poniedziałek, 28 stycznia 2013

zaklęty rewir


Kilka dni temu byłam ze znajomą na kawie, na mieście, co zdarza się mniej więcej raz na trzy lata. Znajoma podjechała po mnie autem. Ruszając w drogę pokazuję jej – widzisz kochana, od tego skrzyżowania po tamte wieżowce, to jest mój kwadrat. Poruszam się w nim po przekątnej, jakieś 400 metrów, dwa razy dziennie. Mam tu wszystko: spożywczaka, aptekę, papiernik, park, nawet chińczyka mam jak mi się zachce luksusów kulinarnych. I tak popitalam w tym kwadracie jak mysz zamknięta w klatce nosa dalej nie wychylając.

Zdiagnozowałam u siebie klaustrofobię. Mam trochę więcej luzu niż kiedyś, kiedy to poruszałam się tylko po 45 metrach. Teraz codziennie chodzę do pracy, ludzi widuję, teoretycznie muszę jakoś się ubrać i umalować ale tylko teoretycznie bo praktycznie to moim strojem jest właściwie dres czy inne legginsy, w których mogę zaiwaniać za maluchami po dywanie. Czyli wymyślne stroje odpadają bo nie opłaca mi się po przemknięciu mojej przekątnej przebierać w robocie.
Zaklęty rewir. Zaczynam się dusić.  
Czyli chyba znam już przyczynę mojej apatii i niechęci do pisania.
To proste – ja nie mam o czym pisać.

Nasze życie jest monotonne. Od ataku do ataku, od kupy do kupy. Na ferie nie wyjeżdżamy bo nie ma gdzie z wózkiem po tym śniegu, więc Mała tym razem nudzi się z babcią a ja zachowuję swój urlop na lepszą porę roku. Jak my przeżyjemy te dwa długie tygodnie? Książki, telewizor, książki, wspólne gotowanie. Jak śniegi nie stopnieją to i na spacer nie wyjdziemy bo miastu się nie chce odśnieżać a tam gdzie odśnieżone to zaspy na metr przy krawężnikach i nie można zmienić kierunku jazdy. I tyle. O czym tu pisać.
Mam klaustrofobię i zgrzytam zębami jak widzę prognozy pogody dla narciarzy. Bezszansie. Ciekawe czy kiedyś jeszcze założę narty na nogi.

Może niech ta zima się już skończy co? Bo coś czuję, że ona też maczała palce w moim samopoczuciu.

22 komentarze :

  1. A sanki? Nie ma szans na sanki z Małą:)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Tobie się wydaje, że życie innych ludzi/rodzin, monotonne nie jest? Pewnie istnieje jakiś % rodzin bardzo bogatych, i/albo bardzo aktywnych, u których sporo się dzieje. Ale większość wiedzie właśnie takie monotonne życie! Praca, dom, dzieci, choroby, kupy, telewizor. Nawet jak trafi się kino, czy teatr to oj tam oj tam, czy to aż taka ekscytacja? Dla mnie nie, dla innych pewnie różnie. Dużo znajomych narzeka na nudę, apatię, a nawet na depresję. I to kobiety, które mają zdrowe dzieci, albo już odchowane dzieci. Życie takie już jest, zwyczajne.

      Usuń
    2. Czemu odpowiedziałam pod notką Kolorków, to pojęcia nie mam ;) Upraszam o wybaczenie ;)

      Usuń
    3. Jeśli to ja miałam wybaczać, to doprawdy, nie ma czego;) Oraz faktycznie, życie większości ludzi to taki kieracik od czasu do czasu przerywany jakimiś wakacjami, wizytami znajomych itp;))

      Usuń
    4. Nie, sanki nie dla nas. Mała by się bała bo nie siedziałaby stabilnie.

