...
Ja natomiast, żeby nie było za różowo, rozwaliłam sobie bark. Potknęłam się, wypieprzyłam jak długa i chcąc chronić się przed upadkiem musiałam go sobie naciągnąć. Fakt, że już przed upadkiem oba barki miałam bolesne i nadszarpnięte od dźwigania, więc niewiele mi było trzeba, żeby nabawić się poważniejszej kontuzji. No ale mam teraz spory problem z podnoszeniem Młodej. W domu chodzę z ręką na temblaku, smaruję jakimś smarowidłem i staram się nie wrzeszczeć przy każdej próbie podnoszenia, pielęgnacji czy nawet czesania. Bo czesanie to też skomplikowana czynność polegająca na równoczesnym używaniu szczotki, łapaniu rąk które jak na sprężynach same lecą do głowy oraz utrzymywaniu prostej pozycji siedzącej osoby czesanej.
I tu powinnam napisać pean na cześć mojej Przyjaciółki i reszty tej cudownej mojej bandy, która mi pomagała i wciąż pomaga ale myślę, że Ona, Oni wszyscy zasługują na oddzielnego posta a nie na akapit.
I jeszcze błogosławiona Danuta mi bardzo słabuje... A ja nie mam jak jej dobrze doglądać, bo jak ja na to czwarte piętro bez windy z Młodą? W tygodniu to lecę kiedy Aga jest w szkole, ale w weekend to muszę ją po prostu zostawić pod klatką... Tak jak dziś. A dziś to mi się trafili dobrzy ludzie w postaci młodej pary, którzy chcieli mi pomóc w wejściu do klatki. Jak im powiedziałam, że dzięki, ale ja muszę na czwarte piętro, to oni radoście - ok! to my pomożemy! :) A jak im powiedziałam, że to się nie da i że ja muszę dziewczynę w wózku zostawić tutaj to zgodzili się chwilę jej potowarzyszyć. Także, wbiegłam na to czwarte, zostawiłam mamie to co niosłam, rozpłakałam się na jej widok i zamiast jej coś pomóc to powiedziałam, że muszę lecieć bo Aga na dole została...
Serce mi się kroi. I nie wiem co dalej. Będę chyba się starać o jakąś pielęgniarkę czy coś, podobno jest taka możliwość. Tylko czy w dobie tej zasranej pandemii coś mi się uda załatwić?
Dzięki za wszystkie Wasze komentarze i ciepłe słowa. Nie mam za bardzo kiedy odpowiadać ale wiedzcie, że wlewacie mi mnóstwo ciepła w serducho. Dziękuję.
Kochana, jesteś BARDZO, BARDZO dzielna! Podziwiam Cię. Jesteś w moich myślach. Trzymaj sie, choć wiem, że to bardzo trudne. Jeszcze trochę. Uściski!
OdpowiedzUsuńA może jednak ojciec się opamięta, może wytrwa, może wróci do dawnej skóry... Oby!
OdpowiedzUsuńTak, jesteś niezwykle dzielna, ale ile można? Odmiany życzę, wielkiej odmiany na lepsze.
Przytulam mocno chociaż na odległość!!!
OdpowiedzUsuńSłuchaj, a nie ma Twoja mama sensownej sąsiadki, kogoś, kto by do niej w weekend zajrzał na dłużej? Pielęgniarka też spoko opcja, o ile się znajdzie, oczywiście.
OdpowiedzUsuńŚciskam. A ty łap równowagę :*
novembre
Dziewczyny, jestescie takie dzielne, a ja bezradna, ze Nie wiem jak pomoc 😐
OdpowiedzUsuńDo Warszawy mam rzut beretem, mogę pomoc albo z zakupami dla Twojej Mamy (czy co potrzeba? Mogę tez odkurzyć, pozmywać, albo przywieźć obiad), albo mogę w tym czasie zostać z Agnieszką (spacer po okolicy? Czy już za zimno?).
OdpowiedzUsuńTest robiłam niedawno, wiec covid-.
Rany... ile można na plecy jednej Matki dowalić?????
OdpowiedzUsuń