Polsce i w Anglii :) Zapewniam, że cechy, o których mówimy, są bardziej polskie, niż angielskie. Niestety. Nie wiem, jak u innych nacji.
UsuńPo prostu tych plujących jadem bardziej widać, normalnie myślący mają inne rzeczy do roboty...
UsuńTo dlaczego nie widać ich tak na forach zagranicznych?
OdpowiedzUsuńAż się nie chce tego wszystkiego komentować :/ myślę, że to trochę jak z głodnym stadem psów, które szarpią padlinę jaką jest u nas pensja minimalna... jak jesteś głodny to nie myślisz racjonalnie, tylko dlaczego ktoś ma dostać a ja nie...
OdpowiedzUsuńMoa, czy może mi wreszcie ktoś dokładnie powiedzieć, o co walczą Ci rodzice? Tzn. kto ma dostać tę pensję minimalną? Rodzice każdego dziecka z orzeczeniem o niepełnosprawności, takiego, które ma wpisaną konieczność całodobowej opieki, czy kogo? Bo np. nie uważam, żeby opiekun dziecka powiedzmy bez dłoni musiał z nim cały dzień siedzieć i dostawać tak wysoki zasiłek. Te informacje są strasznie rozmyte i to budzi też agresję.
OdpowiedzUsuńJestem przeciwna rozdawaniu pieniędzy i braku stopniowalności niepełnosprawności. Bo gdzie są pieniądze, zawsze znajdzie się miejsce na nadużycia i kombinatorstwo. I nie oszukujmy się, nie wszyscy rodzice dzieci niepełnosprawnych to anioły lub nawet zwykli porządni ludzie. Będą tacy, którzy będą brać i przepijać/wydawać te pieniądze, a dziecko będzie leżało całe dnie za szafą.
Jestem za wszelkimi udogodnieniami dla naprawdę potrzebujących - refundowane leki, środki opatrunkowe, wózki inwalidzkie, terapie, turnusy, domy opieki dziennej. Niestety to wymaga zmiany systemu i jest za trudne. Te 1200 zł naprawdę potrzebującym niewiele zmieni, a na pewno wyprodukuje wielu cwaniaków, bo to już całkiem łakomy kąsek. A tako to by było - dziecko potrzebuje opieki, masz darmową opiekunkę i idziesz do pracy. Nie masz pracy, nie masz opiekunki. Nikt też nie będzie jechał na turnus rehabilitacyjny w ramach wakacji. A przeznaczenie pieniędzy trudno sprawdzić.
Sama znam taką historię, że ludzie dość nieprzystosowani społecznie, po domach dziecka, ona lekko upośledzona chyba, ucieszyli się, że dziecko się słabo rozwija, bo ona i tak się do pracy nie nadaje, a przynajmniej jakieś pieniądze będą.
Znam też taką, co ma dziecko z autyzmem - dziecko chodzi do szkoły, ona w tym czasie na czarno opiekuje się dziećmi sąsiadki, na terapie chodzą tylko te, co są za darmo, sfinansowane przez fundacje, nie szuka więcej pomocy i nie wydaje pieniędzy na terapie. Dziecko nie potrzebuje żadnych pomocy do życia fizycznego, nie kupuje żadnych pomocy i udogodnień. Laptop jest z PFRON-u, dziecko się nie interesuje, ona używa. Nie wydaje na potrzeby zdrowotne dziecka niczego z zasiłku dla niepełnosprawnych, nawet okulary dziecku kupi tylko, jak jej z 1% zwrócą.
W szkole powiedzieli, żeby przyjeżdżała po dziecko po lekcjach, bo świetlica źle działa, męczy dziecko. Ona nie może bo do 16 pracuje przecież i nie chce jej się jeździć, skoro dowóz przywiezie i odwiezie.
Ma dużo mniejsze wydatki niż na zdrowe dziecko, nie przejmuje się zbytnio jego rozwojem, już ma 800 zł, a będzie jeszcze więcej.
Takich matek nie chcę wspierać z budżetu.
Dawanie wszystkim jak leci niczego nie rozwiązuje. Potem będą zatrudniać armię, żeby sprawdzać kto jak wydaje pieniądze i męczyć tych przejmujących się rodziców.
To tak jak zasiłkami z MOPS - często nie trafiają tam, gdzie naprawdę powinny.
Pensję minimalną, z tego co ja rozumiem, mieliby dostać rodzice, którzy rezygnują z pracy by opiekować się osobą nie zdolną do samodzielnej egzystencji.
