czwartek, 12 września 2013

teraz już będzie monotematycznie - trzeba się przyzwyczajać

I proszę jak się ładnie złożyło - równiutko miesiąc od poprzedniej notki wreszcie zmobilizowałam się do skrobnięcia paru słów. Właściwie to miałam zamiar iść biegać ale bieganie w deszczu trzeci dzień z rzędu chyba nie zrobiłoby dobrze na moje już podziębione gardło. Potrzebuję kurtki przeciwdeszczowej a widziałam taką śliczną, no po prostu cudowną, za jedyne 280 zeta (!!). Przegięcie pały z tymi cenami ciuchów sportowych i argument, że przecież jeszcze rok temu (z kawałkiem!) taką sumę przepaliłabym w... (już nie pamiętam ile kosztowały moje fajki, ale jaja, ale teraz kosztują chyba 14 zeta) 20 dni już mnie tak bardzo nie pociesza bo ileż można tak się omamiać. To jakieś neverending story.

I tak siadłam do lapka i piszę. I patrzę za okno czy aby się może nie przeciera. I zastanawiam się co zrobić, żeby nie wyszło, że się zrobiłam znowu obrzydliwie monotematyczna a bloguś jakby w całkiem innym temacie. O temacie więc, niech będzie.
Widziałam takie zdjęcie na fejsbuce - szalejąca z radości matka i trójka smętnych bachorków z tornistrami na plecach - witaj szkoło! To u nas jest w kwestii matki i-den-tycz-nie. W kwestii dziecka też podobnie - już tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego Młoda miała banana na buzi jak tylko ktoś wspomniał o szkole. A kiedy była ze mną w robo i pokazywałyśmy ciotkom w internetach jej szkolne zdjęcia to mało nie odleciała z tej radości. Emocje, emocje, emocje. Wspomnę jeszcze, że przez całe wakacje spała jak suseł do 9 minimum a często bywało, że musiałam ją zrywać o 10 bo leki sreki itd. W pierwszy dzień szkoły wstała o 6. Słownie - o szóstej!

To tyle z radości, teraz będzie o smutkach. 
Bo boli. 
Znowu boli brzuch (czy kiedykolwiek przestał?) i nie zamiaruje przestać nawet po Ibupromie + Apap + Nospa Forte czy tam Max. Wczoraj wiła się i wierzgała nogami ponad dwie godziny z bólu. Zostałam dość konkretnie skopana po nerach bo muszę koło niej siedzieć i pilnować by nie zleciała z łóżka. Nawet nie wiecie jaką mam wtedy złość w sobie, jakie myśli mi przychodzą do głowy kiedy jedyne co mogę zrobić to podać jej te tabletki i modlić się, żeby łaskawie zadziałały. Wczoraj spróbowałam też okładu z ciepłego termoforu na brzuch i pomogło, ale to już było pod koniec tej przykrej imprezy, kiedy wierzganie już nie było takie zapamiętałe. 
Szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że te ataki najczęściej są w mojej obecności, w domu (tfu, tfu przez lewe ramię). Nie ma ich póki co w szkole i niech tak zostanie. Nie było ich też przy babci i również niech tak zostanie bo babcia nam bardzo potrzebna i lepiej żeby nie dostała zawału.

Teraz wracamy do radości, żeby zostawić czytelnika w dobrym jednak humorze. Otóż Mała została moim największym kibicem. Udekorowanym własnym, złotym, błyszczącym a więc cudownym bo bardzo festyniarskim medalem.

Mam medal! Dostałam swój własny medal!

I tak oto gładko i niepostrzeżenie wróciliśmy do mojego biegania, no co ja poradzę. A skoro wróciliśmy to pochwalę się, że wystartowałam! Po raz pierwszy wystartowałam w zawodach i nie przybiegłam ostatnia! 
Może ktoś uzna, że stara matka się wygłupia - kto to widział zawody w tym wieku? Na co liczy w ogóle?

 Przed startem - o matkonetowo co ja tu robię?!

