piątek, 5 października 2012

wiadomość ze szkolnego zeszytu kontaktowego

"Aga sama się dziś zgłosiła do rozdawania zeszytów i rozpoznawała właściciela po zdjęciu, była wyraźnie zadowolona. [Mała wozi ze sobą BigMac'a, takie urządzenie, które po naciśnięciu odtwarza komunikat słowny. Bardzo chcieliśmy dać jej szansę na "zgłoszenie się" do czegoś, wyrażenie woli - bez pytania, w dowolnej chwili]

Aga sama wybierała Martynkę [przyniosła ostatnio książkę ze szkolnej biblioteki - ulubioną "Martynkę". Mamy tych Martynek w domu ze 12 a ona przytargała taką, której jeszcze nie czytałyśmy, to się zapytałam czy sama wybierała czy to przypadek]

Wczoraj na wyborach przewodniczącego [szkoły] wystąpiła z klasą na środku i zakomunikowała, że nasz kandydat Kacper jest sprytny."

Umarłam - kandydat jest sprytny:))))

W poniedziałek na zebraniu też dowiedziałam się ciekawych rzeczy. Na ten przykład, że Aga jest klasową potęgą matematyczną. Bardzo lubi rozwiązywać zadania.
Musi po mamusi.

Wychowawczyni, ta ulubiona co to wróciła z macierzyńskiego, jednak bardzo kuma bazę. Ona jedna potrafi docenić Małą, jej umiejętności. Serce mi rośnie, co ja mówię - cała rosnę! - kiedy słyszę, że Mała dysponuje mnóstwem pojęć - czyli ma bogaty słownik (mowa bierna), że odpoznaje dużo wyrazów (czyta słowo pisane), że szybko łapie nowości.
Ja to wszystko wiem (i wiele więcej) ale, że to wie też obca osoba to niezwykłe i niesłychane.

Trochę się kłócę ostatnimi czasy z panią logopedką w kwestii komunikacji alternatywnej. A nasza kłótnia, lub może raczej wymiana zdań, odbywa się na piśmie, w owym zeszycie kontaktowym. Wygląda to dość dziwnie bo pisujemy do siebie całe elaboraty. Przy okazji - ja piszę wieczorami a ona? Mam nadzieję, że nie na zajęciach z Małą...
A poszło o mieszanie dwóch "języków" w książce komunikacyjnej Małej - piktogramów i PCS-ów. Dla tych co nie w temacie - pod linkami pierwsze lepsze znalezione w sieci przykłady jednych i drugich, choć na tej stronie Dogopomoce PCS-y nazwane są błędnie piktogramami:)

Nie podoba mi się to mieszanie. Uważam, że dla Małej czarno-białe piktogramy nie są atrakcyjne, po drugie z zasady nie miesza się bez wyraźnej potrzeby dwóch "języków", po trzecie - ponieważ to ja głównie zajmuję się budowaniem jej książki komunikacyjnej, chciałabym mieć swobodę w korzystaniu z ogromnej bazy PCS-ów, którą posiadam w programie BoardMaker (za kosmiczną kasę prawie 2 i pół tysia) i nie zastanawiać się czy w szkole do danego pojęcia wykorzystali piktogram czy PCS. Cenę przytaczam nie dlatego, żeby chwalić się jak drogi program posiadam - absolutnie nie jest to zaskakująca kwota, nie dla niepełnosprawnych, którzy operują podobnymi za każdym razem kiedy chcą kupić coś niezbędnego im do życia. Mówię o pieniądzach ponieważ chciałabym, żeby nauczyciele w szkole rozumieli, że jeśli rodzic chce czynnie uczestniczyć w edukacji swojego dziecka i w tym celu wydaje dużo uzbieranych grosz do grosza pieniędzy, to chciałby potem mieć komfort korzystania z tego zakupu.
Tyle.
A tu się wytworzyła kuriozalna sytuacja - jeśli chcę wprowadzić nowy symbol (ten cholerny PCS - dla niewtajemniczonych) na określenie czynności czy przedmiotu czy stanu ducha, wszystko jedno, to muszę najpierw napisać/zadzwonić do pani logopedki i zapytać czy mogę. Bo oni sobie tam wymyślili ujednolicenie znaków (symboli) w całej szkole, a w tym ujednoliceniu zróżnicowanie na dwa różne systemy symboli.

Czy ktoś coś z tego rozumie?

