sobota, 28 września 2019

wakacje

Ale ta pogoda to trochę wujowa, c’nie? Lato, lato, a tu nagle łup i zimno, wieje i gradem zaiwania. Z jednej strony to ja lubię niskie temperatury, bo mi się lepiej biega (tak, tak, nadal biegam), z drugiej jednak, niech już spadnie śnieg lepiej, bo w deszcz i zawieję to nawet na rowerze się nie da jeździć. A to mój podstawowy środek lokomocji.

W tym roku właściciel ośrodka, do którego jeździmy z Młodą od 10 lat na turnusy, tak nam powywracał plany urlopowe swoją niefortunną decyzją, że do tej pory odczuwam skutki. A to już prawie październik. Otóż ten właściciel, postanowił w marcu olać wszystkie indywidualne rezerwacje (w tym naszą) i wynajął cały ośrodek grupie rodziców z dziećmi głuchoniemymi. Grupa postawiła warunek, że przyjadą, ale chcą ośrodek na wyłączność, więc kazał recepcjonistkom podzwonić do wszystkich stałych klientów i przesunąć ich na inny termin. 
W marcu. Znaczy w marcu kazał dzwonić.
Tak się wściekłam, że postanowiłam za wszelką cenę znaleźć inne przyjazne miejsce i wreszcie uwolnić się od Osieka, na co miałam już ochotę od dawna. Z różnych względów, nie będę się już tu rozdrabniać. I zaczęłam szukać, choć marzec to już okrutny deadline i bardzo trudno znaleźć coś sensownego. 

Jednak udało się, choć nie w terminie, który najbardziej nam pasuje. 
Mamy już wypracowany optymalny terminarz wakacyjny, który nam się sprawdzał przez ostatnie lata. Tuż po zakończeniu roku szkolnego, który nota bene za chwilę będzie się odbywał z końcem maja chyba, bo co roku jest wcześniej, Aga miała „Lato w mieście”. 
To jest taki miły gest i koło ratunkowe rzucone nam rodzicom przez szkołę, bo dziatki mogą jeszcze przez dwa tygodnie wakacji jeździć do szkoły, a rodzice pracować w swoich pracach. Potem się zaczyna jazda, bo zostaje jeszcze conajmniej 6 tygodni do zaopiekowania a w tym roku realnie 8 (słownie: OSIEM), bo koniec roku był 19 czerwca. 
Kto z państwa ma osiem tygodni urlopu? No dobra - jeśli tworzycie pełną rodzinę, kto ma 4 tygodnie urlopu? Tata 4 i mama 4? 
Ja mam. Bo jestem zatrudniona z karty nauczyciela, ale Ojciec ma tylko 14 dni, więcej jednorazowo nie dostanie. I wciąż zostają dwa tygodnie… 

No dobra, to była przydługa dygresja. Do brzegu. 
Po Lecie w mieście zwykle ja brałam już urlop i jechałyśmy na Banderozę. Druga połowa lipca. Potem jechałyśmy na turnus - pierwsza połowa sierpnia, po czym ja wracałam do robo a pieczę przejmował Ojciec, na ostatnie dwa tygodnie sierpnia. W tym czasie ja miałam swoje dwa tygodnie „wolnego”, czyli chodziłam do robo ale poza nią, byłam wolna jak przeciąg. Czyli mogłam spać bez czuwania, mogłam pójść na zakupy o dowolnej porze dnia, nie musiałam wracać do domu przed 16, mogłam nawet pójść do kina. Czyste szaleństwo! Zanim przywykłam, że mogę, minął pierwszy tydzień. Potem chciałam wszystko na raz.

W robo też ten czas był na rozruch - jeszcze przed początkiem roku, jeszcze przed rozpoczęciem terapii, spokojne przygotowanie warsztatu pracy, jakieś badania, diagnozy ale na spokojnie.

Tym razem turnus znalazłam dopiero na drugą połowę sierpnia, co nam zburzyło cały plan. 
Ojciec musiał urlopować w lipcu, my na Banderozie na początku sierpnia i na koniec turnus (do 1 września!) i powrót do pracy był bardzo bolesny, oj bardzo. Nigdy więcej.