Ano liczy na wspaniałą atmosferę, adrenalinę, na rywalizację (głównie ze swoimi płucami i kolanami - kto kogo zajedzie szybciej) na sprawdzenie swoich osiągnięć (taka laurka codziennych treningów) no i na ładne widoki (ech ci biegacze...). I nie wiem właściwie na co jeszcze liczę, chyba się tego nie da wytłumaczyć normalsom;) To trzeba przeżyć, bo nie da się sensownie uzasadnić co człowieka codziennie niemal wygania z domu w 30stopniowy upał, w deszcz i słotę, o 6 rano czy w nocy, żeby poginać te coraz dłuższe kilometry z non stop bolącymi kolanami i mięśniami, na granicy wyplucia własnych wnętrzności. Od czterech miesięcy bolą mnie nogi! Od czterech miesięcy jak mam podbiec do autobusu to zachowuję się jak paralityk, od czterech miesięcy nie potrafię kucnąć bez grymasu bólu na twarzy, od czterech miesięcy JEST CUDOWNIE!

 Jestem biegaczką! Dostałam medal, wodę i pączka!

Paczaj dziecko - matka kompletnie ześwirowała:)

Ps. Właśnie sobie uświadomiłam, że dziś po raz pierwszy nie czuję bólu w nogach - to naprawdę warto odnotować. Znaczy widać światełko w tunelu.

Ps2. Jeszcze warto odnotować, że pierwszy raz uczestniczyłam w zawodach biegowych (na 10 km) w pierwszą rocznicę mojego niepalenia:) Mojego drugiego i prawdziwego niepalenia na zawsze:)

20 komentarzy :

  1. i oby Ci tak zostało z tym niepaleniem na zawsze:)
    Całusy dla Agi i dla Ciebie:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam wrażenie, że tak już zostanie bo bardziej kocham biegać niż palić a te dwie rzeczy się w zasadzie wykluczają;)
      uściski!

      Usuń
  2. Kochana, powiedz mi proszę, czy przy bieganiu nie boli Cię kręgosłup w odcinku lędźwiowym?????
    Próbowałam biegać na bieżni w siłowni, ale było to zgubne dla moich krzyży. Mogę natomiast korzystać z orbitreka. Dziwne trochę, nie??? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam taki krótki epizod. trzeba wzmacniać mięśnie grzbietu, a z resztą - trzeba wzmacniać się ogólnie żeby nie nabawić się jakichś kontuzji. okazuje się, że przy bieganiu pracują nie tylko mięśnie nóg i pojawia się ból w różnych dziwnych miejscach. jak chodzisz na orbitrek to i na siłce spróbuj trochę poćwiczyć i za jakiś czas spróbuj znowu pobiegać. tylko spokojnie, nie za szybko, nie za długo. będzie pani zadowolona;)

      Usuń
    2. a mozna jeszcze zostać opiekunką złobkową. pietnastka maluchów i wszystkie mięsnie jak stal :D :D

      Usuń
  3. Gratulacje, matka! ;)
    Zarówno biegania, jak i niepalenia - sama nie wiem, czego bardziej.
    Uściski!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegania! niepalenie było wcześniej i z rozsądku:)
      Dzięki:)

      Usuń
  4. Gratuluję uporu i chęci :)

    U mnie też 2-go września minął rok, jak nie palę. Fajnie. A jednak zazdroszczę tym, którzy są zdrowi i palą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę zazdrościsz? ja jak widzę jak ktoś pali to myślę - łomatko, jak to dobrze, że ja już nie muszę, serio:)
      dzięki i również gratuluję:)

      Usuń
    2. Dzięki :)
      To trudno wytłumaczyć, co czuję. Bardzo, ale to bardzo lubiłam palić, dawało mi ono (to palenie) jakieś takie silne poczucie szczęścia tych krótkich (acz częstych) chwil z papierosem. Tak fajnie było stanąć sobie gdzieś tam (zakupy, spacer, wycieczka, albo ogródek czy w progu domu, kiedy padało, wiało, albo było zimno)i zaciągnąć się dymkiem :) A jak fajnie się myślało wtedy! Ale pewnie, były i czarne strony tej przyjemności. Krótki oddech, łatwe męczenie się, nerwy, że nie można zapalić, bo praca, jakaś nasiadówka i różne takie, gdzie trzeba było czekać długo na kolejnego papierosa... :) I ceny, przerażająco coraz wyższe!

