czwartek, 9 maja 2013

kukunamuniu

Mamy niestety powtórkę z rozrywki - od wczorajszego świtu ataki co dwie godziny, przez noc do dziś, do godziny 15. Jest 23 a Mała wciąż nie śpi. Poprzedniej nocy też nie spała, patrzyła w jeden punkt jak w letargu. W dzień spała wszystkiego dwie godziny.

Dodzwoniłam się wreszcie do naszej nowej lekarki i uzgodniłyśmy, że zmniejszamy o połowę dawkę nowego leku. Skoro jest gorzej niż było, o wiele wiele gorzej, to po co nam on. Pogdybałyśmy też trochę - czasem nowy lek działa odwrotnie, wzmaga ataki (super te leki swoją drogą), a w ogóle to okres pokwitania i hormony szaleją. No i burze, nie zapominajmy że pogoda zwariowana. Właśnie pomyślałam, że nie sprawdziłam też stanu zakichanego księżyca do nomen omen pełni szczęścia. Uwielbiam tę zgaduj zgadulę, szczególnie że jak się tak sama poczytam to mam ochotę puknąć się w czajnik. Hormony, pioruny i księżyc, zadzwońcie proszę do Tworek.

Przejdźmy jednak do konkretów - jak do rana się nie poprawi to mamy się stawić w szpitalu. Bo takie gromadne ataki mogą skutkować obrzękiem mózgu. Wspaniale, tego jeszcze nie grali. Zamiast na wesele chrześniaka pojedziemy sobie zaszaleć na neurologii.

Od piętnastej zaklinam rzeczywistość. Czuwam nad oddechem i każdy odbiegający od normy (normy, hłe hłe, normy w Recie?) stawia mi wszystkie fiutki na karku. Tak jakbym potrafiła zapobiec. Mogę sobie czuwać lub nie, mogę sobie zaklinać. Wszystko jest poza moją mocą sprawczą.
A ona nie śpi, czemu ona nie śpi? Po tylu atakach każdy normalny człowiek śpi bo jest śmiertelnie zmęczony. A ona nie śpi. Ciekawe czy jak w końcu zaśnie to znowu na trzy doby? Nic już nie jest pewne. Kiedyś było pewne, że jak dotrwamy do nocy to mamy ugrane - noc była zawsze spokojna. Teraz boję się zasnąć. Może ona też.

Na fejsie ostatnio furorę wśród naszych robi blog mamy małej Rettki. Zajrzałam, poczytałam i doznałam deja vu. To ja. To normalnie ja, a przynajmniej mój sposób pisania sprzed siedmiu lat - z humorem, lekko o trudnych sprawach, o rettmonsterze, który u tamtej młodej mamy też jakoś tak śmiesznie się nazywa, o barierach (kto pamięta moją notkę o starej windzie?), o ludzkich krzywych spojrzeniach, o znajomych, którzy się odwrócili. Fajnie dziewczyna pisze, nie jojczy, próbuje wroga zabić śmiechem. Naprawdę fajnie.
Ja już nie umiem.
Doszłam do takiego punktu, w którym nie ma jak wroga zabijać śmiechem. Piszę - doszłam - ale właściwie to nie chodzi przecież o mnie. Całkiem nie o mnie. Chodzi o to - i powiedzmy to sobie szczerze - że zaczynamy z tym rettmonsterem przegrywać.

8 komentarzy :

  1. ... a moze jeszcze nie przegrane?
    Pozdrawiam i wspieram
    Judyta

    OdpowiedzUsuń
  2. żadne przegrywać! po prostu zła passa, która minie!
    foksal

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem o czym piszesz, kwestia czy pisanie ma służyć tylko zabijaniu wroga śmiechem.
    Moim zdaniem służy pamięci- utrwalaniu nieśmiertleności jak to już Horacy pisał.
    I jakiemuś strukturyzowaniu tego co nas spotyka- czyli szukaniu w tym chaosie porządku.
    Uff, skomplikowanie wyszło, ale wiesz o co mi chodzi ;-)
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  4. żadne tam przegrywanie!
    No, ja wiem...wiśta wio! łatwo powiedzieć, gdy się "w tym nie siedzi":(
    Wspieram mocno i serdecznie:*
    Ucałuski dla Was:*

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdy ma swoją granicę... ileż można żartować i dowcipkować, gdy z dzieckiem coraz gorzej? A pomocy znikąd sensownej nie widać? A przyszłość w coraz czarniejszych barwach?? Tej radosnej mamie pewnie też radość minie, przynajmniej na jakiś czas, dopóki się akumulatory na nowo nie naładują - czego i Tobie życzę. Może wakacje pomogą?? i niech te leki w końcu się postarają!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. a mnie zwyczajnie brak słów by cokolwiek napisać:(
    bardzo mocno przytulam

    OdpowiedzUsuń
  7. U nas parę lat temu było tak samo( kiedy Karola była w wieku Agi). Po 8 ataków na dobę, czasem jeden za drugim nawet po 10 minutach. To był ciężki okres, lekarz zwiększał dawki leków a Karola przez to tylko nie chciała jeść. Ten okres minął!! i u Was też minie!!Teraz mamy minimalne dawki leków i ataków prawie wcale. Z własnego doświadczenia wiemy też ,ze u Karoli ataki powodowane są często dużymi dawkami emocji.Gdy ktoś np wyjeżdżał z domu itd. Teraz nie rozmawiamy przy niej o tym co mogłaby przezywać.Wierzę, że u Was ten okres też minie!!Musi!.Mocno Was przytulam, czekam latem na spotkanie , jak będziecie w Osieku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Też nie mam pomysłu na mądre słowo.
    To zostawię zwykłe dobre.
    I też przytulam.

    OdpowiedzUsuń