czwartek, 16 maja 2013

kilka spraw

Po pierwsze - Mała dobrze. Wróciła do szkoły w poniedziałek. Po makabrycznej serii prawie wcale nie spała - tylko jedną dobę - jak na jej możliwości to pikuś.
Dziękuję za wsparcie w komentarzach. Nie miałam siły odpisywać ale każde dobre słowo jest nie do przecenienia. Mamo Karolki - znów ratujesz mój tyłek :)

Po drugie - dziś miałam przez moment taki wystrzał adrenaliny, że klękajcie narody. Przez najbliższy rok nie będę jeździć na roller coasterze, przysięgam. Otóż mój blogasek został zalinkowany na fejsie. W dobrej wierze i w ogóle ale kto mnie zna ten może sobie wyobrazić jaka panika mnie ogarnęła. Tyle lat pisałam pod hasłem, cichutko pod miotełką a tu nagle staty przebiły sufit biednego blogaska.
Wystraszyłam się. Najbardziej tego, że odkryją mnie ludzie z pracy, rodzina bliższa i dalsza, znajomi, którzy kompletnie nie mają pojęcia o naszym życiu. A już na pewno nie o intymnych sprawach Małej.
Potem się uspokoiłam i wróciła mi zdolność myślenia. Przynajmniej częściowo. I wymyśliłam, że właściwie to nic nie dzieje się bez przyczyny, że może tak miało być, mały wstrząsik, który postawi mnie do pionu to raz. Przestanę się mazać bo przecie jeszcze niedawno twierdziłam, że ja się nie mażę. Dwa - dlaczego tzw. znajomi normalsi mają nie poczytać sobie jak to wszystko u nas od kuchni wygląda? Może to też nie stanie się bez przyczyny.
Trzy - jeśli trafi tu ktoś nowy z Rettowej rodziny - powitam serdecznie. Proszę zająć miejsca, zadbać o popcorn, tylko ostrzegam - zwłaszcza młode Rettmamy - ostatnio nadajemy same horrory, więc profilaktycznie waleriana też nie zaszkodzi.
Jednak uprasza się bardzo o nie linkowanie na fejsie. Kto miał do Rettowa zajrzeć to zajrzał, ja wciąż cenię sobie kameralność tego miejsca. 

A tak w ogóle od czapy to po trzecie - matka przeżywa kryzys wieku średniego. Zaczęłam biegać. Tak, tak, proszę nie regulować odbiorników - matka postanowiła ŻYĆ ZDROWO. Po ośmiu miesiącach od rzucenia fajek czas się ogarnąć i zadbać o formę. A że po czterdziestce tak mi się porobiło, że jak sobie coś umyślę to żeby za przeproszeniem skały srały, to nie dość, że codziennie biegam i chodzę na siłkę, to również zdrowo i rozsądnie jem. Zgodnie z dietą, którą przepisał mi trener. Bo mam kurde trenera!
I nic to, że ta dieta to ma być zdrowa i mnie odchudzić a mam wrażenie, że nigdy w życiu nie żarłam takich ilości. Nic to, że jem produkty do tej pory zakazane bo w huk kaloryczne takie jak chlebek (że niby żytni to mnie nie utyje), orzechy i różne inne słoneczniki tudzież dynie. Oraz zupełnie nic to, że nie wyrabiam się w czasie i ledwie zjem jeden nieprawdopodobnie zdrowy posiłek a już muszę zaczynać przygotowywać następny bo wszystkich ma być sześć. Podobno wraz z ruszeniem tyłka z kanapy to ma działać.
Daję sobie dwa tygodnie - jeśli nie schudnę nawet kilograma to ostrzegam, przestanę jeść w ogóle. Będę się żywić kosmiczną energią. Albowiem po czterdziestce jest to chyba jedyny cholerny sposób na zrzucenie nadwagi, która powstała na skutek wkroczenia na ścieżkę zdrowia. Żadne Dukany i kopenhadzkie nie dały mi rady, włącznie z szeroko reklamowaną Lineą 40+. Mówię Wam, nie przekraczajcie czterdziestki, to kiepski interes jest.

