piątek, 1 listopada 2013

urodzinowo

Co tam u Was? Bo u nas nic ciekawego. Chciałoby się popisać na blogusiu a za bardzo nie ma o czym. Nuda panie, choć błogosławiona nuda muszę dodać i podziękować Górze.
Tydzień za tygodniem przelatuje w mgnieniu oka, zanim się obejrzę to już czwartek. Coś mnie te czwartki w tym roku prześladują, może dlatego że tego dnia mam trudne dzieci. Ha, w tym roku to mam same trudne dzieci każdego dnia ale ten czwartek szczególnie mnie jakoś uwiera.

No ale dziś okazja do skrobnięcia paru słów nie byle jaka bo okrągłe urodziny bloga. Tak mi się przynajmniej wydaje. Co do dnia nie mam wątpliwości - to był ostatni dzień października, co do roku...
Okazuje się, że gdzieś wcięło mi początek archiwum. Zła jestem. Wlazłam na tego obmierzłego wordpressa a tam niespodzianka - nie ma już kosza (przynajmniej ja go nie znalazłam), nie ma w koszu mojego archiwum. Myślałam jednak, że mam wszystko na zewnętrznym dysku a tu zonk - dlaczemu dopiero od 2006 roku?! Coś mi tu nie gra.

Ok, matka myśli z opóźnieniem ale jednak czasem myśli - wyczytałam w swoim archiwum, że w 2007 roku były 3 urodziny bloga, więc dziś są 9 - dobrze liczę? Jeszcze rok do dychy;)

I tak sobie czytam i czytam to archiwum... Ileż to się działo w naszym życiu! Człowiek latał po tych lekarzach, szpitalach, użerał się, walił głową w mur, bluzgał, obrażał śmiertelnie... A w międzyczasie się uczył, jeździł na zjazdy, referaty i prace pisał, kolokwia i egzaminy zdawał... A w międzyczasie salsę tańczył;)
W każdym razie był to czas bardzo gorący i nie dziwota, że teraz nie ma o czym za bardzo pisać. Wtedy się działo, dziś jesteśmy na spokojnej emeryturze;)

Rozmawiając ostatnio z koleżankami z pracy, które mają na stanie małe (2-4 lata) dzieci i czują się notorycznie zmęczone i niedorelaksowane wygłosiłam taką oto niezwykle mądrą i odkrywczą refleksję - każdy musi swoje odpękać. Nie zazdrośćcie mi kochane tej godzinki dziennie, kiedy zakładam sportowe majtki i lecę pobiegać. Tak, czuję wtedy wolność i radochę ale ja naprawdę swoje odpękałam - 10 lat siedziałam w domu z dzieckiem, z czego 6 zapitalałam od rana do wieczora przy rehabilitacji. To se teraz polatam co nie?:) A Wy macie dużo lepsze rokowania, więc dobrze Wam radzę - zakładajcie sportowe majtasy już dziś, choćby na 15 minut żeby kiedy nadejdzie właściwy czas nie obudzić się z ręką w nocniku jak ja. Czyli że w sensie - nie czekajcie do 40stki, to kompletnie bez sensu, szkoda czasu:) Trzeba potem nadrabiać, dorównywać, wypluwać płuca a i tak nie za bardzo jest się w stanie wyrwać ze strefy obciachu - tu oko do tych co biegają i wiedzą o czym mówię;)

Na zebraniu w szkole Agi wychowawczyni powiedziała, że dziecko me puchnie z dumy za każdym razem kiedy jest mowa o matce, która biega. Żeby ona się tak bardzo nie emocjonowała tym wszystkim, mogłaby uczestniczyć w tych moich biegach.
Przed Maratonem Warszawskim przy okazji odbioru pakietu startowego rozmawiałam z tatą Maćka, który biega wraz ze swoim niepełnosprawnym synem. Przyjechał na maraton z Maćkiem i trójkołowymi wózkami, które chciał wypożyczyć chętnym. Niesamowite. Historię Maćka, jego Taty i ich wspólnej pasji można poczytać tutaj.
Może na codzienne treningi trudno byłoby nam się z córką mą umawiać ze względu na napięte grafiki ale w weekend czemu nie, a na zawody to już spoko luz. Niestety emocje Młodą zżerają, próbuje wkręcać się w ataki i to już nie jest ani śmieszne ani fajne. Ryzykować nie będziemy, zostaje jej więc tylko kibicowanie.

Jutro Święto Zmarłych. Lubię to święto. Wkurza mnie nowa moda i nowomowa pod tytułem grobing. Coś okropnego. My ten dzień świętujemy nie tylko na cmentarzu, staramy się spędzić go rodzinnie wspominając tych, którzy odeszli. Obiadujemy, gadamy, lenimy się:) Nie wiem czy macie okazję obserwować jak świętują Romowie - oni biesiadują wprost na płytach nagrobnych, włącznie z piciem wódki, zagrychą i paleniem papierosów, które zawsze zostawiają zapalone na nagrobku dla swoich zmarłych. Wyprawiają prawdziwą imprezę, taka kultura. W mojej okolicy Romów jest bardzo dużo, więc co roku jedni z uśmiechem inni ze zgrozą obserwują ich tradycję:)

Spokojnego dnia.

5 komentarzy :

  1. Blogusiowi życzę wielu lat w zdrowiu:), bo go bardzo lubię:)!!! W sumie cieszę się, że nie ma o czym pisać, chociaż zawsze jakieś nowe zdjęcie można wrzucić;) Piękna dziś pogoda na spacer po grobach i gdyby nie dziki tłum na parkingu i na samym cmentarzu, to poszlibyśmy znowu (byliśmy w zeszłym tygodniu, żeby tych dzikich tłumów uniknąć). Spokojnego dnia!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystkiego dobrego drogi blogusiu;)

    OdpowiedzUsuń
  3. na szczęście każdy ma swoją strefę obciachu;) A ty już swoją opuszczasz więc jest dobrze;) Pozdrowienia od naszej trójki ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Sto lat Blogusiowi ;)
    Wcale się nie dziwię że Twoje dziecko przejmuje się tym co TY robisz. A próbowałaś z nią pobiec? Może to będzie łatwiejsze do zniesienia (w sensie emocji) niż kibicowanie? Jak się w czymś uczestniczy, to trochę inaczej niż tylko patrzy jak własna matka trzaska kolejny bieg i dostaje kolejny medal.

    OdpowiedzUsuń
  5. matko ale zleciało!:) A ja pamiętam jeszcze dobrze mój pierwszy raz tutaj, pamiętam poprzedni wygląd bloga... ech, czas ten zdrajca zapitala jak zwariowany ;)
    Gratulacje rocznicy, nie przestawaj pisać w żadnym wypadku!

    OdpowiedzUsuń