czwartek, 21 kwietnia 2022

prąd dobrem obowiązkowym

Otóż moi drodzy Czytelnicy, jeśli wydaje się Wam, że jesteście wyłącznymi dysponentami praw do zarządzania swoim prądem tylko dlatego, że podpisaliście umowę ze stosownym dostawcą... to jesteście w duuuużym błędzie. I ponieważ jestem na emocjonalnym gazie, to zaraz Wam to wszystko wyłuszczę. Tylko sobie drinka zrobię, bo na trzeźwo się nie da.

Trzy tygodnie zajęło mi załatwienie czasowego odcięcia energii elektrycznej. Trzy tygodnie w trakcie których wykonałam kilka telefonów na infolinię Eon, tam dostałam tyleż samo różnych instrukcji załatwienia tej sprawy (co konsultant, to inny pomysł), włącznie z odesłaniem mnie do infolinii Stoen jako do tych "technicznych", gdzie dostałam kilka różnych telefonów i nazwisk osób władnych wykonać tę usługę. Podczas wydzwaniania do tych osób, dwa razy dostałam opierdziel że zawracam głowę, aż w końcu ktoś stwierdził - bez wizyty w biurze obsługi klienta się NIE DA. Ok, umówiłam się więc na wizytę drogą internetową (inaczej się audiencji nie dostąpi) i tak jak pisałam w poprzedniej notce - w czwartek 7 kwietnia byłam w biurze obsługi klienta i załatwiłam całe wielkie NIC. Odesłano mnie z powrotem do Eonu, jako do firmy, która mi ten prąd sprzedaje.

Kolejny raz zadzwoniłam na infolinię, tam w końcu trafiłam na kumatego konsultanta, który powiedział mi jak zlecić czasowe odłączenie prądu poprzez formularz na e-book'u. Czyli straciłam czas i energię zupełnie niepotrzebnie, a sprawę załatwiłam w kilka godzin, które potrzebowałam jedynie na wygenerowanie potwierdzenia przelewu na 120 zeta - usługa płatna, prawda, które musiałam dołączyć do zlecenia.

I już po KILKU kolejnych dniach dostałam info, że mam udostępnić licznik dnia 15 kwietnia w godzinach 9.30 - 11.30 w celu wykonania usługi. Kontaktu do majstra nie mogę dostać, żeby się umówić konkretniej bo pan jest zarobiony. Nie moż li we. Tak jakby kurierzy nie byli zarobieni a kontakt się dostaje zawsze. Odstałam więc całe dwie godziny pod klatką w oczekiwaniu na majstra, zostawiając Młodą w domu pod opieką Przyjaciółki. Majster przybył, prąd w liczniku odłączył, licznik ponownie zaplombował, spisał wszystkie numery plomb i kazał podpisać palcem na telefonie, że usługę wykonał. Podpisałam, za chwilę dostałam potwierdzenie przez sms.

Hura. Mamy to.

Najemców w tym czasie szczęśliwie nie było w domu, prawdopodobnie wyjechali na święta, toć był Wielki Piątek. Wrócili w poniedziałek rano i od razu dostałam serię sms, że pani wzywa policję bo to przestępstwo takie odcięcie. A ona jest z dwójką małych dzieci. Myślę - wzywaj, może ci wytłumaczą jak się sprawy mają.


Dostałam jeszcze dwie wiadomości w tym tonie a potem, ponieważ nie zareagowałam w żaden sposób, kobita zamilkła. Może zabrakło jej prądu w telefonie.

Dziś pomyślałam sobie, że zadzwonię do sąsiadów z naprzeciwka, żeby poprosić ich o jakieś info jeśli zauważą, że coś tam się w mieszkaniu dzieje. Ja nie mam możliwości kontrolować sytuacji. Może zauważą oznaki wyprowadzki albo nie daj Boże, światło się zapali... To są starsi ludzie, po 80-tce, 50 lat byli naszymi najbliższymi sąsiadami. Znaczy sąsiadami moich rodziców.

A sąsiad mówi - no już się dzieje... Wczoraj był majster i podłączył prąd.

NO JAK TO??

I zaczęły się ponownie telefony na infolinię, gdzie dowiedziałam się, że zadzwonił ktoś kto powiedział, że mieszka w tym mieszkaniu i poprosił o ponowne podłączenie prądu. No to podłączyli. Pytam w jaki sposób zweryfikowali osobę dzwoniącą, ponieważ mnie za każdym razem weryfikują z numeru PESEL, numeru umowy, a tym razem, gdy powiedziałam o co chodzi to niemal spytali o numer buta. Otóż nie muszą weryfikować. Jak ktoś mieszka to ma prawo do DOBRA jakim jest energia i wystarczy powiedzieć, że się ureguluje rachunki i... już. Nieważne, że jeśli istnieją jakieś zaległości w opłatach to po takiej deklaracji Eon wyśle nowe faktury na adres do korespondencji, czyli - niespodzianka! - na mój adres. Pani obiecała telefonicznie, że ureguluje, a jak obiecała to obiecała c'nie? 