Na mój argument, że język komunikacji dobiera się do dziecka a nie odwrotnie, że fundamentalną zasadą pedagogiki specjalnej jest indywidualizowanie a nie ujednolicanie pani logopedka mi pisze, że "w większości przypadków w PCS-ach zakres członów definiującego i definiowanego przez znak nie pokrywa się z rzeczywistością i jest niezgodny z metodyką wprowadzania znaków".
No, tak, dajemy sobie po całości choć ja na takie dictum od razu napisałam, że nie ukrywam, że ja takiego języka nie rozumiem. Nie mam pojęcia co to człon definiujący i definiowany i dlaczego język wprowadził człony, które nie pokrywają się z rzeczywistością. I bardzo mi zależy na zrozumieniu tych wszystkich zależności dlatego bardzo bym prosiła o jeden chociaż taki przykład gdzie człon definiujący i definiowany nie pokrywa się i jak piktogram pozwala na uzupełnienie tej luki.

Wiem, że dla Normalsów to mało interesujący problem, więc oszczędzę dalszych cytatów. Tak chciałam zaznaczyć akcję. Ku pamięci.

9 komentarzy :

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja poproszę o cytaty, bo jako polonistkę (choćby i byłą), niekompatybilność członów bardzo mnie interesuje.
    między wierszami zaś zrozumiałam, że pani logopedka uważa, że piktogramy są lepsze, ale musi wprowadzać te kolorowe symbole, które uważa za niejasne, mylące, bo taki jest program nauczania. i w sytuacji, gdy uznaje, iż jakiś kolorowy symbol jest be, zastępuje go czarno-białym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pani logopedka uważa, że błędem w PCS-ach jest to, że np. jabłko pokazano jako czerwone. a przecież nie wszystkie jabłka są czerwone i jest to wprowadzanie dzieci w błąd, bo będą one uważać, że wszystkie jabłka są czerwone i te innego koloru nie są jabłkami.
      a ja na to, że w takim razie idąc tym tropem - błędem w piktogramach jest to, że generalnie wszystkie owoce są białe - toż to czysta paranoja:))
      jeden i drugi system to SYMBOLE a wiedzę, że jabłka są w różnych kolorach nabiera się poprzez doświadczenia. toć i krowy nie są identyczne, nie dajmy się zwariować...

      jak ona mi wreszcie poda ten przykład (jak naprawi awarię komputera gdzie te przykłady są...) to ja Ci przytoczę.

      Usuń
  3. otóż to.Czarno -białe są PONURE.Pewnie nie rozpraszaja uwagi i każde dziecko widzi tak samo ale...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie wiem czy każde dziecko widzi tak samo. piktogramy są najprostszym systemem, stosowanym głównie u dzieci ze słabym wzrokiem - czerń i biel, najlepszy kontrast.
      niektóre dzieciaki natomiast mogą nie chcieć na nie patrzeć właśnie z powodu braku atrakcyjności. Mała nie chce.

      mam wrażenie, że to jakiś przetrwały nawyk z tymi piktogramami. kiedyś ktoś w tej szkole używał i tak zostało...
      natomiast stosowanie tych samych symboli dla każdego dziecka to pomyłka. dzieci są różne, mają różne potrzeby. specjaliści zajmujący się komunikacją alternatywną wręcz tworzą z dziećmi nowe symbole, zgodnie z ich potrzebami i preferencjami. PCS-y bowiem mają tę przewagę nad piktogramami, że można je samodzielnie modyfikować...

      pokażę może później przykłady:)

      Usuń
    2. No ale dla nauczycieli to czysta wygoda (takie ujednolicenie), nie muszą się zastanawiać który uczeń czym dysponuje, bo wszyscy uczniowie dysponują tym samym;)

      Usuń
  4. może niedokładnie ubrałam w słowa to co chcialam napisać;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinno być tak, żeby Aga była zadowolona, a nie pani logopeda! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. mi się ta pani logopeda nie podoba. za to wychowawczyni bardzo :) jestem pełna podziwu, bo często wychowawca dzieci, z którymi łatwiej się porozumieć, nie miałby tyle do powiedzenia na ich temat. trafiła Wam się świetna.

    natomiast w notce (w komentarzach znaczy)niżej mówiłyście o rozmawianiu z dziećmi w ogóle. i ja Wam powiem, że dla mnie gadanie z obcymi lub prawie obcymi dziećmi to katorga. One mnie nie interesują i zawsze się wkurzam jak dzwonię do kogoś coś konkretnego załatwić (i nie jest to rodzina, a dziecko które jest w tym domu widziałam raz), a mi matka mówi "weź chwile pogadaj z Izunią, bo ona lubi". Jezu dlaczego mam gadać z Izunią?? Czy jakby jej teściowa lubiła gadać przez tel to też by mi ją dała? Chodzi o to, że ja nie różnicuję na dziecko/dorosły, lubię gadać ze znanymi mi osobami, albo takimi, które coś inspirującego wniosą.

    OdpowiedzUsuń