Czy ja Wam kiedyś nie pisałam jak wygląda nasze wyjście z domu? Z pierwszego piętra?
To było wyjście wózkiem, na kółkach.
Niech mi ktoś powie jak wyjść z nieporuszającą się o własnych siłach piętnastoletnią panienką na sanki? Wyjść z wózkiem, zostawić przed blokiem, wrócić po sanki, przełożyć człowieka, zostawić pod blokiem, zaprowadzić wózek?
W drodze powrotnej mniej więcej tak samo. To raz.
Dwa - jak takim wyjechanym sprzętem pokonywać warszawskie krawężniki skoro na kółkach czasem jest ciężko?
Sanki to, moje drogie, marzenie ściętej głowy. Sanki, szczególnie te:
fajnie wyglądają na obrazku. Bo do ciągnięcia takich sanek to chyba trzeba kunia a my mamy jeno starą już nieco Lufkę. Ani one do parku ani na górkę bo fajnie jest zjechać ale kto ma je wciągać na górę? Ja? To dzięki, wolę od razu położyć się na ortopedyczny.
Bardzo, bardzo mi się te sanki spodobały. Patrzyłam na nie długo i namiętnie zastanawiając się jak u licha można by to zorganizować. I wyszło mi, że nie da się. Nie w bloku, nie w mieście.
O tych misiarzowych już nie będę się rozwodzić bo wolę pchać wózek na kółkach zamiast na płozach. Dla Małej to naprawdę żadna różnica - i to jedzie i to jedzie - a dla mnie ogromna - nie jestem masochistką.
To tyle w temacie sanek.
Mam nadzieję, że nikt a szczególnie pomysłodawca się na mnie nie obrazi za ten wpis albowiem jego celem jest li i jedynie pokazanie prozy życia. Ja jestem bardzo otwarta na takie pomysły - sanki, riksza, lot balonem. Dla Małej wszystko. Tylko, że sił mam jakby coraz mniej a i umiem już spojrzeć realnie. Nawet do wyjścia na rower potrzebuję pomocy drugiej osoby a co dopiero zimą na sanki...
Na szczęście to już koniec tych cholernych ferii. Koniec nudy i gnicia w domu. Mała wypad do szkoły, do której tęskni strasznie i każda wzmianka o szkole wywołuje promienny uśmiech, no i może niedługo koniec zimy a w każdym razie jest bliżej niż dalej.
Pogadajmy lepiej o tym locie balonem:)


To jest problem...
OdpowiedzUsuńLubie zime, ale dla Ciebie i Twojej Corci rezygnuje z niej!
O locie balonem trzeba koniecznie pomyslec!
Serdecznosci
Judith
Takie wyjścia dla Was, to faktycznie raczej mordęga niż radocha, koniecznie musiałabyś kogoś do pomocy angażować, ja bym miała sąsiadów, bo fajni są, i to nie jednych tylko pół ulicy:) oczywiście pod nieobecność ojca dziecka;)
OdpowiedzUsuńA Mała marzy o locie balonem:)? To może jakaś fundacja;)? typu "Mam marzenie":)?
Żartowałam!! Z tym balonem żartowałam!
OdpowiedzUsuń:))
Małej wisiałby ten cały balon i lot, ona zapamiętałaby pewnie tylko szarpanie i pakowanie jej do tego kosza:))) Mała nie widzi krowy na polu a co dopiero świata na dole.
Jeśli "Mam marzenie" to według mnie wycieczka do jakiegoś Teletubilandu a ponieważ chyba takowego nie ma to pływanie z delfinami. Myślę, że te dwie rzeczy (czyli spotkanie z kolorowymi popaprańcami a potem długo, długo nic i dopiero kontakt z takim niezwykłym zwierzęciem) sprawiłyby jej prawdziwą przyjemność.
Tak sądziłam, że żartowałaś z balonem, ale kto tam wie, jakie są Wasze marzenia;) A pisałaś do Mam marzenie? o tych tubiśkach czy delfinach?? To chyba nie jest jakieś strasznie nierealne:)
UsuńBardzo obrazowo wyjaśniłaś, dlaczego sanki odpadają i, niestety, trudno by było się z Tobą nie zgodzić.
OdpowiedzUsuńCałkiem od czapy, wiem!!! ale napiszę: bo Wy powinniście mieszkać w domu jednorodzinnym, najlepiej parterowym, mieć sporą działkę, blisko miasta, ale nie w samym mieście. Utopia, wiem. I boli to strasznie, że takie zasadnicze potrzeby nie mogą zostać spełnione. Ja i tak nie wiem, jak to możliwe, żeby jeszcze mieć zdrowie znosić Agę po schodach, wkładać do wanny (nawet ze wszystkimi udogodnieniami) itd. po tylu latach. Niesamowite!
Zgadzam się - powinniśmy! I wcale nie musi być spora działka, wystarczyłaby taka na dwa leżaczki:) Mała nie lubi biegać ani bawić się w piasku więc luz;) Dom oczywiście parterowy, z szerokimi otworami i bez progów ale malutki, bo ja nie przepadam za sprzątaniem;)
UsuńJa nie mam wielkich wymagań ale i tak za duże bo nierealne:( U nas, zaraz pod Warszawą działki są po 100 baksów za metr. Znaczy tak było jeszcze kilka lat temu jak się interesowałam, teraz to nie wiem ale chyba nie potaniało.
Zakładałam że na płozach wygodniej niż kołami po śniegu.
OdpowiedzUsuńMoże po straż miejską dzwonić że się przejść nie da, nic nie odśnieżone - jak się nikt nie poczuwa do odśnieżenia? Bo czyjś ten chodnik jest i ten ktoś ma obowiązek go doprowadzić do przynajmniej przyzwoitego stanu.
Hm rozwiązaniem byłoby coś jak komórka na rowery - od razu przy wejściu do klatki. Tam czekają sanki. Wyjeżdżasz wózkiem, wyjmujesz sanki, zamiana pojazdu, wózek czeka na powrót w komórce. Napęd - nie mam pomysłu, chłop by się przydał.
Niestety nic dodać, nic ująć. Bo jeszcze jest taka różnica, kiedy z daną sytuacją spotykasz się pierwszy raz, a kiedy codziennie przez kilkanaście lat. Szczerze życzę Wam tego wspomnianego wyżej domku.
OdpowiedzUsuńwszystko stopniało i pora na nową notkę :)
OdpowiedzUsuń