      Usuń
    5. Moonfairy - pewnie, że mi się nie wydaje. Ale to jest ich wybór a nie konieczność, może dlatego mnie tak to uwiera. I tak - kino i teatr od czasu do czasu to dla mnie wielka ekscytacja bo nie pamiętam kiedy byłam ostatnio. W sobotę postanowiłam wyrwać się z domu do centrum, na tzw. ciuchy i wiesz co? zdębiałam na widok oświetlonego Pałacu Kultury. Warszawianka pełną paszczą.
      Ja byłam zawsze latawcem, ciężko mi teraz usiedzieć na tyłku.
      No i ja akurat mam blisko siebie przykłady rodzin, które spędzają czas aktywnie a nie są kasiaste - toć nie na kasie rzecz polega.
      Jeśli się ma zdrowe dzieci czy tym bardziej odchowane, sposób spędzania wolnego czasu jest tylko kwestią wyboru. Jeśli ktoś nie robi nic a gada tylko o depresji to ja od takich ludzi uciekam w te pędy bo nie ręczę za siebie - mogę nie wytrzymać i powiedzieć coś głupiego a nie lubię być niegrzeczna.

      Usuń
    6. a ja widziałam takie sanki, że nawet bezkręgowiec siedziałby stabilnie. jakieś takieś wypaśne, to prawda, ale ramy grube jak moje ramię. z pokrowcem na dzieciaka. poszukaj w necie, na pewno znajdziesz jakis sankowy tron dla małej i hajda nawet na górkę.

      Usuń
    7. Dokładnie o takich myślałam, widziałam gdzieś w górach - dziecko ewidentnie samodzielnie nie siedzące, na oko z 20 lat:) a sanki świetne (wtedy myślałam, że jakaś samoróba, ale przecież niekoniecznie) A żebyś minę tego chłopaka widziała:))!!!

      Usuń
  2. to pod ostatnim zdaniem ja też się podpiszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zycie nie jest nudne, mamy raczej przestoje w widzeniu, ze ta codziennosc jest po prostu naszym zyciem i wcale nie jest tak nudna...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jeszcze raz]A mi się wydaje, że jeśli ktoś ma zdrowe dzieci, to jednak łatwiej mu zabić prozę życia. Bo zwyczajnie dziecko pod przysłowiową pachę i można się przemieszczać i nie trzeba wielkiej kasy do zapewnienia atrakcji. A rozumiem, że mobilność jest kluczową sprawą i większość z nas nawet nie wie, ile jest barier architektonicznych. Tak nieśmiało zerkam do kraju, gdzie żyje moja siostra i na system opieki, gdzie sami rodzice nie muszą stawać na głowie, by móc zapewnić komfort życia niepełnosprawnemu dziecku i się nie dziwię MOA. Na szczęście ma przyjść już niedługo wiosna czego Wam sobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - sedno sprawy:)

      Usuń
    2. Z całą pewnością łatwiej jest ludziom z dziećmi zdrowymi, tu nie ma nad czym deliberować :) Ale tyle u tych ludzi marudzenia, narzekania, załamywania rąk, że nie do wiary! Milion powodów, by stwierdzić, że życie jest do bani, że depresja, że sił brak i chęci. I o to mi tylko chodzi, MOA roztomiła, że wcale obiektywna prawda nie pokrywa się z prawdą subiektywną, niezależnie od tego, czy dzieci są zdrowe, czy nie, a intensywność odczuwania szczęścia, jak i niezadowolenia, dość pokrętnymi drogami chodzi.

      Usuń
  6. He, he- ja mam trochę większy kwadracik bo 12 km, ale zawsze to kwadracik ;-)
    Wiem, że z dziećmi zdrowymi łatwiej, ale weź dwójkę naraz 4 latków do komunikacji miejskiej z kilkoma przesiadkami a odechce się wszystkiego.
    Teraz jak dziewczynki mają 7 lat to czasami bywamy nawet na Rynku w ramach rozrywki, ale to w weekendy.
    W zwykły dzień wyjście jest nierealne.
    I.

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja takie coś wydłubałam z netu ale cena zaporowa...
    http://www.domenasportowa.pl/product-pol-220-Sanki-KHW-GmbH-Snow-Comfort.html

    OdpowiedzUsuń
  8. i jeszcze takie:
    http://misiarz.pl/index.php?tresc=artgal&Wybr=79&rodzic=0&NrM=N&Poz=1

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. genialne:) do cen nie doszłam, pewnie drogie, ale JEST!!

      Usuń
  9. Moa, ty masz jakiegoś e-maila??
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  10. Moa a nie da się kółek na płozy podmienić i wykorzystać wózka? To pchać łatwiej po śniegu będzie, przepraszam po tych cudownie odśnieżanych chodnikach warszawskich.

    OdpowiedzUsuń