A może to jest tak jak w "Grze o tron", że przyszła długa zima i potrwa kilka lat? No bo wczoraj koło 15 to już był jakiś kurde armagedon! Najgorsze jest to, że drzewa mają pączki i to wszystko nam zmarznie w cholerę.
Jak byliśmy w CZD w styczniu i staliśmy na stacji w mrozie szczękając zębami to sobie myślałam - o, następnym razem w końcu marca to już będzie wiosna na szczęście. No i była, wurwa, tylko jeszcze bardziej zmarzliśmy!
Pani neuro mnie pochwaliła za czujność i delikatne wprowadzanie leków. Wreszcie znalazłam bratnią duszę, której też zależy na tym by uzyskać poprawę ale na najmniejszej możliwej dawce a ja wciąż pełnej jednak nie wprowadziłam. Jeszcze pół tabletki mam w zapasie.
Kolejna wizyta kontrolna w końcu czerwca - czy już będzie ciepło??
Byliśmy też u dziadunia. Wizyta wizytą - nic nowego się nie dowiedziałam i gdyby nie to, że przed wizytą przechodzimy przez ważenie to uznałabym ten czas za stracony. Ale uwaga, uwaga - JEST SUKCES. Mamy kolejne 2 kilo do przodu, czyli 28,5 kg żywego Anioła, tadam!:) Mój kręgosłup skrzypiał mi co prawda, że dobijamy do trzydziestki ale trudno, nie ma co narzekać ważne, że idziemy do przodu i dziadunio nie straszy dodatkowymi dziurkami.
Warto wspomnieć o całej procedurze ważenia. Otóż ponieważ Mała nie stanie samodzielnie na wadze a podtrzymywanie czy podpieranie przekłamuje wynik, ważę się najpierw ja (niech szlag trafi ten rupieć, który przekłamuje 2 kg do przodu! czemu cholera nie do tyłu?!), potem biorę Agę na ręce i ważymy się obie i miła pani pielęgniarka oblicza różnicę. Jak już tę różnicę wyliczy to zaczyna się targowanie - ile odjąć na ciuchy i inne dodatki. Pani mówi 500 g, ja krzyczę - pani kochana my 3 miechy ciężko pracujemy na każdy gram a pani nam tak lekką ręką pół kilo chce ciachnąć? Za ten cieniutki polarek?! Pani mówi, że ok, może być 450 ale mniej to ni hu hu.
Wzdech.
I tak o.
Zaraz idziemy ze święconką. Zimą. Przez śniegi i zawieje. Nie ma forsycji, wyginęły.
Wesołych, CIEPŁYCH, pogodnych świąt wszystkim życzymy:) I nie rzucajcie w poniedziałek sopelkami!
sobota, 30 marca 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta
(
Atom
)
Wszystkiego co piekne i dobre dla Ciebie i Twoich Najblizszych na ten swiety czas Wielkiej Nocy...
OdpowiedzUsuńAlleluja!
Judith
byłam wczoraj w Wawie to wiem jak wyglądało:-( u nas nic lepiej kurczamać!:-(
OdpowiedzUsuń(i aby uniknąć połajanki: byłam na chwilę tylko, na Pięknej 12 i o 17.00 siedziałam w powrotnym samolotuniu, który wystartował dopiero po półtorej godzince z powodu oblodzenia i kolejeczki innych samolotków do odlodzenia:-()
Wesołego Zajączka, smacznego jajka i wszystkiego serdecznego Moa Tobie, Aniołkowi i Ojcu:*** i w ogóle całej Rodzinie:-)
A u nas dziś jakoś (aż się boję głośno o tym pisać, żeby nie zapeszyć) wiosennie!! i chyba gdybym się nie zarzekała, że nie ma wiosny, to i okna pozostaną zimowe, to trzeba by je było umyć!! No ale grypa nas jeszcze nie opuściła dokumentnie, więc wymówka wciąż jest:)) Wesołych i ZDROWYCH, oraz wiosny!!!!!
OdpowiedzUsuńZebyś nie wykrakała tej długiej zimy. Miej litość. Pies się na mnie patrzy z politowaniem kiedy odziewam ją w ubranko. Znowu.
OdpowiedzUsuńŚciskam serdecznie z okazji Świąt :)
Zdrowych i pogodnych, w Krakowie podobnie.
OdpowiedzUsuńRozczarowująco bym powiedziała.
Ale damy radę, w końcu będzie cieplej.
Iza
u nas żadnych kiełków, kwiatków i innych oznak wiosny jeszcze nie było, więc jest okej.
OdpowiedzUsuńcóz, jesień trwała do Bożego Narodzenia, przyroda musi nadrobić.
foksal
Zdrowych, miłych Świąt, dużo radości i optymizmu na co dzień :)
OdpowiedzUsuń