Śnieg wcale nie stopniał, wręcz odwrotnie - jest go coraz więcej, a mnie wciąż nie chce się pisać. I ja nie wiem czy to wina tej upiornej tegorocznej zimy czy po prostu mi się zacięcie do pisania skończyło. Chyba mi dogorywa bloguś. Tak sobie myślę, że warto by go było podtrzymywać przy życiu choćby sporadycznie, w końcu szkoda tej całej wieloletniej pisaniny.
U nas lipa z sosną, że się tak wyrażę. Nie ma się co rozwodzić nad zniżką nastroju a nawet załamaniem nerwowym na widok za oknem dzisiejszego poranka. Jaki jest koń każdy widzi. Zawsze byłam wielką fanką śniegu ale wszystko ma swoje granice.
Mała na szczęście zdrowa, tej zimy przeszła jedno niegroźne przeziębienie. Nie ma na co narzekać.
Akropo dwóch nowych trudnych słów w naszym słowniku to właśnie jedziemy w przyszły wtorek do neuro na pierwszą kontrolę po wprowadzeniu nowego leku. I nie mamy się w zasadzie czym pochwalić. Wprowadziłam ten lek bardzo się ociągając, nie do pełnej dawki jednak za zgodą i w porozumieniu z panią doktor. Czyli zamiast dwóch tabletek dziennie Mała długo łykała tylko jedną, rano i cały luty był czysty - bez ani jednego epizodu. I już witałam się z gąską i cieszyłam, że uda mi się nie wprowadzać pełnej dawki a tym samym choć trochę oszczędzić tę biedną małą wątrobę a tu dupa - pierdyknęło mi dziecko dwa potężne ataki jednego dnia z modelową trzęsiawką po czym pożegnało się z tym światem na dwie pełne doby. No i co, trzeba było doładować powoli jeszcze jedną tabletkę, eh.
Czyli na pełnej dawce jesteśmy dopiero dwa tygodnie. Jest spokój choć nie śmiem zapeszać.
Myślę, że dużo do tej huśtawki dokłada wiek dojrzewania. Mała niby stała się kobietą ale od lipca zeszłego roku dopiero dwa razy. Czyli hormony się tam gdzieś gotują i nie mogą się wyregulować. Zaatakowała dokładnie w czasie kiedy powinna mieć kolejny okres. A nie miała.
Trochę mi dziwnie pisać o takich intymnych sprawach ale z tego co wiem tylko jeden mężczyzna tu zagląda:) Dorosły więc się chyba nie zgorszy:) A może takie informacje komuś się przydadzą do porównania czy cuś. To zresztą blog o Małej i jej życiu a właśnie te sprawy obecnie są u nas na świeczniku.
Skoro już khem wiosna, to pewnie trzeba by było pomyśleć o turnusie. Zamówić miejscówki, zdzwonić się z bracią pingpongową i zgrać terminy ale jak zacznę o tym myśleć to się zdołuję do końca patrząc za okno. Ckni mi się za Osiekiem, za słonkiem, wiatrem, ciepłymi wieczorami na rikszy. Marzę o odpoczynku.
Na razie jednak muszę się zadowolić dwoma dniami wolnymi przed świętami i tym, że nie spędzę ich tylko na myciu okien przed świętami:) Albowiem jedno największe mam już umyte, ha! Gotować też nie zamiaruję za dużo bo i ludzi będzie jadło tylko sztuk cztery. I jestem na diecie. Bo w maju żenię chrześniaka! Ale mam zaległości w niusach, o matko:))
Fajnie, że się jednak odzywasz:) Co do wiosny, to też mnie już wkurza na maxa - chyba będziemy mieć białe święta;/ szkoda tylko, że wielkanocne;/ I po jaką cholerę Ty jesteś na diecie????? Wnioskuję, że ja powinnam przejść na głodówkę;/ Trzymam kciuki za lek - żeby zadziałał i jeszcze, żeby się hormony ze sobą dogadały:))
OdpowiedzUsuńja jestem wiecznie na diecie;) a tak poważnie - pół roku temu znowu rzuciłam palenie (nie wiem czy mówiłam, że złamałam się w Zakopcu, po roku niepalenia), tym razem mam nadzieję na dobre bo strasznie dużo mnie to kosztowało. między innymi 12 kg! także muszę się pozbyć tej nadwyżki, jestem w połowie.
UsuńPo prostu Twoje i Corki codzienne zycie i to jest piekne...
OdpowiedzUsuńU mnie zawieja, wiatr, ale to ostatnie podrygi zimy, wiosna juz za rogiem przycupnela i czeka kiedy sie objawic...
Zdrowia dla Malej a dla Ciebie odwagi no i figury na ten slub!!!
Serdecznosci
Judith
dziękuję:) i równie serdecznie pozdrawiam:)
Usuńrzucenia zazdroszczę i podziwiam -ja wytrzymuję do tygodnia a potem zaczynam chodzić po ścianach:| o nastrojach i przesileniach zimowo/wiosennych to może lepiej pomilczę...
OdpowiedzUsuńale fajnie, ze ty się w końcu odezwałaś!:)
dla mnie pierwszy tydzień najgorszy. wspomóż się plasterkami - co prawda nie ma co liczyć na bezbolesne rzucenie ale naprawdę bardzo pomagają. ja się oklejałam 3 dni a potem już dałam radę sama.
UsuńŻenisz chrześniaka???
OdpowiedzUsuńNie wierzę, młoda damo, nijak nie wierzę!
Co do palenia (znaczy że palisz i że rzucasz i że znowu palisz) to nie mówiłaś nic a nic!
Zostałam uświadomioną dzisiaj, tu i teraz:P
Cieszę się, że napisałaś.
I choć białe rządzi i mnie wkurza (bo z obtłuczonymi żebrami nie mogę z niego korzystać!) to wiosna i tak przyjdzie.
Pewnie spóźniona jak zawsze:)
Buziole, moa:*
Patrząc za okno te ciepłe wieczory brzmią jak bajka ;-) zniżkę nastroju rozumiem.
OdpowiedzUsuńChyba wszyscy mają, bo słońca prawie brak i to białe paskudztwo w ilościach hurtowych wszędzie bleee.
Palisz? Rzuć to świństwo, bo niezdrowe. Dodatkowe kilogramy - jest cieplej!
no właśnie już NIE PALĘ:) pół roku minęło:)
OdpowiedzUsuńO, i ja też nie palę (NIE PALĘ! Aż sama nie wierzę hehe) już pół roku, od 3 września 2012 :) Dzielne z nas dziewczyny! :)))
OdpowiedzUsuńdo kitu z tą pogodą :/
OdpowiedzUsuńDziewczyny - to nie wiosna późna, tylko Wielkanoc nieco wcześnie:-) Wszystkiego najlepszego Tobie i Adze. No i trwaj w niepaleniu! Jakoś mam probklem z logowaniem u ciebie jako matka-dzieciom...
OdpowiedzUsuń