sobota, 23 listopada 2013

chorujemy

Aga choruje w sumie bardzo rzadko - raz, może dwa do roku - ale jak już zachoruje to fest.
Zaczęło się jednak ode mnie. W piątek, tuż przed Biegiem Niepodległości, okropnie zmokłam podczas biegania. Do ostatniej nitki. I złapało mnie przeziębienie. Choć spędziłam w łóżku cały weekend kurując się wszelakimi znanymi naparami i specyfikami, nie dałam rady zwlec się na Bieg. Nawet przygotowałam sobie ciuchy, przypięłam numer startowy i obczaiłam transport ale nic z tego - w poniedziałkowy poranek byłam kompletnym trupem. We wtorek jeszcze większym - wzięłam urlop z pracy. I tu dochodzimy do dość pokrętnej ale jednak sprawdzonej jak się okazało za kilka dni logiki matki. Otóż jeśli ktoś zapyta czemu nie poszłam do lekarza to odpowiem, że bałam się pójść na zwolnienie bo a nóż za chwilę zachoruje Aga i będę musiała znowu zostać w domu? Wiedziałam, że środę jakoś odpękam bo nie mam zajęć tylko szkolenie BHP. A potem to już tylko czwartek i piątek więc dam radę nie? No i się kuruję do licha to chyba w końcu wyzdrowieję?! Nie wyzdrowiałam. Cały weekend znowu w łóżku. Swoją drogą - to tak z wiekiem przychodzi czy co? Nigdy wcześniej aż tyle czasu nie boksowałam się ze zwykłym, silnym bo silnym ale w końcu tylko przeziębieniem. Ba! Ja się z nim bujałam do przedwczoraj kiedy to się wkurzyłam i postanowiłam... pójść pobiegać. Świeże powietrze albo mnie zabije albo wzmocni. Nie zabiło.

A w poniedziałek rano usłyszałam charakterystyczne gardłowe charczenie Młodej. I już wiedziałam, że dwa tygodnie z głowy. A nie mówiłam?
O 8.20 rano nie było już numerków do lekarza. Znaczy były - na czwartek! Bardzo śmieszne. Po krótkiej acz kulturalnej awanturze przez telefon rejestratorka powiedziała, że mogę przyjść i zapytać lekarza czy mnie przyjmie bez numerka. I tu się kończy moje narzekanie bo lekarka nie tylko zgodziła się przyjąć cały sznureczek matek z chorymi dziećmi w takiej samej sytuacji jak ja ale też po wizycie planowej wezwała Agę po imieniu. Bez kolejki. Pierwszy raz mi się chyba zdarzyło, żeby lekarz osobiście zadbał o pierwszeństwo dziecka niepełnosprawnego. Szok!

No i gnijemy w domu, w łóżku. Na antybiotyku.

Acha, i wiecie co? Jak co roku jest Robótka!:) Klik w obrazek!

http://la-terra-del-pudding.blogspot.de/p/robotka-2013-under-construction.html

7 komentarzy :

  1. Nie wygłupiajcie się;) zdrowiejcie!
    A z drugiej strony kilka spokojnych, polegujących dni z mamą:) też fajne:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ku Niepodleglosci nie pobieglas, ales Maratonczykiem Robotki :-)
    Zdrowiejcie!
    :*

    OdpowiedzUsuń
  3. A rosół był? ;) I ciepłe gacie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam nadzieję, że już zdrowe, jak rybki, jesteście - obie! :)
    Może się odezwijcie, co? Święta tuż tuż :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zbieram siły od kilku dni na pisanie...;) Już prawie jestem gotowa! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to dobrze, bo już się martwiłam, że za mocno chorujecie!

      Usuń