UsuńSytuacje życiowe są różne, różni też są ludzie - nie da się wyeliminować patologii i nadużyć bo do tego trzeba by armii, jak napisałaś, sprawdzaczy. A to prowadzi do kolejnych nadużyć i patologii bo niby z jakiej racji jakiś urzędnik ma decydować czy dobrze się zajmuję dzieckiem czy nie. Takie sytuacje już się dzieją - w MOPSach np., co i raz się słyszy, że komuś dziecko odbierać chcą z jakiegoś powodu: biedy, rzekomej niewydolności wychowawczej itp. To się dzieje też w razie chęci ubezwłasnowolnienia dziecka: raporty do sądu co pół roku, rachunki a i urzędnik może przyjść kąty obwąchać w domu.
Tak już jest, że i zdrowe dzieci jedne są wychowywane dobrze a drugie źle. Jedne mają gwiazdkę z nieba a drugie sprzedają flaszki po wódce na skupie żeby mieć na gumę do żucia.
Ja bym nie oceniała tak surowo tych Twoich znajomych matek, bo łatwo wpaść w pułapkę oceny powierzchownej. Nie wiesz co się tak naprawdę dzieje w ich życiu, nie mieszkasz z nimi. Kiedyś z przyjaciółką rozmawiałyśmy na ten temat, jak łatwo jest kogoś krzywo ocenić po pozorach. Weźmy mnie i moją rodzinę - ktoś spojrzy na samochód (duży, Renault Espace) i pomyśli, że sramy pieniędzmi ale nie wie, że samochód ten trafił nam się jak ślepej kurze ziarno w ramach spadku po ojcu Ojca. Jedyna pozytywna rzecz jaką ten człowiek w życiu zrobił. Potem zrobiłam remont w kurniku - no chyba mi się w głowie przewraca i skąd na to kasa? Ano oszczędzałam przez 20 lat pożycia małżeńskiego, grosz do grosza a na wspólnych wakacjach byliśmy ostatnio jak Młoda miała 8 lat. Jeśli jesteśmy gdzieś "w gościach" to Ojciec zawsze karmi Młodą - pewnie matka jakaś lewa, siedzi se i macha nóżką zamiast się dzieckiem zająć, za to Ojciec...marzenie! Jaki ciepły, opiekuńczy, dobry i nie zostawił w cholerę TAKIEGO dziecka!
Itd. itd.
To wszystko przypomina taki stereotyp matki niepełnosprawnego dziecka, w który i ja się swego czasu musiałam wpisywać idąc do MOPSu po zasiłek - zakładałam gorsze ciuchy, broń Boże biżuterii i makijażu. Matka ma być umęczona, smutna, źle ubrana, skoro się opiekuje swoim marnym dzieckiem to już nie ma prawa dorobić (a te 800 zeta to przepraszam Tobie starcza na co? na opłaty?), ma skakać wokól tego dziecka tak, by nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że może go zaniedbuje... Niech nie wychodzi do kina, nie jeździ na wakacje (broń Boże za granicę!!), nie śmieje się głośno! Ileż to razy ja słyszałam (zupełnie niezłośliwie z resztą ale jakie to znamienne) - podziwiam Cię, masz w sobie tyle energii, radości i chęci do życia! I masz pomalowane paznokcie!
No... przecież nie powinnam mieć, nie?
Moa,
OdpowiedzUsuńnajpierw kwestia techniczna:
jak dziecko nie nadaje się do samodzielnego życia, w sensie, że jest sprawne fizycznie, ale kompletnie niezdolne do poważnych czynności życiowych, a go nie ubezwłasnowolnisz, to wtedy co? Kończy 18 lat, normalnie dostaje dowód i może wszystko samo? Czyli np. nie zgodzić się na leczenie, którego nie potrafi zrozumieć, wziąć lichwiarski kredyt, lub sprzedać coś poniżej wartości? A jak ubezwłasnowolnisz to masz włóczenie po sądach i kontrole? To okropne.
Stereotyp matki - też bez sensu, karanie za zaradność i siłę. Absolutnie nie uważam, że mają żyć w lepiance i łachmanach. Dlatego jestem za pomocą "rzeczową". Terapiami, refundowanymi lekami itp. Ten kto nie będzie tego potrzebował i tak nie skorzysta.
