wtorek, 25 września 2012

jestem z siebie dumna

Piknik się udał, mili Państwo. Pogoda dopisała - słoneczko, ciepełko, nic tylko po szpitalu latać.
Pierwszy i najważniejszy punkt programu - ważenie - uskrzydlił mnie na cały dzień albowiem utyłam dziecko 3,5 kg! No nie szkodzi, że przez pół roku - przez ostatnie 10 lat w ogóle mi się to nie udawało. Czyli mam całe 26 i pół kg Anioła w domu, jeej.
Najważniejsze, że moja dieta na Małą działa. Moja przemyślana w każdym szczególe dieta, o którą nie raz darłam koty z Ojcem. Jestem taka dumna z siebie, że pękam.

Dziadunio nie powiedział nic mądrego. Jakoś zaczynam gubić sens kolejnych wizyt. Że "rodzic musi być wyedukowany" słyszę już trzeci raz i za bardzo nie rozumiem czemu znowu. 
Na moje zeznanie, że organizm Małej zaczyna się przyzwyczajać do tych specyfików (jak do każdego poprzedniego), które bierze nie usłyszałam nic odkrywczego. Lactulozę można zwiększać, jelito można skrócić, stomię wyprowadzić. Jasne. Dziadunio-od-dziurek.

Za to pani dietetyczka - mniam! Świetna, żwawa, z jajem, z setką pomysłów i przepisów. Przeczytała mój bilans żywieniowy i stwierdziła, że nie ma zastrzeżeń - i już ją pokochałam, całem sercem, bo bałam się okrutnie tej oceny.

Zaproponowała plan. Żeby pozbyć się zaparć, bóli brzucha oraz jeszcze trochę przybrać na wadze moja fantastyczna dieta zostanie wzbogacona o jeszcze większą ilość kasz oraz łyżkę tłuszczu w postaci dobrego oleju do każdego posiłku. Plus mnóstwo zieleniny w postaci kopru, szczypiorku, natki.
Plan wydaje mi się sensowny (i w zasięgu moich umiejętności kulinarnych, hłe, hłe) jeśli chodzi o utycie Małej, bo święcie wierzę, że te 3 i pół kilo to zasługa śniadań - różnych kasz: orkiszowej, jaglanej, kukurydzianej, krakowskiej gotowanych na tłustym mleku, z dodatkiem żurawiny (na zdrowie nereckom), startego jabłka (na zdrowie jelitkom) oraz zmielonych ziaren dyni i słonecznika (dodatkowe kalorie). Oraz zasługa kolacji - Nutridrink - kalorie, kalorie, kalorie. Nic innego się nie zmieniło odkąd dziadunio zaczął straszyć dodatkowymi dziurkami. Mała zawsze jadła gęste zupy z mnóstwem warzyw, jakieś drugie dania najczęściej i najchętniej jednogarnkowe i surówki. Chleba nie jada bo nie lubi kanapek i tak po prawdzie nie ma na nie miejsca w ciągu dnia, skoro na śniadanie jest zupa, na drugie jakiś serek, na obiad też zupa a na kolację zupa tylko słodka:)))

Dietetyczka zasugerowała też żeby nie bać się rozdrabniania posiłków. Może niekoniecznie miksować po całości ale takie mięso w zupie jak najbardziej. Siekać drobno co się da - wędlinę na kanapki, ser żółty ścierać drobno na tarce, warzywka (mieszać to wszystko z majonezem na pastę). Chodzi o to by organizm nie wkładał zbyt dużego wysiłku w trawienie zbyt dużych kawałków, a wiadomo że dziewczyny z gryzieniem i żuciem mają problemy. Trawienie to też praca, która spala kalorie i odchudza (matko jakie to wszystko jest niesprawiedliwe! Ja dużo jem, mnóstwo trawię i dlaczemu nie mogę schudnąć?!). Mówiono już o tym na europejskiej konferencji rettowskiej w Gdańsku kilka lat temu i ja się od tamtej pory nie certolę - dziubię, siekam, dziabam, ścieram co się da. Nie ma się czego wstydzić i w sumie to nie wiem czemu to taka wstydliwa sprawa jest. Że papki to dla niemowlaków? Says who?!:) 

U nefrologa było przyjemnie nudno, czyli żadnych kamieni, wyniki siuśkow dobre, ziew, można pogadać o pierdołach. Spotkamy się na USG w marcu.