W trakcie dwóch rozmów, bardzo burzliwych rozmów bo dostałam furii, z dwoma różnymi konsultantami ustaliłam, że dzwoniła "osoba trzecia". Przeprowadziła dwie rozmowy telefoniczne, o 11.33 i o 15.03 i to wystarczyło, żeby Eon wysłał majstra, który wczoraj podłączył ponownie prąd. Ja odlączyłam 15 kwietnia, 20 kwietnia prąd radośnie znowu popłynął. 

Dowiedziałam się też, że powinnam była zaznaczyć w zleceniu, że ponowne podłączenie prądu może być wyłącznie na MOJE PISEMNE OŚWIADCZENIE. A że nie zaznaczyłam, to moja wina. Może zadzwonić ktokolwiek i odwołać moją decyzję, którą załatwiałam trzy tygodnie.
Dla Eonu nie jest oczywistym, że decyzje podejmuje osoba, która ma podpisaną z nimi umowę. To trzeba specjalnie zaznaczać. Po co więc podpisuje się umowę? Po co za każdym razem weryfikuję się peselem?

Najpierw podejrzewałam, że małpa posłużyła się moimi danymi, wszak ma je w nieaktualnej umowie najmu. Proste - dzwoni na infolinię, wbija na klawiaturze mój pesel i gada już jako ja. Dlatego udałam się na policję zgłosić ten fakt. Ale pan policjant zapytał, czy mam na to dowod, bo jeśli nie, to ja odpowiem za zgłoszenie fałszywego przestępstwa. Czy jakoś tak. Odesłał mnie więc z powrotem na infolinię i radził wpierw zdobyć dowody.

No to zadzwoniłam gdzie? Na infolinię! Z pytaniem kto dzwonił, jak się weryfikował itd. Żeby uzyskać takie informacje musiałam złożyć reklamację, która obejmuje prośbę o odsłuchanie tych rozmów. Odpowiedź w ciągu 14 dni...

Złożyłam też kolejne zlecenie o ponowne odcięcie prądu w trybie natychmiastowym, tym razem z wszelkimi zastrzeżeniami. Że wznowić mogę tylko ja podpisując się własną krwią, że zabraniam też zawierania nowej umowy na dostarczanie prądu, bo jeśli oni tak weryfikują informacje, to moi najemcy mogą sobie zawrzeć dowolne umowy nawet bez tytułu prawnego do zamieszkiwania tego lokalu. 

Poproszę prąd - a proszę bardzo!

No i, całkiem osobno, wystosowałam pisemną skargę do Eonu, gdzie szerzej opisałam sprawę. Nic innego chyba w tej chwili zrobić nie mogę żeby się zabezpieczyć. 

Ale jestem - pardon my French - na takim wkurwie, że żeby skały srały ja ten prąd odetnę. I gaz też.

8 komentarzy :

  1. Koszmarna sytuacja :(
    Szczerze współczuję i nawet nie próbuję sobie wyobrazić co bym zrobiła na Twoim miejscu bo z moim temperamentem choleryka i nerwusa to pewnie bym już miała wyrok za groźby karalne. I w kierunku najemców i wobec dostawcy prądu. Od samego czytania Twojej historii podnosi mi się czerwona mgła wqrwu przed oczami, to jest nie do pojęcia, ze tak można!:(

    OdpowiedzUsuń
  2. Rany boskie. Państwo polskie takie opiekuńcze, chroni leserów, krętaczy i nierobów. Dostawcy prądu należy się szeroka reklama na fb, jak tak w ogóle można, podłączyć prąd bo się obieca, że się zapłaci. To się w głowie nie mieści.
    Pisz, co dalej. Jakie są szanse i sposoby na wykurzenie lokatorów?
    Trzymaj się :*
    novembre

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże! Współczuję!! Jedyna nadzieja jest taka, że skończyła się pandemia i znów ma wrócić możliwość eksmisji.

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko, współczuję. Ale widzę, że masz tyle determinacji, że nie ustąpisz. Jak to jest możliwe, że Ty walczysz kilka dni o odłączenie prądu a dostawca włącza im szybciutko z powrotem, wszystko stoi na głowie. Trzymaj się, życzę powodzenia, i tak - gaz też im odetnij!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przepraszam, Tobie zajęło to 3 tygodnie, a im jeden dzień! Skandal.

      Usuń
  5. Ojapierdole! To się nie dzieje 😳

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjade i bede ci clapcazki podawac!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zatkało mnie! Normalnie nie wiem, co się dzieje, jakieś czary, czy co, ludzie zdurnieli kompletnie i odczuwa się to we wszystkich dziedzinach życia! No, ja prdle. Ale żeby aż tak?!

    OdpowiedzUsuń