sobota, 7 stycznia 2023

co poradzę, że czas leci...

 ... ale ja nie mam kiedy taczek załadować! To już cztery miesiące?!

Bardzo, bardzo intensywny czas. Grażynka mówi, że ja wciąż gdzieś lecę, jestem w ciągłym biegu, ale jak mam nie być jak wszystko na mojej głowie? Nie ma zmiłuj, trza zaiwaniać.

19 listopada odzyskałam mieszkanie. Znaczy weszłam tam ze ślusarzem i zastałam ruinę. Brud, smród i robactwo. Nie wiem jak można przez 19 miesięcy tak zniszczyć mieszkanie. Ściany brudne po sam sufit. Dywany zniknęły, pewnie piesek zrobił gnój to wyrzucili. Lakier do paznokci na meblach. Mnóstwo śmieci, szafki w kuchni pełne różnych rzeczy. W każdym kącie jakieś brudne ciuchy. Tony zabawek ale takie barachło rodem z jajek niespodzianek... Do tego pozostawione wory z ciuchami, sejf, dokumenty firmy. 

Nie da się tego oddać słowami. Obraz nędzy i rozpaczy, który dobitnie mówi o kobiecie, która mieszkała tam z dwójką małych dzieci! W tym jedno, to niemowle, musiało mieć spore kłopoty zdrowotne bo znalazłam dużo leków i opatrunków, które sugerują to i tamto. A papierochy były palone... Syf jest obrazem nawyków Sandry, nie zauważyłam raczej zniszczeń robionych po złości. Może kilka, ale równie dobrze mogła to być robota dzieci. O jej konkubencie nie wspominam, bo myślę, że przez ostatnie miesiące już go tam nie było. 

Nie będę za bardzo się w tym temacie rozwijać, bo nie mam pewności czy Sandra tu nie zagląda. Szczerze mówiąc nie podejrzewam ją o taki spryt i mam ją w dupie, ale jeśli zagląda to niech raczej wie mniej niż więcej - będzie miała większą niespodziankę. Nasze sądy są wolne w dosłownym (wyłącznie) tego słowa znaczeniu, ale teraz już mi nie zależy na czasie. Życie nauczyło mnie cierpliwości (oj, bardzo dobrze mnie nauczyło!) i ja sobie na te sądowe wyroki cierpliwie poczekam. 

O sądzie, praworządności i tym przez co już przeszłam mogłabym tu napisać ze trzy sute notki, no ale nie mogę, no nie mogę. Może za jakiś czas. Nie oddam w ich obronie ani jednego złamanego paznokcia. Przepraszam za ten polityczny wtręt, ale akurat jestem w temacie, prawda, i skóra mi cierpnie na samą wzmiankę. 

Kończąc tymczasem temat mieszkania - muszę zrobić generalny remont. Kuchnia, łazienka i przedpokój nie nadają się do użytku, reszta też do odmalowania. Nie wiem czy zdołam zrewitalizować meble, z pewnością będę probować. A zacząć musiałam od dezynsekcji.

Z dobrych wiadomości - majster, który robił nam remont starego mieszkania i wyszykował też to nowe, cudem ma czas i już jest w szale pracy. Jestem bardzo szczęśliwa bo wiem, jak trudno teraz o dobrą ekipę remontową. Tego człowieka znam, wiem, że jest dobrym fachowcem, słowny, nie pije, robota pali mu się w rękach, dostał klucz i działa. Nie muszę nad nim stać i pilnować, co dla mnie jest bezcenne, bo ja ani nie mam na to czasu ani możliwości. 

Koszty ogromne, ale muszę to zrobić, traktuję to jako inwestycję w naszą najbliższą przyszłość, w emeryturę. Najłatwiej byłoby sprzedać to mieszkanie w cholerę ale Aga jeździ do szkoły ostatni rok i od wakacji już wiem, że nie będę pracować. Muszę więc zabezpieczyć sobie jakiś dochód, bo na samym zasiłku będzie bardzo ciężko. 

No właśnie - nieubłaganie nadchodzą zmiany w życiu. Koniec szkoły, koniec naszej ciężko wypracowanej rutyny. A było jak w zegareczku... Aga o 6.45 wsiada do dowozu i jedzie do swojej kochanej szkoły. Piętnaście minut później matka wsiada na rower i jedzie do pracy. Każda ma swoje życie, swoje obowiązki, swoje sprawy. Spotykamy się o 16.00 pod blokiem, kiedy Aga wysiada z dowozu. Jemy obiad, przechodzimy w tryb domowy. 