Postulaty rodziców - no widzisz, nawet Ty, związana ze sprawą, "tak rozumiesz" i "wydaje Ci się". Czy gdzieś są ich postulaty? Nikt konkretnie nie powiedział. Ja chcę wiedzieć, kto ma tę pensję dostać, na jakich warunkach, jakie to będą koszty.
Co to znaczy rezygnują z pracy? Zwalniają się z tego miejsca, w którym pracowali, czy nie szukają pracy. Jeśli np. kobieta została zwolniona, zaszła w ciążę i zamierzała ponownie szukać pracy jak dziecko skończy rok, a teraz nie może tego zrobić, to zrezygnowała z pracy, czy nie?
A jak pracuje, bo np. ma taką pracę, że może zmieniać się z ojcem dziecka, babcią, opiekunką, kimkolwiek, to nie dostanie nic, czy ten dotychczasowy zasiłek?
I czy dalej nie będzie można dorobić? Jak ktoś jest tłumaczem, czy programistą i mógłby w domu nocami i weekendami popracować, to mu się nie da? Przecież można pracować w zdrowym życiu na dwa etaty, to czemu nie można się "zawodowo" opiekować dzieckiem i czymś dorobić?
Znajome matki - jednej nie znam faktycznie, ale druga jest mi dobrze znana, może nie mieszkam z nią, ale znam jej stan majątkowy. To była żona mojego J. Zostawił jej całe wspólne mieszkanie i 200 tys. na koncie, za które kupiła drugie mieszkanie. Ma więc dwa mieszkania bez kredytu, jedno wynajmuje i 1250 zł alimentów, plus zasiłki. Nowego pracującego faceta i drugie dziecko.
Nie pójdzie na drugie zajęcia do logopedy, bo za darmo jest tylko raz w tygodniu. Nie odbierze dziecka po lekcjach, bo jej się nie chce jeździć taki kawał, skoro za 3 godziny jej przywiozą. J. jest wzywany do szkoły, żeby wytłumaczył matce dziecka, że ono się męczy na świetlicy.
Wiem, że życie z takim dzieckiem jest męczące, ale w tym wypadku na pewno nie kosztowne. Mniej kosztuje niż zdrowe, bo niczego nie chce - nowych ciuchów, komórki i wakacji takich jak Zosia.
Przeczytałam uważnie wpis i komentarze. Mam tylko jedną uwagę (jestem tą matką, co jej grożą różnymi rzeczami w różnych miejscach, bo się uśmiecha i nosi biżuterię, niestety paznokcie nie da rady, po pierwszej w nocy źle się malują) - a moja uwaga brzmi - syty głodnego nie zrozumie. Kiedyś, jakieś trzy lata temu, zrobiłam sobie prezent. Kupiłam sobie książkę, prezentem było, że ją przeczytałam, czytałam czasem dwa zdania, czasem stronę, ale udało się. "Zielone drzwi" Grocholi a w niej jedna z sytuacji o niepełnosprawnym dziecku w barłogu, na które, żeby zarobić, matka musiała wyjechać do Libii... Mój syn na leczenie potrzebuje tyle, ile wynosi "pensja" panów z Wiejskiej. Który odstąpi???
OdpowiedzUsuńJa jednak uważam, że te pieniądze powinny być tym ludziom dane. No, niestety. Jeśli dziecko jest bardzo niepełnosprawne, niezdolne do samodzielnego życia i wymaga ciągłej opieki i wsparcia w każdej niemal dziedzinie życia, to matka/ojciec/opiekun powinien dostawać na takie dziecko "pensję". I nic nikomu do tego, na co te pieniądze wyda. 1300 zł to kwota śmieszna (w porównaniu do zarobków władzy i nie tylko). Gdyby taki rodzic/opiekun oddał swoje niepełnosprawne dziecko do placówki opiekuńczej (opieki całkowitej, mówiąc wprost - porzuciłby dziecko) to koszta takiej opieki wyniosłyby duuuużo więcej. DUŻO WIĘCEJ. Nikt nie rozlicza nas, co robimy ze swoimi zarobionymi pieniędzmi, więc dlaczego chcecie rozliczać z tych pieniędzy rodziców/opiekunów niepełnosprawnych dzieci? Podkreślę, że mam na myśli opiekunów dzieci/ludzi calkowicie niezdolnych do samodzielnego życia.
OdpowiedzUsuńJak się macie, jak mija długi weekend? Jak Aniołek, czy bóle minęły?
OdpowiedzUsuń