Po naszej ostatniej wizycie w CZD muszę się naumieć dwóch bardzo trudnych słów. Jednym jest nie po naszemu brzmiące nazwisko naszej nowej pani doktor od epi, drugim - nazwa naszego nowego leku, który nam nasza nowa pani doktor przepisała.
Spodobała mi się póki co ta pani. Spokojna, wyważona i wiedziała co to zespół Retta. Prawie nie do pomyślenia. No i podjęła męską decyzję o zdiagnozowaniu padaczki lekoopornej co oznacza, że nie będziemy za recepty płacić 100%. Po roku czasu... Uzyskałam też wreszcie zaświadczenie dla pediatry, również po roku. Wyszłam z gabinetu ściskając swoje zabawki i ciesząc się jak dziecko.
Wprowadzamy dodatkowy, drugi lek. Bardzo ostrożnie i powoli. Ostatnie ataki strasznie Małą sponiewierały i jeśli jest jakaś szansa, żeby już nigdy tego nie doświadczać to ja nabrałam odwagi, spróbujmy tych niebieskich tabletek. Moja prośba do lekarza brzmiała - proszę jej tylko nie otępić, niech to będą leki, które pozwolą jej w miarę normalnie funkcjonować, niech moje dziecko wie na którym świecie żyje, niech korzysta z nauki w szkole jak do tej pory.
Bo w szkole to akurat fajnie. Dziś na zebraniu rozdawali semestralne oceny i wychodzi na to, że mam całkiem bystre dziecko, które "jest niezwykle aktywną uczennicą, zgłasza się do wykonywania większości zadań proponowanych przez nauczyciela oraz odpowiedzi". Miło się czyta o tym co Mała potrafi, jednak że sama się zgłasza do odpowiedzi i tak aktywnie uczestniczy w życiu klasy to się czyta ze wzruszeniem. Znaczy nie jest obojętna, ma swój świat, który lubi i chce się w nim udzielać.
Jeśli niebieska tabletka miałaby ją tego pozbawić to sieknę za okno.
Zdjęcie ze świąt, takie ciemne i mało wyraźne ale bardzo je lubię.
śliczna!
OdpowiedzUsuńa włosami mogłaby obdzielić cały szwadron łysych i jeszcze mnie na dokładkę.
foksal
Piękna fotka, ma klimat, chyba właśnie dzięki temu, że taka przyciemna. A młoda ma piękne włosy! Jakie gęste!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że w końcu "dostałaś", co chciałaś. I mam nadzieję, że nowe tabletki cud jakiś malutki spowodują.
Dżizas, ja nie wiem, czy te minione problemy z kręgosłupem Małej to nie od tych kilogramów włosów, które ona dźwiga!
OdpowiedzUsuńPiękna fotka, ma klimat:) Ale strasznie chude to dziewczątko!
OdpowiedzUsuńi oby Ci się te wszystkie życzenia spełniły!
OdpowiedzUsuńA Małej oczy są tak "rozmowne", że klękajcie narody:)))
cudne zdjęcie:) Oby wam te tabletki pomogły bez wywoływania efektów ubocznych! myśmy też swego czasu zaryzykowali (w leczeniu Touretta) i było warto
OdpowiedzUsuńŚliczna :) I te warkocze (wiem, brzydko zazdrościć, ale u mnie to jakieś mysie ogonki)!!!
OdpowiedzUsuńDobra i lubiana szkoła - lubię o takich czytać :)
Mam nadzieję, że niebieski tabletki pomogą.
OdpowiedzUsuńJakoś ciepło zrobiło mi się na sercu - wystarczy spojrzeć w Jej oczy :)))
zdjęcie bardzo fajne
OdpowiedzUsuńoptymizmem w temacie lekarskim zawiało. trzymam kciuki za nieotępianie i skuteczność.
OdpowiedzUsuńto naprawdę wzruszające z tym zgłaszaniem się.
ale pierwsze co mi się nasunęło to "matko, ile ona ma włosów!" :)
Śliczna :) a jakie ma warkocze! życzę powodzenia w doborze leków.
OdpowiedzUsuńCzy te dwa słowa to Leuenberger i Levetiracetam? ;)
OdpowiedzUsuńTeż mam córkę z zespołem Retta, też leczymy padaczkę u tej Pani dr i też tym samym lekiem :) Pozdrawiam, Aga
Witaj:) Wszystko się zgadza:)
UsuńI co - działa?
Nie działa, nic nie działa...
OdpowiedzUsuń