I tak będziemy działać do wakacji, a potem koniec. Szczerze mówiąc nie miałam czasu na szukanie nowego, DOBREGO miejsca. No nie rozdwoję się, ledwie ogarniam codzienność plus sprawy remontowe. Pobieżne rozglądanie się nie napawa optymizmem, więc trochę odpuściłam temat. Bo nie poślę Młodej byle gdzie, do przechowalni. Ale też muszę uczciwie przyznać, że uczepiłam się pomysłu starania się o roczny urlop nauczycielski na poratowanie zdrowia. W moim planie idealnym dostaję ten urlop od września i wtedy zaczynam się rozglądać za ośrodkiem. No i ogarniam swoje zdrowie, z którym ostatnio trochę słabo. 

Byłby to czas na zorganizowanie naszego życia od nowa. Nie da się tego zrobić pracując zawodowo, plus zajmowanie się Młodą, plus gaszenie pożarów życia. Ale jeśli tego urlopu mi odmówią, to będę musiała się zwolnić. 

A jestem tak bardzo zmęczona, że pójdę nawet na zasiłek, byle tylko odpocząć. Tyle tylko, że to złudny odpoczynek, bo ja dokładnie wiem, jak wygląda "siedzenie w domu"... 


9 komentarzy :

  1. wiesz ze zagladalam regularnie zeby zobaczyć co u Was? strasznie sie cieszę, że udalo się z mieszkaniem, jesteś mocarzem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze, że piszesz! Myślałam o Was ostatnio bardzo intensywnie! Życzę Wam obu dużo zdrowia, sił i morza cierpliwości! Pozdrawiam bardzo serdecznie! K.

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy Aga nie mogłaby nie zdać do następnej klasy? Dziewczyny, zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wszystkie takie możliwości wykorzystałyśmy. Każde dziecko niepełnosprawne w Polsce, musi skończyć edukację do 25 roku życia.

      Usuń
  4. Jak dobrze, że mieszkanie odzyskane. Niepojęte, ze można tak traktować czyjąś własność. Zniechęca mnie to do ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa jestem jak doszło do odzyskania mieszkania, ale rozumiem, jak nie możesz napisać, to nie możesz. Grunt, że się odzyskało! Chyba bałabym się wynająć już komukolwiek. Prawo w tym temacie jest absolutnie chore.

    Co do Agi i jej szkoły, no szkoda, że się kończy. Ale mieszkacie w Warszawie, na pewno coś dobrego znajdziesz, jakieś centrum dziennej aktywności, czy coś podobnego, odpowiedniego. Trzymam kciuki!

    A urlop na poratowanie zdrowia... nie wyobrażam sobie, że mogliby Ci nie dać, bo w sumie komu bardziej może się należeć? Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje z powodu odzyskania mieszkania i pozbycia się pasożyta!!! Plan masz genialny, MUSI się udać!! Znalezienie dobrego miejsca dla Agi łatwe raczej nie będzie. Kompletnie nie znam realiów stolicy, ale doskonale znam nasze :( W Opolu są 2 miejsca: WTZ - Młoda się załapała po półrocznym oczekiwaniu (jest na max 6 lat, już 1,5 za nami) i 2 świetlice - 1 tam gdzie WTZ - latami się czeka na miejsce (ktoś musi umrzeć, no ewentualnie wyprowadzić się) i przechowalnia (podobno ostatnio władza się zmieniła, ale ogólnie ma kiepską opinię, chociaż wiele znajomych tam poszło, bo gdzie??). Ogromniej tragedii nie ma, bo ja od lat pracuję z domu, ale patrzenie na własne dziecko, które spędza całe dnie gapiąc się w jakiś ekran ( komputer, tel lub tablet) strasznie słabe jest...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jeszcze tez dodam ze jakbys tak chciala zalozyc nowa zbiorke na urlop to mysle ze znalazloby sie wiele osob ktore by to bardzo wspieraly! Mozesz nawet tam napisac ze zbierasz na waciki! Daj znac jesli cos trzeba w tym kierunku ogarnac.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko u Was OK? Daj jakiś znak życia, fajnie by było :)

    OdpowiedzUsuń