      Chyba jednak cieszę się, że nie palę. Chociaż gdyby mi Bóg szepnął do ucha, że mogę palić spokojnie, bo to nie wpłynie na stan mego zdrowia w żaden sposób, to pewnie zaraz chwyciłabym za fajkę :D

      Usuń
    3. a mi się wydaje, że ja bym już nie chwyciła, nawet z pozwoleniem Pana Boga i to jest zasługa biegania - i bez fajek wypluwam płuca:) jasne, że rzuciłam palenie dla zdrowia ale na równi też i po to, żeby zerwać się z tej smyczy nałogu. bardzo mi to już przeszkadzało.

      ja sobie bardzo wbiłam do głowy wszystkie te czarne strony a miłych chwil z dymkiem staram się nie pamiętać. i nie pamiętam, słowo:) też uwielbiałam palić ale to było gdzieś w innych czasach w innej galaktyce.
      w nagrodę nie miewam już bóli głowy, trampka w gębie z przepalenia i nie miewam też kaca, ha!:)
      no widzisz? mnie się palenie głównie z takimi sprawami kojarzy:)

      Usuń
    4. Ja takich objawów nie miałam, może dlatego tak mi szkoda tego durnego palenia ;) Ale tam szkoda, tak jak mówisz, świetnie, że się już z nałogu wyszło, bo obiektywnie patrząc to wredny to nałóg! :)

      Usuń
  5. Jak fajnie, że nigdy nie paliłam;))) Nie muszę teraz biegać!!!!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niezła logika:))) jeszcze zatęsknisz za wymówką żeby od dzieciuków odpocząć, zobaczysz:) wystarczy założyć trampki na nogi i wio! :)

      Usuń
    2. W chwilach kryzysu wsiadam na rower:)

      Usuń
  6. O Matko i Córko! 10 km? Brzmi strasznie. ;))))) Tak samo strasznie jak 6 rano.

    Nospa i inne niestety działają po długim czasie. Najszybciej te w kapsułkach (opcja sprint ibupromu chyba?) - mniej więcej połowę krócej (koło 1/2 h w moim przypadku).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na turnusie pielęgniarka poczęstowała Małą taką potężną, zieloną kapsułą (jak pół małego palca!) co to miała zadziałać ino bziu... i nic, zero różnicy. nie wiem zupełnie o co tu chodzi.

      Usuń
    2. Znam te kapsułki, prowadzimy bliską znajomość od kiedy ortopeda powiedział że więcej nie wypisze recepty na przeciwbólowe i przeciwzapalne.
      Lekarzy to nie dziwi? Czy ten sam brak efektu jest przy lekach podawanych w zastrzyku (o ile podawałaś?), lub czopku (wlewce?)? Gdybyś potrzebowała kogoś do molestowania lekarzy to służę. Musi być jakiś sposób, żeby dziecku pomóc i oni powinni go znać. (tu następuje obraza na cały świat)
      Zawsze jak piszesz o Adze Mała to się uśmiecham - sądząc po zdjęciach, to jakiś czas temu mnie przerosła. :-) Zawsze też podziwiam warkocze i uśmiech!
      Błyszczące i festyniarskie - uwielbiam. :) Bardziej od medalu to tylko kryształki rzucające tęcze na ścianę.

      Usuń
  7. Dorka, niech Cie uscisne malpo kochana. Jestem z Ciebie taka dumna:))) Caluski dla Was baby kochane i sily zycze. Ania zza morza (niespokojna-niecierpliwa.bloog.pl)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku kochana, skąd u Ciebie tyle siły? :) ściskam

    OdpowiedzUsuń