Młodzież ostatnio bywa. W różnych fajnych miejscach bywa, w których matka nigdy nie była a chciałaby kiedyś być. Na ten przykład w Planetarium w Centrum Kopernik. Podobno było fajnie ale zbyt dużo bodźców - tak zeznała bywająca młodzież. I tu może fota, która powinna rozpocząć cykl pod tytułem "Ja i pan Marcin". No bo zobaczcie:
ja i pan Marcin w Planetarium
ja i pan Marcin i jesień w klasie
słuchaj Młoda, plan jest taki - wchodzimy do warzywniaka i kupujemy pomidory. Ziomale kupią resztę - marchewkę, pietruszkę, buraki, por i cebulę a my kupimy pomidory
ja i pan Marcin zgodnie z planem w warzywniaku - poproszę kilo pomidorów:)
Pan Marcin to złoty człowiek (pamiętacie grafikę jaką zrobił Młodej?), dźwiga Agę z wózka kiedy tylko trzeba i kiedy nie trzeba też, bo ktoś inny darowałby sobie zbędny wysiłek. Pan Marcin jednak wie, że czasem sprawy trzeba załatwiać na stojaka. I w kapturze, joł ;)
Nie wiem czy pisałam, chyba nie, że któregoś dnia w zeszycie kontaktowym wychowawczyni napisała, że następnego dnia idą do warzywniaka po owoce i żeby ubrać młodzież odpowiednio do pogody czyli że w sensie zabezpieczyć przed ewentualnym deszczem. Dla nas to jakby pikuś - Aga siedzi w wózku z rozkładaną budą więc specjalnych przygotowań nie czyniliśmy, ale okazało się, że reszta klasy się nie spisała. Wychowawczyni postanowiła więc, że po owoce Młoda pojedzie sama.
I tu znowu chciałabym zwrócić uwagę na to jak niesamowici ludzie pracują w tej szkole - jedyne w klasie przygotowane na deszcz dziecko było też jedynym na wózku. Najprościej byłoby odwołać całą wycieczkę prawda? Po co się szarpać z ciężkim wózkiem komunikacją miejską (w pobliżu szkoły nie ma żadnych sklepów). No ale dlaczego Aga ma obrywać za nieprzygotowaną resztę?:) I poszła sama, z wychowawczynią oczywiście.
z listą zakupów
sprzedawca zachwala, klient wybrzydza ;)
no i wreszcie płaci:)
Młodzież bywa więc w warzywniakach, raz sama, raz z klasą, raz po owocki, raz po warzywka:)
Ale wczoraj młodzież była... uwaga, uwaga... w SPA! I tu już matki zadek zazdrość porządnie ściska, bo matka jeszcze nigdy nie była...
Kupiliśmy na tę okoliczność nowy kostium kąpielowy, bo miał być basen i jakuzzi, i masaże miały być i maseczki wszelakie. Szczegółów nie znam, dostałam tylko wiadomość sms, że było bardzo fajnie, Młodej się podobało w basenie a przy masażu to nawet zaczynała się wkręcać w odlocik, więc musieli uważać. Przywiozła ze sobą misia w szlafroku, którego dostała na pamiątkę. I to wszystko za darmola! Jakiś dobry człowiek zasponsorował odrobinę luksusu niepełnosprawnym dzieciakom. Fiu fiu...
Ps. Docierały do mnie skargi na problematyczne dodawanie komentarzy, że niby niektórzy nie mogą ich dodawać. No to teraz chyba wszystko powinno już grać, proszę spróbować.





Mi tam zawsze działało, więc;)
OdpowiedzUsuńTeż w SPA nie byłam;(
pisałam już pewnie, ale powtórzę: wspaniała szkoła!
A jeszcze mi się przypomniało - w szkole Młodej, na początku roku szkolnego dostajemy tzw listę z wyprawką i wśród kredek i klejów jest pozycja "peleryna" i nie ma potem problemów, że jest wyjście planowane, a ktoś nie ma osłony na deszcz:)
OdpowiedzUsuńSzacun dla opiekunów! A młoda się nie targowała? :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia ciepłe!
Novembre
No, no, jestem pod wrażeniem, szkoła niesamowita! :) Wielkie szczęście mają dzieci, które mogą do niech chodzić. I szkoda, że nie wszystkim jest to dane.
OdpowiedzUsuńNo dobra, próbuję skomentować :)
OdpowiedzUsuńFajny ten Pan :)
bajkasia
No! Udało się:) To teraz już musisz komentować zawsze:))
UsuńYhy, ale pewnie zawsze jako Gall Anonim :)
Usuń