12 komentarzy :

  1. wariatko Ty!;)o 40tce to ja już dawno zapomniałam, a i tak zrzuciłam 10 kg! Bez trenera, bez diety...no NŻT tak + basen i energiczne chodzenie z kijkami:) super sprawa.
    Było 82 a jest 72:)
    Amen!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to mnie się coś zacięło. zrzuciłam 7 kg i stanęłam na ament.
      biegam od przeszło dwóch tygodni i nic. NIC.
      ale nic to. biegac zaczęłam nie żeby schudnąć ale żeby zacząć uprawiać wreszcie jakiś sport. i szczerze mówiąc jak się tak upodlę fizycznie to i psychika mi lepiej działa;)

      Usuń
  2. Podpisuję się obiema ręcami ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. hmmmm... mi wystarczyło znaczące odstawienie cukru:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, ale ja nie jadam cukru:) nie jestem fanką słodyczy, nigdy nie byłam, okazyjnie zjem kawałek ciasta. nie słodzę też kawy ani herbaty.
      nie jem ziemniaków ani chleba - co więc mam u licha odstawić?:))

      musi być jakiś sposób albo ta energia kosmiczna bo schudnąć MUSZĘ. nie ma innej opcji.

      Usuń
  4. To masz tak jak ja- też po 40 i też nagle odkryłam, że jest 7 plus, a że jestem drobna to wyglądałam jak kuleczka.
    Odstawiłam słodkie, białe pieczywo, 5 kg zeszło, a z tymi dwoma walczę już rok.
    Biegam z psem krótkie trasy bo 3 km- czasem 6 km.
    Uważam co jem- i za cholerę nie mogę zrzucić.
    Fakt, że przy robieniu czegokolwiek fizycznie wygląda się lepiej mimo takiej samej wagi.
    U dietetyczki też byłam.
    Myślę, że ważne jest jednak zapisywanie tego co się je- na podstawowym poziomie to jednak matematyka- ile wrzucasz ile spalasz.
    Natomiast mam faktycznie problem z tą końcówką wagi- tak jakby metabolizm mi się zwolnił i powiedział koniec z chudnięciem.
    Iza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, na szczęście mimo braku spadku wagi wygląda się znacznie lepiej:)

      Usuń
  5. No szkoda, że nie napisałaś tego parę lat temu, moze nie wchodziłabym w lata sześćdziesiąte..... Ech.... Co do diety, kochana moja - wystarczy odrzucic wiekszość węglowodanów (cukier!!! lody!!!!! torciki!!!) i tłuszcze - pozostawiajac oliwę i oleje z pierwszego tłoczenia w niewielkiej ilosci - reszta zaś nadaje sie do spożycia. Zamiast smazenia - duszenie bez tłuszczu, pieczenie w folii i takie tam..
    Sama kiedys traciłam masę - i poszło.
    Podziwiam twoja chcęć biegania i treningu - ja leniwa jestem. Praca, dom - a tam książeczka przy kaloryferze.. Czasem rowerek, ale siodełko fatalne i za daleko nie ujadę.
    Co do linkowania - unikam jak mogę. Ale w twoim wypadku to pozytywne jest - chociaż w celu nawiazania kontaktów i doświadczeń z innym rettmamami. To chyba pomaga?
    W twoich ustawieniach nie moge znaleźć możliwosci logowania jako matka-dzieciom. Ki czort? kombinuję - moze się uda:-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaa... teorię to ja mam opanowaną perfekcyjnie:)

      Usuń
  6. Też miałam kryzys 40-tki, ale później kompletnie mi przeszło :) Wydaje mi się, że jestem pogodzona z życiem, żałuję tylko, że nie mam więcej kasy i domu na odludziu :) Niestety, pogodzenie się z życiem i upływem czasu u mnie skutkuje też negatywnie, tzn. wcale nie mam ochoty odchudzać się, chodzić w szpilkach itd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie nie, to ja nie mam i nie miałam kryzysu 40-stki bo kompletnie w nosie mam swój wiek:) jeśli w ogóle dociera do mnie przekroczenie tej magicznej 40stki to raczej pozytywnie - jestem mądrzejsza, bardziej świadoma, spokojna. podoba mi się to:)

      Usuń
  7. Wszystkie "sensacje" mnie ominęły. Ściskam Was kochane!

    OdpowiedzUsuń