Ale to takie techniczne sprawy organizacyjne, nudne, choć dla nas bardzo ważne. Aga rozpoczęła edukację szkolną w dziewiątym roku życia, teraz ma 21 lat, czyli od 12 lat nie byliśmy całą rodziną na wakacjach. Od 12 lat nie spędziliśmy razem urlopu.

Do brzegu, do brzegu.
W tym roku byliśmy w Gościmiu. Puszcza Notecka, Wielkopolska. Ośrodek poleciła mi inna rodzinka, choć byli tam z 15 lat temu albo i dalej. Postanowiłam zaryzykować, bo miał (ten ośrodek) to, czego najbardziej potrzebujemy: lasy do spacerowania/rikszowania/biegania i jezioro do pływania. I do tego zakwaterowanie w domkach, czego jeszcze nigdy nie przerabiałyśmy.

I to był strzał w dziesiątkę.
Tak całościowo strzał. 
Bo domek okazał się mieszkankiem dwupokojowym, z podjazdem, z przestronną łazienką, własną trawką, stołem i leżakiem. Wystarczyło zrobić krok za próg i już byłyśmy na świecie.
Bo Aga nareszcie czuła się dobrze. Od 10 lat kiedy jeździłyśmy do Osieka, zawsze coś się działo. Ataki, ból, nieprzespane noce, jazdy z wrzaskiem pod kościołem (nigdy tego nie zapomnę), zaparcia i wszystkie nieszczęścia świata. Co roku pisałam z żalem, że nie ma wakacji od życia, że nie ma zmiłuj, że boli, że niby mamy odpoczywać a tylko robimy dobrą minę do złej gry, bo wracamy złachane jak klacz po westernie. I niech mnie nikt nie pyta czy wypoczęłam!

Tym razem WYPOCZĘŁAM. Obie wypoczęłyśmy. Bo choć w tym roku z różnych względów przez całe wakacje musiałam przejąć całą opiekę fizycznie na siebie, to naprawdę wypoczęłam psychicznie. 
Nic nie bolało, w nocy spokój, błogi uśmiech na twarzy Młodej - to jest gwarant mojego odpoczynku. 


Biegałam jak szalona, świtem, kiedy ona jeszcze słodko spała. 
Pływałam jak wściekła, w basenie, bo w ośrodku jest takowy i miałam to pływanie jako zabieg.
Jeździłyśmy codziennie na rikszy, po kolacji, po 8-10 kilometrów, a raz nawet prawie 30 (wybrałyśmy się do sklepu w mieście…), bo miałyśmy znakomity warun - środek lasu, równiutka asfaltowa szosa i zero ruchu.




Po porannych zabiegach zalegiwałyśmy przed domkiem na trawce. Kawka, sielanka, pogaduchy, szydełkowanie.



I to co tygrysy doceniają najbardziej - stołówka! Nie trzeba gotować ani zmywać! Matko, jaki to dla mnie luksus! Idzie się na gotowy posiłek, się je, się dziękuje i się wychodzi….
Raj…
Nie zrozumie tego nikt, chyba, że tak jak ja nienawidzi gotować a musi, i nie może postawić strawy przed progeniturą i powiedzieć: smacznego. 
Gotowanie, karmienie, pojenie, zmywanie to czynności, które zajmują mi większość dnia na przykład na wakacjach na Banderozie.


Także turnus i nowa miejscówka bardzo udana, będziemy wbijać tam w przyszłym roku.






No tak. Jak nie piszę to miesiącami, jak zacznę to nie umiem skończyć notki. Chciałabym jeszcze sporo napisać o tym turnusie, bo fajne rzeczy się zadziały. To był bardzo dobry czas. Ale chyba dość na dziś. 


5 komentarzy :

  1. fajnie, że wypoczęłyście
    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak dobrze się czyta,że Wam dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz,pisz,pisz! 😁😁😁
    Jaka piękna spódniczka biegowa. Też kiedyś sobie taką kupię. Tylko z dłuższymi spodenkami, bo krótkie mi się zwijają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cóż za wspaniały wpis!! <3 Tak się cieszę (cieszymy!) i oby więcej takich! Radość i wdzięczność że było dobrze i spokojnie <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jupi! Jak to dobrze ze bylo fajnie. I Agnieszka jaka usmiechnieta! Normalnie cos mi sie oczy spocily... :)

    OdpowiedzUsuń