czwartek, 27 czerwca 2013

jest lepiej

W środę nie nadawałam się jednak do roboty z powodu, że rączki mi nie działały. W nocy miałam wrażenie, że płoną mi żywym ogniem i jedynym wyjściem będzie się ich natychmiast pozbyć. Rozcierałam, machałam rozpaczliwie jakby mi jakieś fuj gluty wisiały z paluszków a rano poszłam do Housa, opowiedziałam swoją interesującą historię oraz że mój pęcherz czuje się znakomicie ale dłonie się nie prostują i że nie idę do roboty i basta. Chcę skierowanie na badania oraz zwolnienie.
Dostałam jedno i drugie i nakaz kontynuacji łykania niebieskich tabletek.
(Studentka była obecna ale już tak nie ćwierkała na szczęście)

Ale że życie jest jakie jest, to dziś nie mogłam iść na badania ze sobą bo szłam na badania z Młodą. Termin umówiony trzy miesiące temu prawda, więc nie ma zmiłuj - rączki i reszta moich sfatygowanych ostatnio stawów muszą poczekać do jutra.

A Młode ma w głębokim poważaniu powagę sytuacji i tak jak zwykle trzeba je budzić do szkoły za piętnaście siódma, tak dziś wstała skowronkiem przed szóstą. I siki poszły się khem, nie powiem co, ale na pewno nie do pojemniczka. Bo matka nie zdążyła oka przetrzeć i złapać, toć o szóstej normalni ludzie śpią. Zdołaliśmy jednak upuścić trochę krwi w CZD oraz odwiedzić neurologa. Który nic ciekawego ani nowego nie powiedział, jednakowoż wypisał receptę (u nas każdy ma swoje niebieskie tabletki) i wylosowaliśmy termin kolejnej wizyty, pod koniec listopada.
I tak o.
Jutro z pojemniczkami i igłami walczę ja, ha.

Ale czuję się już nieźle. Niebieskie działają.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz