Zaczęłam pisać tę notkę w ten sposób - niech mnie ktoś dobije. Ale zaraz zastanowiłam się nad swoim biadoleniem i skasowałam ten durny początek. Użalać się nad sobą jest najłatwiej rajt? A to nie o mnie chodzi. Chodzi o to, że Młoda wciąż cierpi. Znaczy znowu albo wciąż... już sama nie wiem.
Tak, prowadzę kalendarzyk a nawet kilka. Od wielu lat prowadzę kalendarzyk ataków a ostatnio prowadzę kalendarzyk wszystkiego na jednej kartce z takiego trójdzielnego kalendarza ściennego mając nadzieję na ujrzenie jakiegoś całościowego obrazu. Zaznaczam na nim ataki, wypróżnienia, miesiączkę, ból oraz pełnię. Za jakiś czas rozłożę sobie te kartki na dużym stole jak mapy wojenne i będę rozkminiać ukryty kod. Jak na filmie sensacyjnym.
Ale póki co kompletnie nic w nim nie widzę.
Nie wiem też czy ból pojawia się podczas owulacji bo cykle są bardzo nieregularne. Dzisiejszy, ostry ból (co pół godziny podawałam - Nospa, Apap, Paracetamol 250 w czopku, Ibuprom) pojawił się 11 dni po poprzednim (czyli od miesiączki) a właściwie to już wczoraj dawał o sobie znać - czy to może być ból owulacyjny? I dlaczego nie reaguje na leki? Jak to jest możliwe, że leki przeciwbólowe nie działają i dzieciak cierpi godzinami?
Oczywiście inne sprawy wykluczyłam i mam takie poczucie, że robię jakieś dziwne rzeczy z tym biednym ciałem mojego dziecka wbrew jej woli. Coś wlewam, coś wciskam, smaruję, coś każę połykać a nawet wrzeszczę nad jej głową bo nie potrafię utrzymać emocji w ryzach. Wywrzaskuję sobie ból jej i mojego istnienia.
A na dodatek nie mogę poprawić jej pozycji, podnieść, podsunąć, nawet pielęgnować jej w tej chwili nie mogę. Ojciec wracając z pracy zastaje nas w przedziwnych pozycjach.
A w tle tego niekończącego się koszmaru pojawiła się w naszym kurniku wymiana rur gazowych. Już nawet nie będę Was zanudzać opowieściami o tym co muszę rozmontować, gdzie będą mi kuć i co, a gdzie poprowadzą ordynarne rury w mojej całkiem jeszcze nowej kuchni i może tylko trochę starszej łazience. Wystarczy rzec, że od poniedziałku odcinają nam gaz na dwa tygodnie, a skoro mówią że na dwa to z pewnością na trzy. U nas oznacza to brak kuchni oraz brak ciepłej wody bo działamy na piecyku.
I teraz zastanawiam się czy to jest na pewno dobry pomysł - wróć! - czy to aby nie jest jakieś przekleństwo, że ja jestem na zwolnieniu. Bo zawsze jak jestem na zwolnieniu to dzieją się jakieś... powiedzmy... o wiele ważniejsze rzeczy.
czy myslalas moze nad uregulowaniem cykli przez podawanie tabletek anty? czy kloci sie to z innymi lekami Mlodej?
OdpowiedzUsuńOMG!!!! Te rury, to faktycznie, w czas!!!
OdpowiedzUsuńCo za cholera, przepraszam, ból, że nie reaguje na przeciwbólowe:(????
Hmm. Może skorzystać z jakiejś poradni przeciwbólowej? Wprawdzie nie wierzę, że pomogą, ale kto wie, cuda się zdarzają... .
OdpowiedzUsuńNie mam pojęcia co to może być- a mogą być jakieś zrosty po stanach zapalnych?
OdpowiedzUsuńZrosty właśnie nie za bardzo reagują na leki przeciwbólowe i bardziej boli jak się spina mięśnie- a spina się mięśnie bo boli.
Takie kółko bez wyjścia.
Myślę, że bez dobrej diagnostyki to dalej nie pojedziesz, i to nie takiej pt macanie tylko usg albo tomograf.
Iza
Endometrioza? Bo wtedy właśnie te zrosty...
OdpowiedzUsuńprzytulam...
OdpowiedzUsuńMOA a nie wysłali Młodej na usg? Zewnętrzne, że tak powiem.
OdpowiedzUsuńBól owulacyjny potrafi nie reagować na leki, czasami jest też tak że lek przeciwbólowy podany zbyt późno "nie działa" (nie wiem jak to określić), w sensie że kiedy ból się już rozkręci to tabletki nic nie dają (miałam tak mając 16-18 lat).
A co u Ciebie kobieto, miesiąc zaraz minie?
OdpowiedzUsuńI.
Skoro bóle nie ustępują po dużych dawkach leków przeciwbólowych, to może to są bóle psychosomatyczne??
OdpowiedzUsuńI jak młoda? Co do bóli psychosomatycznych to one są jak najbardziej uleczalne lekami przeciwbólowymi, wiem, bo niestety od lat na nie cierpię, aż nawet miałam zlecany szereg badań. One nie mają przyczyny w chorobie, ale środki przeciwbólowe potrafią przynieść istotną ulgę.
OdpowiedzUsuń