Weekend się kończy - na szczęście! Czuję się autentycznie zmęczona polowaniem na pogodę. Będzie padać czy nie będzie, wyjść z domu czy przeczekać tę chmurkę, ubrać kurtkę czy podkoszulkę na ramiączka. Wahania temperatur szalone.
Udało nam się parę razy wyjść na spacer no i rozpocząć sezon rowerowy, choć już zaczynałam powoli wpadać w histerię, że maj stracony.
Wczoraj nas zlało. Trochę. Mały deszcz spory szok jak widać:) Ale było wesoło. Przelatywaliśmy od przystanku do przystanku, przeczekiwaliśmy największy opad, ocieraliśmy twarz i dalej w drogę, byle bliżej domu. Taka naturalna stymulacja dotykowa;)
Jutro do robo. Wiecie, że już niedługo wakacje? Bardzo lubię te ostatnie 3-4 tygodnie, zaczynam przeprowadzać różne sprawdziany (dla szkolniaków) i inne obserwacje niezbędne do tworzenia diagnoz funkcjonalnych - słowem podsumowuję rok. To fajny czas bo analizując widzę co udało nam się zrobić, osiągnąć i nawet te najsłabsze dzieci mają zawsze jakiś swój sukces. Po ciężkiej orce jaką czasami jawi się ta praca, po chwilach zwątpienia i "już nie wiem co mam robić", jest czas na mniejsze i większe radości. Lubię ten czas:)

Inaczej sie zyje, jak wiesz, ze wakacje tuz, tuz...
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
i o to w życiu chodzi, że po deszczu przychodzi pogoda:)ducha też:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie!
U nas było łatwiej;) czwartek - cały lało, piątek - jako tako, choć zimnawo, sobota - cała w deszczu, niedziela - ufff nareszcie ładnie: słonko i ciepło, ale...czy to już koniec długiego weekendu;)?
OdpowiedzUsuńU nas niestety leje non stop, ale dobrze że idzie lato :)
OdpowiedzUsuń