Obiegówkę uważam więc za bardzo udaną. Pojeździliśmy windami, połaziliśmy po krętych korytarzach, całkiem sprawnie nam to poszło bo o 11.30 byliśmy gotowi do wyjścia.

I wtedy zobaczyłam Anioła. Na wózku, rączki pracują, jęzor tudzież (identyko jak u Karolci!), oczy z głębokim spojrzeniem - no Rettka jak nic. Z szerokim uśmiechem oglądałam się za mamą z córką kiedy się mijałyśmy i widziałam, że mama spojrzała na Małą, zaskoczyła i też już wie:) My wychodziliśmy one wchodziły ale raz raz zawróciły i podeszły żeby porozmawiać. Okazuje się, że Anioł ma 16 lat, są spod Warszawy i nigdy jeszcze nie spotkały innej Rettki. Mama nawet prosiła w rejestracji na neurologii gdzie przyjeżdżają, żeby umówić je na wizytę wtedy, kiedy będzie tam inna dziewczynka. Żeby choć porozmawiać, popatrzeć. I przez 16 lat nikogo nie spotkały. Mama miała non stop łzy w oczach. 
Oczywiście taka rozmowa na korytarzu to mało - tyle jest do omówienia, tyle pytań do zadania, a tu trzeba lecieć na wizyty. Dałam im kontakt do siebie, na Rettlandię, zachęciłam żeby się odezwała bo samemu to strasznie licho żyć z rettmonsterem... Mam nadzieję, że się odważy. Aż dziw, że do tej pory z nikim nie miała kontaktu. I nie dziw, że była taka wzruszona.

W drodze powrotnej kupiłyśmy wrzos. Piękny jest, nie mogłam się oprzeć.


8 komentarzy :

  1. Cieszę się ,ze wszystko Wam sprawnie poszło:) Przeczytałam uważnie i wiem teraz ,ze mogę dalej Karoli rozdrabniać jedzonko:)) z tym olejem kiedyś próbowałam , miałam taki z pestek winogron. Chyba zacznę dalej próbować. Wrzos piękny ale Aga normalnie wymiata - wygląda prześlicznie!!!No i zazdroszczę Wam tej budy przy wózku bo z mojej to chyba nie skorzystam.. widziałaś jaka ona wielka:))))Nadal czekamy na riksze ... za to mamy już ogrodzenie prawie gotowe:) pozdrawiamy !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, właśnie - z pestek winogron ale do potraw zimnych, serków, przekąsek. a do gorących to masło lub oliwa z oliwek. tak mi dietetyczka powiedziała.
      i trza zacząć od jednej łyżeczki od herbaty do każdego posiłku, potem można zwiększać.

      i jeszcze mi podała doraźny przepis na zaparcie - jabłko (starte lub pieczone lub uprażone) wymieszane z łyżką majeranku. podobno działa!

      jak uporządkuję notatki z tej wizyty to jeszcze coś napiszę, może i Wam się przyda.

      a co do budy - Wasza ciut większa bo i wózek większy! przynajmniej masz pewność, że Karolcia nie zmoknie.

      Usuń
  2. To chyba wrzosiec, a nie wrzos;) ale nie upieram się;) 26 kg Anioła;) padłam:) oczywiście gratulacje, ale że u nas problem doskonale odwrotny to nic mądrego nie poradzę, za to chyba się wezmę w sobie i napiszę o mojej wizycie u dochtorów, bo to w sumie śmieszne ogromnie;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba wrzosiec:) ale trza by się spytać kogoś kto się zna.
      byś mi podesłała adres do siebie bo przesz wszystkie potraciłam, dobra?

      Usuń
    2. bym wysłała;) no problem, leci przez gg:)

      Usuń
    3. z Ciebie też niezły numer:))))

      Usuń
  3. Wrzos/wrzosiec ładny, ale gdzie mu tam do Anioła! Śliczna dziewoja! Normalnie miód-malina, ach :)

    Cieszę się, że wszystko u Was OK. Oby tak trwało i trwało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze Was widzieć :) a wrzos taki ahh, chociaż oznacza jesień.

    OdpowiedzUsuń